Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Samotny mężczyzna

moments of absolute clarity...

Samotny mężczyznaSamotny mężczyzna (2009) USA Najlepszy aktor - Colin FirthNajlepszy scenariusz adaptowanyNajlepsze zdjęciaDrugi najlepszy film roku 2010

reżyseria: Tom Ford 
scenariusz: Tom Ford, David Scearce 
aktorzy: Colin Firth, Julianne Moore, Matthew Goode, Nicholas Hoult, Keri Lynn Pratt, Ryan Simpkins, Adam Shapiro, Ginnifer Goodwin, Ridge Canipe, Teddy Sears, Paul Butler, Jenna Gavigan, Lee Pace
muzyka: Abel Korzeniowski oraz Shigeru Umebayashi 
zdjęcia: Eduard Grau 
montaż: Joan Sobel

na podstawie: powieści Christophera Isherwooda

 (10/10)

Brakuje mi słów by móc w pełni opisać jak niezwykłym filmem jest "Samotny mężczyzna".  Wiem bowiem, że cokolwiek bym nie napisał, będzie to tylko ciąg za wiele nie znaczących przymiotników i suchych określeń, nie tłumaczących nawet w niewielkim stopniu, dlaczego ten film jest tak rewelacyjny.  Jakkolwiek bym się nie starał, nie uda mi się oddać atmosfery jaką on wokół siebie rozsiewa, ani dokładnie opisać jakie uczucia wywołuje.  Jest to bowiem film, którego nie sposób po prostu oglądać.  To obraz, który się przeżywa, w którym się uczestniczy i którego odczuwa sie całym sobą.  Nie sposób powiedzieć przede wszystkim dzięki czemu się tak dzieje, bo jest on perfekcyjny pod każdym względem i na którąkolwiek z jego składowych byśmy nie spojrzeli, każda jest pierwszorzędna.  I nie mówię tego dlatego, bo jestem zaskoczony tak wysokim poziomem tego obrazu.  "A Single Man" był bowiem jedną z produkcji na które w tym roku oczekiwałem najbardziej.  Po części ze względu na nieprawdopodobnie piękny soundtrack naszego rodaka Abla Korzeniowskiego, po części przez hipnotyzujący i zagadkowy zwiastun, który przyciągał bardzo mocno do kina, oraz po części przez odtwórcę głównej roli Colina Firtha, którego bardzo lubię.  Siłą rzeczy z każdym kolejnym dniem poprzeczka dla tej produkcji podnosiła się więc coraz bardziej.  Film Forda z łatwością ją jednak przeskoczył.

 

Są takie obrazy, po których czujemy się bogatsi, po których zmienia się perspektywa, nasz sposób patrzenia na świat, na pewne sprawy.  Filmy, które tak wciągają w swój świat, że później bardzo trudno jest wrócić do normalnego życia, po których aż nie chce się wracać do codziennych spraw.  Filmy, które są jakby uduchowione, wzniosłe, którym udaje się uchwycić tę trudną do zdefiniowania niezwykłość życia.  "Samotny mężczyzna" jest bez wątpienia jednym z takich filmów.  To przepiękna historia George'a, wykładowcy akademickiego, żyjącego w Los Angeles lat sześćdziesiątych.  Osiem miesięcy temu w wypadku samochodowym zginął jego życiowy partner, z którym przeżył ostatnie 16 lat swojego życia.  Od tamtego zdarzenia George nie potrafi normalnie żyć.  Jest samotny, przeszedł jeden zawał serca i czuje, że jego życie nie ma już sensu.  Każdego ranka budzi się z bólem i uczuciem totalnego przytłoczenia.  Przez ostatnie miesiące nieustannie ma wrażenie, że tonie i nie jest w stanie nabrać nawet odrobiny powietrza.  Nie widząc dla siebie żadnej nadziei, postanawia wreszcie zakończyć swoje życie i pod koniec dnia, gdy załatwi wszystkie swoje ziemskie sprawy, odejść z tego świata.  Pociągnąć za spust nie będzie jednak tak łatwo jak na początku myślał, bo życie nadal ma mu sporo do zaoferowania…

 

"Samotny mężczyzna" w pewnym stopniu przypomina mi inny, perfekcyjny film o akceptowaniu nieuchronnego, a mianowicie „Źródło" Darrena Aronofskiego, które zachwyciło mnie trzy lata temu.  Film Forda jest bowiem również opowieścią o godzeniu się z losem, o akceptowaniu tego co się stało, o godzeniu się ze śmiercią najbliższej osoby.  To film mówiący o tym jak trudno jest się po takim doświadczeniu podnieść, jak trudno jest wrócić do normalnego życia, codziennych zajęć, sprawnego funkcjonowania.  To film pokazujący, że aby dalej żyć trzeba zerwać z przeszłością, odgrodzić się od niej, bo tylko w ten sposób uda się nam spojrzeć w przyszłość i podnieść po tragedii.  Ale jednocześnie jest to także opowieść o samym życiu, o jego urokach i niezaprzeczalnej jego niepowtarzalności i niezwykłości.  Opowieść o tych małych rzeczach, które powodują, że jest ono tak niesamowite i cenne.  O tych momentach absolutnej jasności - jak mówi sam bohater - w czasie których wszystko staje w miejscu, a najgłośniejsza wokół nas jest cisza, która spycha wszystkie inne dźwięki gdzieś w nicość.  Te chwile, których nie da sie zatrzymać, które trwają niezwykle krótko i równie szybko jak się rozpoczynają, bledną.  To właśnie dla tych chwil warto żyć, bo to one liczą się najbardziej, one powodują, że życie ma sens.  Te spotkania z przyjaciółką od serca, niezwykły zachód słońca z nieznajomym, czy dobre słowo od obcej osoby…

 

Przede wszystkim jest to jednak opowieść o (po prostu) miłości.  O potężnym, niezwykłym uczuciu, które dodaje wiatru w żagle i o pustce, która nagle po przerwanej miłości pozostaje i której nie sposób niczym wypełnić.  Opowieść przepełniona wieloma sprzecznymi uczuciami: melancholią, radością, tęsknotą za tym co minęło, co było tak perfekcyjne, piękne, idealne. Aż trudno uwierzyć, że "Samotny mężczyzna" to debiut reżyserki Toma Forda.  Jego film jest bowiem dokładnie przemyślanym, stonowanym i kameralnym dziełem sztuki.  To przepiękny, wysmakowany obraz, dopracowany w każdym kadrze, dopieszczony w każdej minucie.  Zbudowany z bardziej lub mniej luźnych scen, pokazujących ostatni dzień z życia bohatera, jego ostatnie wykłady, spotkania z sąsiadami i przyjaciółką.  To film składający się również z przeplatających się migawek z jego przeszłości, z odżywających nagle wspomnień, czy to w przeglądanych zdjęciach, czy w zaistniałych sytuacjach, lub odwiedzanych przez bohatera miejscach.  Film wzbogacony o zachwycające i niezwykle pomysłowe wyblakłe zdjęcia, które w chwilach gdy bohater zaczyna odczuwać na nowo pragnienia, nasycają się soczystymi barwami.  To właśnie w tych momentach, w jego wyblakły świat wkrada się powoli radość, nowa ochota do życia.  Zachwycające są tu również liczne zbliżenia na bohaterów, najczęściej na ich oczy, które dodają niezwykłej intymności i wrażliwości do tej historii.

 

Na koniec muszę jeszcze koniecznie napisać o fenomenalnym aktorze bez którego zupełnie nie wyobrażam sobie tego filmu.  Mam tutaj oczywiście na myśli Colina Firtha, którego występ w "Samotnym mężczyźnie" jest jednym z najlepszych w jego całej karierze.  Nie wyobrażam sobie by ktokolwiek inny mógł tak dobrze wcielić się w filmowego George'a, kto tak doskonale oddałby jego ból, emocje jakie nim targają.  Scena w której dowiaduje się on o śmierci swojego partnera i przeżywa tę informację wewnątrz siebie, to mistrzostw warte każdej nagrody.  Ogromna szkoda, ze w tym roku Oscar powędrował do po prostu dobrego Jeffa Bridgesa, a nie właśnie Colina Firtha.  Jego gra w "Samotnym mężczyźnie" jest perfekcyjna, oszczędna ale przepełniona emocjami, dopracowana w każdym szczególe i przemyślana od początku do końca.  Nie tylko widzimy bowiem jego ból, nie tylko współczujemy mu w tej sytuacji, ale co niesamowite, odczuwamy wszystkie jego emocje razem z nim, tak jakby były naszymi własnymi.   Nie mogę pominąć również w tej recenzji naszego rodaka Abla Korzeniowskiego, którego muzyka dosłownie zapiera dech w piersiach.  Buduje ona niezwykły klimat tej opowieści, nieprawdopodobnie wzmacnia cały film oraz jego przekaz.  Jest po prostu przepiękna i zupełnie nie mogę pojąć, dlaczego została niezauważona w tegorocznym rozdaniu statuetek.   Zasługuje bowiem na wszelkie wyróżnienia.

Zdecydowanie jeden z najlepszych filmów tego roku.  Z pewnością obejrzę go jeszcze nie raz.

wtorek, 18 maja 2010, milczacy_krytyk
Tagi: dramat

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: aletheia2010, *.dynamic.gprs.plus.pl
2010/05/18 22:39:29
Całkowicie zgadzam się z Twoją opinią : to przepiękny, perfekcyjnie zrealizowany obraz.
I muzyka.Chwilami miałam wrażenie, jakby była jednym z bohaterów, ale to nie to. Ona bardzo dyskretnie towarzyszyła Im, niekiedy wtapiała się w Nich...
Nie potrafię tak obrazowo, jak Ty oddać emocji słowami.

Dodam tylko :
to najpiękniejsza Twoja recenzja, jaką przeczytałam !

Dziekuję :))
-
pemberley
2010/05/19 13:53:57
Swietna recenzja. Bardzo się cieszę, że tak Ci się podobało. To jest faktycznie film "wielorazowego użytku" i też zamierzam go jeszcze raz obejrzeć.Póki co, słucham muzyki.

Po przejrzeniu Twoich innych recenzji ( bardzo mi się podobała z "Breaking and Entering") chciałam Cię namawiać na Bright Star, ale rzuciłam okiem na Brokeback Mountain i nie wiem, co myśleć. 5 gwiazdek? Nudny?
To nie wiem, czy Cię namawiać;)
Pozdr.
-
2010/05/19 19:30:13
Niesamowity, niezapomniany i piękny film, po prostu piękny. Gra Colina nie pozostawia złudzeń, że jest aktorem przez największe "A". Do tego operowanie emocjami przy pomocy kamery, barw i muzyki. Pomyśleć, że to debiut Forda na niwie filmowej.

Kiedy czytałam Twoją recenzję, przypominałam sobie tamte emocje i wrażenia. "Samotny mężczyzna" to film, który się przeżywa a nie analizuje. Po prostu coś w człowieku zostaje i jest mu z tym dobrze.
-
milczacy_krytyk
2010/05/19 20:27:00
Ja prawdę powiedziawszy muzyki za bardzo w samym filmie nie słyszałem. Czułem jedynie emocje, jakie napływały do mnie z ekranu, niezwykły nastrój, który otaczał każdą kolejną scenę. Dopiero teraz słuchając po raz kolejny soundtracku (nawet nie wiem już który raz) coraz bardziej się nim zachwycam. Jest po prostu przepiękny i nawet nie przeszkadza mi to, że niekiedy brzmi on bardzo podobnie do "The Fountain" Clinta Mansella.

"Dodam tylko: to najpiękniejsza Twoja recenzja, jaką przeczytałam ! "

Dziękuję Ci bardzo. Bardzo mi miło :)
-
milczacy_krytyk
2010/05/19 20:40:54
Z pewnością gdy tylko "Samotny mężczyzna" pojawi się na dvd, od razu popędzę do sklepu, by jedną płytkę sobie kupić i obejrzeć ten film przynajmniej jeszcze raz. Bo nawet już teraz, tylko przypominając sobie kolejne sceny, wyłapuję nowe szczegóły i znaczenia poszczególnych momentów. Niezwykły film. Zastanawiam się również czy nie sięgnąć po książkę Christophera Isherwooda na podstawie której Ford nakręcił ten obraz. Kusi i to bardzo.

"Bright Star" czyli polskie "Jaśniejsza od gwiazd"? Po opisach jakoś nie zainteresowałem się tym filmem, ale skoro piszesz, że warto to się chyba jednak zainteresuje. :]
Tak, tylko 5 gwiazdek. Strasznie zawiódł mnie ten film. Może nie tyle co był nudny, ale (przynajmniej dla mnie) zupełnie nieangażujący i nie mający za wiele do powiedzenia.

Pozdrawiam.
-
milczacy_krytyk
2010/05/19 20:43:13
Zostaje i to bardzo wiele. Od wczoraj chodzę jak w transie, nie mogąc pozbyć się tych wszystkich uczuć i emocji jakie otoczyły mnie w czasie seansu. Niewielu filmom udaje się ta niezwykła sztuka.

Pozdrawiam.
-
2010/05/21 22:00:49
myślałem,że po takiej recce będzie 10/10 :)
-
milczacy_krytyk
2010/05/21 23:46:47
Bardzo długo się zastanawiałem czy nie wstawić 10/10, w końcu zdecydowałem się na to 9 i nadal nie wiem do której oceny mi bliżej. Zobaczę jak ten film poradzi sobie z próbą czasu (jak na razie zupełnie nie może mi wyjść z głowy, więc chyba dobrze) i jak będzie mi się go oglądało po raz drugi. Wtedy najwyżej zmienię ocenę. :]
Jak na razie "A Single Man" jest w moim Top3 tego roku.
Pozdrawiam.
-
Gość: aletheia2010, *.dynamic.gprs.plus.pl
2010/05/23 18:09:42
O "Samotym meżczyźnie" raz jeszcze.
Moja rozmowa z Córką zeszła kolejny raz na tory emocji, które w każdej z nas nadal wywołuje film obejrzany tydzień temu.
Dla Córki jedna ze scen nabrała zupełnie nowego wyrazu. To scena, w której główny bohater, wykładowca, tłumaczy studentom zjawisko strachu...
Tak się złożyło, że na kilka tygodni przed premierą filmu, w całkiem podobny sposób, na uczelni, gdzie studiuje Córka, wykładowca prowadził dla Jej grupy zajęcia dotyczące uprzedzeń społecznych... I także wyjaśniał przyczyny strachu...
Dyskusja akademicka ( pierwotnie dotycząca antysemityzmu) wzbogacona została wątkiem filmowym, a dla sporej liczby rówieśników Córki scena ta stała się główną motywacją do obejrzenia "Samotnego mężczyzny".

Kogo jeszcze zainspiruje film, w jakim aspekcie, do czego? Któż to wie?...

Pozdrawiam,

:) :)
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/02/05 19:30:31
przed chwilą skończyłam oglądać ale we mnie się nie skończyło niewiele jest chwil jasności a ja przeżyłam jedną z nich
-
Gość: , *.toya.net.pl
2011/02/06 11:05:27
Film tak, natomiast recenzja - NIE! Dawno nie czytałam czegoś tak źle napisanego. Nieporadnie, wręcz prymitywnie. Skutek odwrotny od zamierzonego: jeśli komuś takiemu jak recenzent film się podoba, to coś jest nie tak...
-
milczacy_krytyk
2011/02/06 16:00:42
To recenzentowi nie może podobać się film?? A to ciekawe...