Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Pianistka

skrzywienie

PianistkaPianistka (2001) Austria, Francja, Niemcy, Polska

reżyseria i scenariusz: Michael Haneke
aktorzy: Isabelle Huppert, Annie Girardot, Udo Samel, Susanne Lothar, Anna Sigalevitch, Cornelia Köndgen, Benoît Magimel
muzyka: Francis Haines
zdjęcia: Christian Berger
montaż: Nadine Muse, Monika Willi

na podstawie: powieści Elfriede Jelinek

 (8/10)

Erika Kohut jest pianistką.  Całymi dniami uczy w szkole muzycznej najbardziej utalentowane młode osoby gry na pianinie.  Jest szorstka, piekielnie wymagająca.  Praktycznie cały czas jest niemiła, wręcz okrutna w stosunku do swoich uczniów, którzy nie są w stanie jej zadowolić, spełnić chociażby w części jej wygórowanych wymagań.  Pomimo jednak tak ciętego zachowania na jej lekcje zapisuje się wiele chętnych i tylko najlepsi mogą się u niej uczyć.  Prywatnie Erika jest samotna, mieszka z despotyczną matką, która kontroluje każdy jej ruch, praktycznie całe jej życie, nawet w najmniejszych szczegółach.  Matka ciągle traktuje ją bowiem tak, jakby była nadal małą dziewczynką, nie przyjmując do wiadomości, że już od dawna jest dorosłą kobietą i ma prawo do swojego własnego życia, o którym może sama decydować.  Nie daje jej nawet odrobiny prawa do prywatności, grzebiąc w jej rzeczach i nie odstępując jej w domu nawet na krok.  Matka wymaga od niej ciągłej perfekcji, by była najlepsza zawsze i w każdej sytuacji.  Któregoś razu na prywatnym, domowym koncercie fortepianowym, zorganizowanym przez rodzinę Blonskich (na którym Erika daje krótki popis swoich umiejętności) poznaje przystojnego, młodego chłopaka - Waltera.  On niezwykle szybko zakochuje się w niej, mówiąc, że od chwili ich pierwszego spotkania, odczuwa łączącą ich więź…

Bardzo zdziwiłem się gdy przy napisach początkowych zobaczyłem, ze film ten zrealizował Michael Haneke.  Właśnie ten Haneke, który nakręcił również fantastyczne i niezwykle męczące „Funny Games”, które brutalnie bawiło się z oczekiwaniami widza, wyśmiewając jego chęć zobaczenia przemocy i przeżycia silniejszych wrażeń.  „Pianistka” zapowiadała się bowiem jako poważny dramat o pewnym zwyczajnym romansie i tak bezkompromisowy i odważny twórca jakim jest Haneke nie pasował mi do tak zwykłej historii, tak normalnego filmu.  Jednakże z każdą kolejną minutą seansu, im dokładniej poznawałem bohaterów jego filmu, poznając ich też z tej gorszej strony, tym coraz mniej mnie dziwiło, że to właśnie on zdecydował się przenieść tę historię na ekran.  „Pianistka” to bowiem obraz mówiący o pewnym skrzywieniu, które ukrywa się pod powierzchnią normalności, które nie jest widoczne na pierwszy rzut oka i choć jest ogromne, ujawnia się dopiero przy bliższym poznaniu.  Tak jak w „Funny Games” Haneke szokował trudną do zniesienia przemocą, a raczej jej brakiem  i ciągłym oczekiwaniem na nią, tak w „Pianistce” szokuje rozwojem postaci głównej bohaterki, po której nigdy byśmy się nie spodziewali tak skrajnych pragnień i zachowań.  Śmiało można bowiem powiedzieć i utwierdzamy się w tym przekonaniu im dłużej ogląda się ten film, że jest ona chora, że jej system wartości jest całkowicie zwichrowany i nienormalny.

Postać ta nie byłaby tak wiarygodna gdyby nie Isabelle Huppert, która perfekcyjnie zagrała tę skomplikowaną bohaterkę, w mistrzowski sposób portretując jej pokręconą osobowość.  To z jaką precyzją wcieliła się w Erikę chyba najlepiej widać w scenach w których jej bohaterka słucha jak Walter gra na pianinie Schuberta.  Przez tę muzykę zaczyna się rozluźniać, odprężać, rozkoszować dźwiękami jakie do niej dolatują i wtedy maska twardej, ostrej jak brzytwa nauczycielki, którą nosi praktycznie cały czas, zaczyna powoli spływać z jej twarzy.  Co prawda tylko na chwilę, jedynie odrobinę, ale te zmiany choć niewielkie są wyraźnie widoczne i odczuwalne.  Bo tylko muzyka jest w stanie dostarczyć Erice jakichkolwiek odczuć, bo te pochodzące od ludzi są dla niej niewystarczające i muszą być niebywale silne, wręcz brutalne by do niej jakoś trafiły.  Dlatego Erika nie potrafi normalnie żyć i komunikować się ze światem zewnętrznym, nie potrafi się normalnie porozumieć i nawiązać kontakt z drugim człowiekiem.  Walter pyta się jej w pewnej intymnej dla nich sytuacji czemu zadaje mu ból?  I w tym właśnie tkwi jej problem – Erica nie nauczyła się czułości, nie potrafi ani przekazywać ani okazywać jakichkolwiek uczuć.  Nie potrafi również docenić innych, a szczególnie właśnie Waltera.  Choć wyraźnie wzrusza ją jego gra, to jednak nie jest w stanie tego okazać, wręcz przeciwnie jeszcze go ponad miarę krytykuje, wynajdując liczne błędy.  Erika stale chowa się za maską którą przez lata stworzyła, nie potrafi otworzyć się na ludzi, nie wie jak to jest zachowywać się normalnie.

Co ciekawe pomimo, że Walter wie o niej coraz więcej i bardzo szybko poznaje jej gorszą stronę, to jednak nadal go do niej ciągnie, nadal dąży on do wspólnego życia.  Zupełnie jak ćma do światła choć wie, że z pewnością się przez to sparzy, że nic dobrego z tego związku nie wyniknie i tak chce z nią być.  W końcu więc daje się wciągnąć w jej chorą grę.  Nie mogąc dotrzeć do niej w normalny sposób, taki który wydaje mu się naturalny i ludzki, zaczyna grać na jej zasadach.  I tu pojawia się kolejny problem, bo od tej chwili nie wiadomo już co jest tylko ryzykowną i ostrą zabawą, a co prawdziwym sprzeciwem, nie wiadomo kiedy dość oznacza dość, a kiedy jest to tylko przyzwolenie na kolejne czynności.    Haneke pokazuje swoją bohaterkę jako kobietę opętaną cielesnością, która potrzebuje poniżenia i nie potrafi zrozumieć prawdziwego, czystego uczucia jakim jest miłość, która szuka jedynie ekstremalnych doznań, ryzykownych podniet i niczego więcej.  Potrzebuje poniżenia, spełnienia mocnych fantazji, by wypełnić pustkę swojego życia i zaspokoić rozrośnięte do ogromnych rozmiarów potrzeby, które kryła w sobie przez zbyt długi czas.

Co jest powodem takiego zachowania bohaterki?  Haneke nie udziela wprost odpowiedzi na to pytanie.  Przez cały film jedynie obserwuje ją chłodnym okiem, pokazując jej zachowanie i kolejne zachcianki.  Jego film jest wyzbyty jakichkolwiek emocji, niezwykle sterylny i chłodny.  Zupełnie jakby bohaterka była obiektem badań w jakimś laboratorium, i to do nas należało postawienie diagnozy w sprawie jej przypadku.  Być może przyczyną jej skrzywienia jest nieszczęśliwe dzieciństwo, złe wychowanie, brak ojca który zmarł w zakładzie dla obłąkanych.  A może całkowity brak akceptacji i docenienia ze strony matki, która wciąż wymagała od niej więcej?  To musimy ustalić już sami, a odpowiedzi może być wiele. Film Haneke jest strasznie męczący i nieprzyjemny w odbiorze, co akurat jest całkiem oczywiste, bo oglądanie patologii nie może być przecież niczym przyjemnym.  Brakuje mi jednak w tej historii jakiegoś konkretnego domknięcia, jakiegoś pełniejszego zakończenia, bo film ten kończy się nagle, niespodziewanie, przedwcześnie i zbyt gwałtownie.  Co prawda w ostatnich scenach czuć, że zaraz zobaczymy napisy końcowe, ale jednak po nich pozostaje pewien niedosyt, oczekiwanie na to co mogłoby stać się dalej, co podsumowałoby jakoś tę historię.

środa, 08 września 2010, milczacy_krytyk
Tagi: dramat

Polecane wpisy

Komentarze
szymalan
2010/09/12 14:11:08
Po "Białej wstążce" ciężko mi się przekonać do oglądania filmów Hanekego. Jego chłód i megapoważny ton , jest dla mnie zaprzeczeniem idei kina jako takiego. Ale ok, kiedyś muszę się przemóc :]
-
milczacy_krytyk
2010/09/12 14:42:10
"Biała wstążka" ciągle przede mną, ale po "Pianistce" mam o wiele większą ochotę na ten film niż jeszcze kilka miesięcy temu. Choć wiem, że lekko nie będzie bo filmy Hanekego łatwe i przyjemne nie są. Ale takie też od czasu do czasu lubię obejrzeć.
Pozdrawiam
-
2010/09/13 11:59:51
Moim zdaniem Haneke wyjaśnił skąd u bohaterki takie zachowanie. To zwykły egoizm jej matki, która nie potrafiła żyć własnym życiem, przekładając chorą miłość i wszystkie pozytywne i negatywne emocje na córkę. W rezultacie, trzymana pod kloszem córka nie potraiła zbudować normalnych relacji, bo ciągle pomiędzy nią a światem stała jej matka. Haneke jest reżyserem który nie daje może jasnych odpowiedzi, ale daje wiele wskazówek niekoniecznie wypowiedzianych słowami. Stąd geniusz "Białej wstążki". "Pianistka" też pozostaje w mojej głowie.
-
szymalan
2010/09/13 16:07:58
Tu nie chodzi o to, że trudny, bo znam reżyserów tworzących o wiele trudniejsze dzieła niż Haneke (a których uwielbiam). A Biała wstążka jest filmem dośc akurat prostym i przewidywalnym (acz sprytnie pozoruje , jakie to głębokie dzieło nie jest). rzecz w tym, że dla mnie nie istnieje kino bez emocji. Jeżeli reżyser sam nie kocha swoich bohaterów i traktuje ich z najwyższą pogardą , to ja tym bardziej nie mogę się zaangażować.
-
milczacy_krytyk
2010/09/13 19:24:29
Powodów takiego jej zachowania może być wiele: nieszczęśliwe dzieciństwo, brak ojca który zmarł w zakładzie dla obłąkanych, całkowity brak akceptacji itd. itp. Ale faktycznie chyba największe piętno na jej życiu zostawiła zaborcza matka, która nie potrafiła wypuścić Eriki z domowego gniazda i dać jej żyć samemu, nie wtrącając się w jej życie, nie kontrolując jej na każdym kroku. Wszystkie te wnioski wyciągamy sami, bacznie śledząc film Haneke, bo on sam nie podsuwa nam bezpośrednio żadnych podpowiedzi. Po prostu pokazuje kolejne obrazy, z których sami możemy ale nie musimy wyciągać odpowiednie wnioski.
Pozdrawiam.
-
milczacy_krytyk
2010/09/13 19:31:14
Haneke nie kocha swoich bohaterów bo prawdę powiedziawszy nie sposób jest ich kochać. Poza tym wydaje mi się, że gdyby zaczął traktować ich jakoś bliżej, gdyby zaczął czuć do nich choćby najmniejszą sympatię, to zmieniłby równocześnie sposób w jaki opowiada swe historie. Przestałyby być one chłodną obserwacją, jakby patrzeniem przez lupę na konkretny przypadek, a stałyby się filmem, który już na początku stara się nam coś zasugerować, jakoś zmienić kierunek naszego patrzenia. Mi takie suche opowiadanie tego typu historii akurat pasuje. I nie uważam też, ze przez to zimne spojrzenie reżysera na swoich bohaterów, brakuje w jego filmie emocji. Jest ich wiele, czasem nawet zbyt wiele.
Pozdrawiam.
-
szymalan
2010/09/14 01:17:18
Zależy o jakich filmach mówimy, powiedzmy, że ja o Białej wstążce, bo "Pianistki" nie widziałem, może to jest zupełnie inny film z innym podejściem ;)
Ale mówiąc bardziej ogólnie, jeśli reżyser nie kocha swoich bohaterów , bo nie rozumiem po co o nich robi film. To właśnie "Biała wstążka" jest idealnym przykładem filmu , który nam sugeruje już w pierwszej scenie pewną tezę- a potem tak żongluje i pomiata swoimi bohaterami, żeby dało się w każdej kolejnej scenie tą tezę udowodnić. A obserwacja jak przez lupę, to jest właśnie to, co przeczy idei kina jako takiego- mającego przełamywać pewne bariery i zbliżać nas do rzeczy niezwykłych, nawet jeśli czasem okropnych.
pozdr. ;)
-
milczacy_krytyk
2010/09/14 20:11:08
Ja o "Pianistce" ;) I trochę też o "Funny Games US".
Po co robi o nich film? Po prostu by ich pokazać ;) By przyjrzeć się pewnemu skrzywieniu, pewnym postawom, by pokazać wycinek współczesnego społeczeństwa, problemy jakie go dotyczą. Moim zdaniem aby o kimś mówić, aby przedstawiać pewne osoby, wcale nie trzeba ich lubić. Wręcz podejrzane i nienaturalne byłoby dla mnie, gdyby Haneke darzył niektórych swoich bohaterów sympatią, bo moim zdaniem nie da się poczuć do nich choćby odrobiny sympatii.
I nie za bardzo rozumiem dlaczego według Ciebie obserwacja przez lupę kłóci się z ideą kina jako takiego. Dlaczego chłodna obserwacja pewnych ludzi, pewnych zachowań nie miałaby być pewnym sposobem na opowiadanie historii. Przecież również dzięki takiemu spojrzeniu możemy zbliżyć się, tak jak piszesz, czy to do rzeczy niezwykłych, czy czasem nawet okropnych.
Pozdrawiam.
-
szymalan
2010/09/14 23:22:46
Jeśli robi film tylko by ich pokazać, niczym w zoo .... to w takim układzie jest sadystą, cynikiem, katem. Jeśli nie potrafi na nawet na największych dziwaków, czy socjopatów spojrzeć z odrobiną ludzkiej empatii i próby zrozumienia...no cóz.
Chłodna obserwacja kłoci się z moim pojmowaniem kina, bo dla mnie kino nie istnieje bez emocji. A tych nie wywoła raczej , trzymając się na dystans.
pozdrawiam
-
milczacy_krytyk
2010/09/15 20:59:55
Ano jest sadystą i do tego podwójnym, bo nie dość, że nie patrzy na swoich bohaterów choćby z odrobiną sympatii, to później jeszcze nas męczy psychicznie swoimi filmami ;)
W "Pianistce" mu się udało wywołać. Przynajmniej na mnie ten film bardzo silnie wpłynął.

Pozdrawiam.
-
szymalan
2010/09/16 20:37:23
No cóż, czekam na możliwość obejrzenia ;)