Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Ricky

kurczaczek

RickyRicky (2009) Francja, Włochy

reżyseria i scenariusz: François Ozon
aktorzy: Alexandra Lamy, Sergi López, Arthur Peyret, Mélusine Mayance
muzyka: Philippe Rombi
zdjęcia: Jeanne Lapoirie
montaż: Muriel Breton

 (4/10)

Chyba nigdy nie zostanę fanem filmów Francisa Ozona, bo co nie jego kolejny obraz, to i kolejne spore rozczarowanie z mojej strony.  Tak było w przypadku musicalowych „8 kobiet”, tak było z przeraźliwie irytującym i nudnym „5x2”.  Tak jest też z najnowszym filmem francuza – „Ricky”, który stara się łączyć społeczny dramat z baśnią, ale wychodzi mu to co najmniej kiepsko.  Jak na dramat za mało tutaj wniosków jakichkolwiek, bo za szybko jego film zaczyna przechodzić w dziwną bajkę, znowu jeśli chodzi o stronę fantastyczną to kompletnie do niczego ona nie prowadzi i za mało w niej prawdziwej magii czy jakiegokolwiek klimatu.  Przez to całość jest niebywale nijaka, nudna i w gruncie rzeczy kompletnie niepotrzebna.  Gdyby nie bardzo dobre aktorstwo Alexandry Lamy oraz młodziutkiej Mélusine Mayance w ogóle nie byłoby co tutaj oglądać.

Rzecz dzieje się w szarym blokowisku gdzieś na przedmieściach dużego francuskiego miasta.  Katie mieszka samotnie w niezbyt wielkim mieszkaniu z siedmioletnią córką Lisą.   Jej mąż ją opuścił bo nie chciał mieć potomstwa i domagał się od żony usunięcia ciąży, na co ona się nie zgodziła i córkę jednak urodziła.  Teraz pracuje w zakładzie chemicznym ledwo wiążąc koniec z końcem.  Pewnego dnia w pracy poznaje nowego pracownika, pochodzącego z Hiszpanii Paco.  Po kilku upojnych spotkaniach wiąże się z nim, zachodzi w ciążę i rodzi chłopczyka o imieniu Ricky.  Dziecko przez pierwsze miesiące ciągle płacze, nie może spać i jest niespokojne, bo na jego plecach pojawiają się dziwne krwawiące siniaki.  Wkrótce z jego plecków ku zdziwieniu całej rodziny zaczynają wyrastać… skrzydełka i mały Ricky powoli przemienia się w anioła.

No i super, tylko co z tego wynika? Niestety absolutnie nic.  Początkowo jeszcze ta historia jest w miarę ciekawa, bo w dość prosty ale prawdziwy sposób ukazuje życie niepełnej rodziny, często patrząc na ten świat oczami córki, która czuje się całkowicie odrzucona przez ojca, który jej nie kochał oraz przez matkę, która zadręczona jest ciężkim i rozczarowującym życiem.  To uczucie osamotnienia jakie odczuwa dziewczynka pogłębi się jeszcze po urodzeniu Ricky’ego, bo zacznie mu zazdrościć miłości jaką go obdarzają rodzice, pomimo iż jest on dziwadłem.  Zacznie mu zazdrościć uczucia, którego nigdy w pełni nie zaznała.  „Ricky” to na początku też historia matki, która po porzuceniu boi się kochać, jest nieufna i nie potrafi się przywiązać do drugiego człowieka, w pełni mu zawierzyć.  I może gdyby pociągnąć tę historię w takim realnym klimacie, dałoby się jeszcze z niej coś więcej wycisnąć.  Niestety jednak Ozon wprowadza swojego aniołka i kompletnie gubi sens tej opowieści.

Niepotrzebny jest tutaj zupełnie prolog, do którego później film ani razu się nie odwołuje, nie wiążąc późniejszych wydarzeń z tą jedną krótką sceną przed tytułem.  Tak jakby reżyser wprowadził ją tylko po to by nas zmylić lub mieć od czego zacząć swój film.  Straszne jest również zakończenie, kompletnie nie pasujące do poprzednich wydarzeń, naciągane, jakby wymyślone na siłę, bo przecież kiedyś i jakoś trzeba skończyć swoją opowieść.  Bohaterowie nie wiedzieć czemu zmieniają w nim swoje postawy, stają się w przeciągu pięciu minut, nowymi, szczęśliwymi ludźmi, którzy znaleźli cel i sens w życiu.  Super, tylko jest to tak nierealne, naiwne i niezrozumiałe, że aż trudno uwierzyć, że można było tak zakończyć tę historię.  Bo jeszcze gdyby uznać iż całość jest przywidzeniem głównej bohaterki, to może miałoby to jakiś sens.  Ale tego przyjąć nie można, bo wtedy kłóciłoby się to z przedstawionymi wydarzeniami i negowało sam film, co byłoby jeszcze większym bezsensem.  Strata czasu.

piątek, 27 sierpnia 2010, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: lola king, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/08/28 06:30:08
Ciągle się zastanawiam, czy "Ricky" to artystyczny bełkot Ozona, czy jego artystyczna wizja, niezrozumiała dla współczesnego widza. Mam z tym filmem nie lada problem. Reżysera cenię, ale tak naprawdę cenię go za jeden film - "8 kobiet". Lubię jego styl i manieryzm, ale "Ricky" nijak ma się do tego, do czego Ozon nas już przyzwyczaił. Zdecydowanie się zgadzam, że realna strona filmu bardziej zachwyca, niż fantazje o chłopcu, który ma skrzydełka i lata. Ostatnia scena - kiedy matka chłopca wchodzi do wody - dla mnie jest najlepszą sceną w filmie, bardzo sugestywna. Także chyba czeka mnie jeszcze jeden seans tego filmu, zanim postawią jakąś ocenę :) Pozdrawiam, www.lola-king.blog.onet.pl :)
-
renbor1
2010/08/28 10:05:20
Widziałam ponad rok temu, nie wszystko pamiętam wyraźnie (np. nie mogę sobie przypomnieć prologu, o którym piszesz). Ale irytację zapamiętałam. I nie dlatego, że film był aż tak zły, lecz że udane pomysły zostały pokiereszowane skrzydełkami.
Swoją drogą: ta absurdalna scena w markecie, gdy Katie potajemnie mierzy rozpiętość kurzych skrzydełek, by przygotować się na ich rozmiar u swego syna - jest irracjonalnie komiczna. Natomiast fruwający po markecie aniołek budzi konsternację.
Świetny jest wątek obyczajowy. Tak jak piszesz: samotna kobieta, samotna córka (naprawdę dobra), wchodzenie w nowy związek, jego siła i słabość. Jak dla mnie - gdyby Ozon pozostał w tym kręgu, byłoby lepiej.
Realizm magiczny jest trudniejszy niż mogłoby się zdawać.

Pozostaję więc na poboczu, jeśli chodzi o podążanie śladem twórczości Ozona. Choć - mnie się podobały sceny z historii pewnego związku w "5x2". :)
Pozdrawiam
ren
-
szymalan
2010/08/28 13:20:28

pozdrawiam
-
szymalan
2010/08/28 13:22:34
o , nie znowu wcięło mój koment , a przynajmniej jego sporą część.
napisałem, że podobał mi się jedyny film od Ozone'a , jaki oglądałem czyli 8 Kobiet. Na Rickiego jakoś od początku nie miałem ochoty-serio skrzydełka wyrastają u chłopca i lata? ee nie wiem czy chcę coś takiego oglądać na ekranie.
pozdrawiam po raz drugi :)
-
milczacy_krytyk
2010/08/28 16:21:04
do: lola king
Dla mnie od chwili gdy chłopcu wyrastają skrzydełka, to niestety jednak bełkot. Szkoda, że Ozon nie zdecydował się opowiedzieć zwyczajnej ale ciekawej historii o matce i córce, a zachciało mu się jakiejś dziwnej baśni.
Pozdrawiam.
-
milczacy_krytyk
2010/08/28 16:36:57
do renbor1
W prologu widzimy Katie, która siedzi chyba w jakimś urzędzie, cała zapłakana i wymęczona psychicznie i mówi jakiejś kobiecie - pewnie urzędniczce - o tym, że mieszka sama, nie ma pieniędzy na czynsz, że dziecko ciągle płacze i facet ją opuścił. Nie za bardzo tylko wiadomo jak podpiąć tę scenę do samego filmu, czy są to wydarzenia jeszcze przed nim, tuż po urodzeniu Lisy, czy później, po urodzeniu Rickiego i tym jak Paco wyjechał, bo Katie oskarżyła go o bicie chłopca. Myślałem, że w czasie filmu Ozon później wróci do tej chwili , że jakoś ją połączy z późniejszymi wydarzeniami ale jak wiemy nic takiego się nie stało.
O tak, scena w supermarkecie jest dziwna.
Pozdrawiam.
-
milczacy_krytyk
2010/08/28 16:38:36
Coś się blox widać znowu buntuje :/ Nie mam pojęcia z czego to może wynikać.
A "Rickiego" możesz z czystym sumieniem sobie darować. Naprawdę szkoda czasu.
Pozdrawiam.