Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Pozwól mi wejść

let me in

Pozwól mi wejśćPozwól mi wejść (2008) Szwecja

reżyseria: Tomas Alfredson 
scenariusz: John Ajvide Lindqvist 
aktorzy: Kare Hedebrant, Lina Leandersson, Per Ragnar, Henrik Dahl, Karin Bergquist, Peter Carlberg, Ika Nord, Mikael Rahm
muzyka: Johan Söderqvist 
zdjęcia: Hoyte Van Hoytema 
montaż: Tomas Alfredson, Daniel Jonsäter

na podstawie: książki Johna Ajvide Lindqvista Lat den rätte komma in

 (7,5/10)

Chyba jakieś dwa lata temu zaczął się trudny dla mnie do zrozumienia, prawdziwy szał na wampiry.  Od tamtego czasu są one wszędzie, w serialach telewizyjnych, w kinie, na kartach książek, nawet pojawiają się w prześmiewczych reklamach telewizyjnych.  Widzimy je w praktycznie każdej możliwej wersji: na poważnie, rozrywkowo, dla dorosłych, czy dla nastolatków.  Wyparły one nawet z kin takie monstra jak żywe trupy, które modne były na początku tego stulecia, a z każdym kolejnym rokiem jest ich coraz mniej w nowoczesnych horrorach.  Nastał czas krwiopijców i jakoś nie zanosi się na to, by szybko moda ta minęła.  W tym ogromnym zalewie historii o wampirach jest oczywiście sporo historii beznadziejnych, nie mających nic ciekawego do zaprezentowania, które ogląda się ze sporym  bólem głowy.  Zdarzają się również produkcje na tyle interesujące i wyróżniające się z tłumu, że nawet i taki sceptyk jak ja, jest w stanie się nimi zainteresować i zachwycić.

"Pozwól mi wejść" zapowiadało się właśnie na taki obraz i niewiele by brakowało, a mógłbym napisać, iż jest to jedna z niewielu perełek gatunku.  Film Afredsona ma bowiem zadatki na naprawdę wielkie i niezwykłe kino, ale jednak czegoś mi w tej produkcji zabrakło.  Ma ona swoje dobre momenty, ale jakoś nie powaliła mnie na łopatki.  Opowiada ona o dwunastoletnim Oskarze, który jest dręczony w szkole przez kilku chłopaków ze swojej klasy.  Naigrywają się z niego, nazywają świnką, dokuczają gdy tylko mogą.  Pewnego dnia chłopak spotyka Eli, rówieśniczkę, która niedawno sprowadziła się na osiedle na którym mieszka Oskar.  Z każdym kolejnym dniem ta dwójka coraz częściej ze sobą rozmawia na podwórku i powoli zaczyna się zaprzyjaźniać.  Podobnie jak Oskar dziewczynka jest outsiderką, nie chodzi do szkoły, nie ma przyjaciół, a na dwór wychodzi tylko nocą.  Czasem też się dziwnie zachowuje - nie jest jej zimno na dworze, jest blada i nic nie je…

Obraz Alfredsona to spokojna opowieść o nietypowej przyjaźni, która połączyła dwójkę dzieci.  Przedstawiona całkowicie na poważnie, w formie cichego dramatu lub realistycznego filmu obyczajowego.  Opowieść, którą dobrze się ogląda, która rozwija się niespiesznie i bardzo powoli, ale niestety trudno powiedzieć dokąd tak naprawdę zmierza.  I to jest chyba jej największa wada.  Ma ona swoje dobre momenty, ale zdecydowanie za często zatrzymuje się w miejscu i nie ma pomysłu co dalej ze sobą zrobić.  Zachwyca za to delikatną muzyką, która świetnie buduje napięcie, jak również pięknymi, statycznymi zdjęciami zimnej, zaśnieżonej Szwecji, które tworzą niesamowitą atmosferę tej historii.  To właśnie dzięki nim niektóre sceny w "Pozwól mi wejść" robią spore wrażenie (scena na basenie czy samospalenie) i są dość szokujące, bo nie pokazują wszystkiego dosłownie, a na brutalniejsze momenty patrzą z dali, spokojnie sugerując jedynie co się dzieje, a nie dokładnie nam to przedstawiając.

niedziela, 16 maja 2010, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
szymalan
2010/05/16 11:46:15
To niewiarygodne ale ja już chyba 2 lata się zbieram za obejrzenie tego filmu i nie umiem się dozbierać. Ale jest na iplexie do obejrzenia, więc po sesji ostro się wezmę za nadrabianie takich zaległości.
-
Gość: ajar, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/05/16 13:41:20
Myślę, że na wampiry zawsze była moda, a ten film jest zupełnie innym. Tu mamy do czynienia z "dzieckiem" wampirem. Ale jak nie lubię i zombi i wampirów, to ten obraz jest niezwykłym dziełem. Posiada on bowiem świetny klimat. Jak dla mnie to jest to taki film, który na pewno obejrzę sobie jeszcze nie raz.
-
milczacy_krytyk
2010/05/17 12:01:31
Ja również kiedyś nie lubiłem wampirów, ale powoli się zaczynam do nich przyzwyczajać - chyba najbardziej dzięki "True Blood". Z klimatem się zgodzę, choć już sam film dla mnie taki niezwykły nie był. Ciekawe jaki wyjdzie remake.
Pozdrawiam
-
Gość: ajar, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/05/19 08:55:58
Obejrzałem dwa pierwsze odcinki "True Blood", ale to nie dla mnie. To coś jak "Zmierzch". Wampiry dla nastolatków. No może, tych trochę starszych nastolatków, a to ze względu na duże ilości seksu. Miał on pewnie za zadanie przyciągnąć widzów.
-
milczacy_krytyk
2010/05/19 20:15:54
"True Blood" jest bardzo, bardzo specyficzne. Ja się tak naprawdę do tego serialu przekonałem gdzieś tak po szóstym odcinku i dopiero wtedy zacząłem z chęcią i ciekawością go oglądać. Po pierwszych dwóch odcinkach nie wiedziałem nawet co o nim myśleć :D A seksu w dalszych odcinkach było zdecydowanie mniej. :]
Pozdrawiam.
-
bhuvan
2010/05/28 09:37:06
Dla mnie ten film to totalny fenomen (książka "Wpuść mnie", na podstawie której film powstał, zresztą też - choć jest zupełnie inna).

"trudno powiedzieć dokąd tak naprawdę zmierza" - a moim zdaniem dość łatwo można to powiedzieć. To jest historia transakcji wiązanej: Eli wyprowadzi Oscara ze stanu zaszczucia i strachu, a Oscar stanie się dla Eli kolejnym opiekunem (tak jak Hakan). Najmocniejszym punktem tego filmu są niedopowiedzenia: właściwie to nie możemy powiedzieć, że Eli darzył(a) Oscara przyjaźnią - może chodziło jej/mu tylko i wyłącznie o uzależnienie go od siebie i zastąpienie Hakana (on/ona, bo w filmie płeć wampira nie jest dopowiedziana).

A z wampirzych produkcji, polecam brytyjski serial "Being Human". Trzeba tylko przebrnąć przez średniawy pilot (w którym grają inni aktorzy O.o), potem jest już rewelacyjnie.