Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Zakochany Nowy Jork

every moment another story begins

Zakochany Nowy JorkZakochany Nowy Jork (2009) Francja, USA

reżyseria: Natalie Portman, Yvan Attal, Brett Ratner, Mira Nair, Shekhar Kapur, Allen Hughes, Shunji Iwai, Fatih Akin, Wen Jiang, Andriej Zwiagincew, Joshua Marston 
scenariusz: Yvan Attal, Anthony Minghella, Mira Nair, Shunji Iwai, Fatih Akin, Suketu Mehta, Andriej Zwiagincew, Joshua Marston, Alexandra Cassavetes, Chan-wook Park, Stephen Winter, Hu Hong, Olivier Lécot, Yao Meng 
aktorzy: Christina Ricci, Andy Garcia, Ethan Hawke, Maggie Q, Shia LaBeouf, Natalie Portman, Hayden Christensen, Rachel Bilson , Robin Wright Penn, Kevin Bacon, Chris Cooper, Julie Christie, Drea de Matteo, Cloris Leachman, Bradley Cooper, John Hurt,  Qi Shu, Blake Lively, Eva Amurri, Eli Wallach, Burt Young, Ugur Yücel, Sean T. Krishnan, Simon Dasher, Orlando Bloom, Nicholas Purcell, James Caan, Richard Chang
muzyka: Tonino Baliardo, Nicholas Britell, Paul Cantelon, Mychael Danna, Ilhan Ersahin, Jack Livesey, Shoji Mitsui, Mark Mothersbaugh, Peter Nashel, Atticus Ross, Antonio Pinto
zdjęcia: Paweł Edelman, Declan Quinn, Adam Kimmel, Rainer Klausmann, Benoît Debie, Mauricio Rubinstein, Mikhail Krichman, Andrij Parekh, Michael McDonugh 
montaż: Craig McKay, Allyson C. Johnson, Affonso Gonçalves, Jacob Craycroft
 

 (6,5/10)

Teoretycznie "Zakochany Nowy Jork" to kontynuacja "Zakochanego Paryża", który swoją premierę miał cztery lata temu.  Twórcy przenieśli się tylko na inny kontynent i znów opowiedzieli kilka historii o miłości, z dużym miastem w tle.  Ale tylko teoretycznie, bo "New York, I love you" bardzo różni się od swojego poprzednika.  Po pierwsze na ekranie nie pojawiają się podpisy na początku każdej kolejnej etiudy, mówiące o tym kto ją wyreżyserował.  Nie ma również, tak jak poprzednio, całkowicie odgrodzonych od siebie segmentów, które mogłyby istnieć całkowicie niezależnie od siebie. Bo poprzednio gdy kończył się jeden,  zaczynał się od razu następny i do samego końca nie powracaliśmy do bohaterów, których zobaczyliśmy na początku.  Przez to „Zakochany Nowy Jork” bardziej przypomina takie filmy jak chociażby "To właśnie miłość" niż wcześniejszy "Zakochany Paryż".  Prawie wszystkie historie przenikają się tutaj, przeplatają jedna z drugą.  Niektóre podzielone są na kilka części i co więcej nawet drogi bohaterów pojawiających się w poszczególnych segmentach krzyżują się ze sobą.  Dzięki temu „Zakochany Nowy Jork" ogląda się jak prawdziwy film, składający się z kilkunastu historii, a nie jak zbiór niezależnych etiud, nakręconych przez różnych twórców.

W "Zakochanym Paryżu" mieliśmy pełen przekrój opowieści i obok naprawdę wybitnych historii (Tykwera, Coixet i Payne'a) było sporo przeciętnych i zwyczajnych, a także zdarzały się całkowicie nieudane i kiepskie.  Te najlepsze pamiętam jednak dokładnie po dziś dzień i ile razy je sobie przypominam, tyle razy na nowo się nimi zachwycam (w szczególności tą Tykwera).  W "Zakochanym Nowym Jorku" takiego przekroju już nie ma, bo poziom wszystkich etiud jest po prostu średni i tylko niektóre wybijają się ponad przeciętność.  Bo nawet te ciekawsze, nie zachwycają tak bardzo jak faktycznie by mogły.  Obawiam się więc, że w związku z tym raczej żadna z tych historii nie zapadnie mi tak głęboko w pamięci i nie będzie wracać co jakiś czas, by zachwycić ponownie.  Niestety tym razem zabrakło twórcom odrobiny odwagi, zabrakło błyskotliwych i oryginalnych pomysłów na kolejne historie i intrygujące sposoby na ich pokazanie.  Zabrakło takiej iskry, która z niezłych opowieści przekształciłaby je w coś więcej.  Nie oznacza to jednak, że projekt ten jest całkowicie nieudany i niewarty uwagi.  Ogląda się go naprawdę dobrze, mija nadzwyczaj szybko - zaskoczyły mnie napisy końcowe - i choć historie nie są jakoś wybitnie śmieszne czy zabawne, to pozostawiają one po sobie pozytywną atmosferę.

Najciekawiej wypadają dwie opowieści zrealizowane przez Yvana Attaldo, do których scenariusz napisał Olivier Lecot.  Pierwsza z nich to zabawna historia o mężczyźnie (Ethan Hawke), który próbuje poderwać spotkaną na ulicy kobietę (Maggie Q), oraz druga z odwróconymi rolami, gdzie to nieznajoma kobieta (Robin Wright Penn) kusi swoimi wdziękami starszego mężczyznę (Chris Cooper) przed wejściem do restauracji.  Obie z nich kończą się przewrotnie, obie mają w sobie coś co przyciąga uwagę i powoduje, że chce się je obejrzeć jeszcze raz, tym razem wiedząc już o czym tak naprawdę są i kim są występujący w nich bohaterowie.  Bardzo dobra jest również opowieść o starszym małżeństwie (Eli Wallach i Cloris Leachman), które obchodzi 63 rocznicę ślubu, wyreżyserowana i napisana przez Joshuę Marstona,.  Jest ona ciepła, zabawna, cudownie normalna i prosta.  Wyróżnia się także - i to naprawdę spore zaskoczenie - segment zrealizowany przez Bretta Ratnera, czyli całkiem nietypowa i dość odważna historia nastolatka, który wybiera się na bal kończący szkołę średnią.  Spodobała mi się również opowieść o jadącej do siebie parze, która w czasie drogi wspomina ostatnią spędzoną ze sobą noc (Bradley Cooper i Drea de Matteo, a za kamerą Allen Hughes).

W większości historii zabrakło jednak prawdziwych uczuć, humoru, czy ciekawego spojrzenia na bohaterów.  Pozostałe etiudy są nijakie, zbyt wydumane, nudne, a czasem nawet trudne do zrozumienia.  Ratują je trochę grający w nich aktorzy, którzy występując czasem w nietypowych dla siebie rolach (jak chociażby Shia LaBeouf), starają się jakoś je wzbogacić i uatrakcyjnić. Twórcom nie udaje się również niestety przybliżyć nam w poszczególnych segmentach samego Nowego Jorku.  Co prawda widzimy jego najważniejsze i najbardziej znane części, jak chociażby Central Park, słynne ulice czy niezliczone wieżowce i mosty, ale film ten nie tłumaczy jego niezwykłości, nie przelewa na nas jego niezwykłego klimatu (o ile taki faktycznie się nad nim unosi) i nie udaje się mu nas nim zachwycić.  Po obejrzeniu "Zakochanego Paryża" miałem ochotę rzucić wszystko i od razu jechać do Francji, by poczuć i na własne oczy zobaczyć Paryż.  Tutaj takiego uczucia nie doświadczyłem.  Poza tym - i to również jest słabość poszczególnych historii - nie są one związane z samym miastem.  W większości mogłyby się rozgrywać w dowolnej innej metropolii i nie zmieniłyby się ani trochę.

niedziela, 09 maja 2010, milczacy_krytyk
Tagi: melodramat

Polecane wpisy

  • A Ghost Story

    little notes A Ghost Story (2017) USA reżyseria i scenariusz : David Lowery aktorzy : Casey Affleck, Rooney Mara muzyka : Daniel Hart zdjęcia : Andrew Droz Pa

  • Światło między oceanami

    forever and ever... Światło między oceanami (2016) Nowa Zelandia, USA reżyseria i scenariusz : Derek Cianfrance aktorzy : Michael Fassbender, Alicia Vikander,

  • Sprzymierzeni

    keep the emotions real Sprzymierzeni (2016) USA reżyseria : Robert Zemeckis scenariusz : Steven Knight aktorzy : Brad Pitt, Marion Cotillard, Jared Harris, Sim

  • Sielska kraina 2: Dar aniołów - 2010

    Film muzyczny, ale nie tak za bardzo. Bobbie dostaje od aniołów dar pięknego głosu tylko nie może kłamać. Przy jej porodzie umiera jej matka a ojciec ją opuścił

  • Krzyk góry - 2015

    Film, który można polecić. Ma klimat. Zresztą od razu po kilku kadrach to się czuje. Akcja dzieje się w Chinach w XX wieku lata osiemdziesiąte. Góry. Aż wierzyć

Komentarze
Gość: Lola King, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/05/15 11:00:15
Czyli wychodzi na to, że dzielimy pogląd, co do nowelek Ratnera i Marstona - jedne z najlepszych zdecydowanie. Ale co do nowelek Attala mam kompletnie inne zdanie - ta z Ethanem Hawkiem jest zbyt wydumana, a Cooperem i Penn - zbyt przewidywalna - wyczułam prawdziwe więzi łączące tę dwójkę, już po kilku minutach, co nie świadczy o niej zbyt dobrze. A co do całościowego odbioru filmu, to zdecydowanie się z Tobą zgadzam. Również, po obejrzeniu Zakochanego Paryża, miałam ochotę rzucić wszystko i tam wyjechać, Nowy Jork natomiast kompletnie mnie nie oczarował. Tak, jak wspomniałeś, te historie mogłyby wydarzyć się wszędzie, zabrakło mi ukazania różnorodności etnicznej i kulturowej w Nowym Jorku, to na pewno nadałoby innych barw tej produkcji. Potencjał niestety nie został odpowiednio wykorzystany, ale film ogląda się dość przyjemnie. Pozdrawiam :) www.lola-king.blog.onet.pl ;]
-
ratyzbona
2010/05/31 21:17:35
Mi w tym zestawieniu strasznie brakuje samego miasta - serio - o NY można tak pięknie opowiadać ( Allen coś o tym wie) tymczasem tu ludzie błąkają się po dość anonimowych ulicach które przecież mrygały nam już w tel tylu innych filmów. Gdyby jeszcze opowiadane historie był ciekawe ale nie większość z nich jest strasznie wydumana. Mi podobała się tylko nowelka z Natalie Portman ( nie ta przez nią reżyserowana tylko ta w której gra ortodoksyjną żydówkę) - mam wrażenie że tylko w niej wykorzystano odpowiednio wykorzystano wielokulturowość miasta