Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Książę Persji: Piaski Czasu

destiny

Książę Persji: Piaski czasuKsiążę Persji: Piaski czasu (2010) USA

reżyseria: Mike Newell
scenariusz: Boaz Yakin, Carlo Bernard, Doug Miro, Jordan Mechner
aktorzy: Jake Gyllenhaal, Gemma Arterton, Ben Kingsley, Alfred Molina, Steve Toussaint, Toby Kebbell, Richard Coyle, Ronald Pickup, Reece Ritchie, Gísli Örn Gar?arsson, Claudio Pacifico, Thomas DuPont
muzyka: Harry Gregson-Williams
zdjęcia: John Seale
montaż: Michael Kahn, Mick Audsley, Martin Walsh

na podstawie: gry wideo "Książę Persji"

 (6/10)

Dastan jako kilkuletni chłopak, dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, został przygarnięty przez samego króla Persji Sharamana, któremu zaimponował hart ducha młodego człowieka, jego odwaga i dobre serce.  Przez całe swoje późniejsze życie Dastan wychowywał się na dworze króla, będąc traktowanym na równi z jego prawdziwymi synami.  Piętnaście lat później wraz z nimi wyrusza na wyprawę wojenną, której celem staje się między innymi święte miasto Alamut, rządzone przez księżniczkę Tamine, które najprawdopodobniej jest sojusznikiem wrogów Persów.  Po brawurowym zdobyciu miasta bracia kolekcjonują trofea: niezwykły sztylet ozdobiony czerwonym kamieniem, oraz białą ozdobną szatę modlitewną.  Tę drugą Dastan wręcza królowi w formie podarunku.  Chwilę po jej ubraniu król umiera, a Dastan oskarżony o morderstwo musi uciekać, by oczyścić swoje imię.  Wszystko wskazuje na to, że za tę zbrodnię odpowiedzialny jest jego starszy brat Tus, pragnący jak najszybciej zająć tron po wiekowym już ojcu.  W ucieczce naszemu bohaterowi towarzyszy księżniczka Tamina, której jedynym celem jest ochrona niezwykłego sztyletu.  Zrobi ona wszystko by nie trafił on w niepowołane ręce.  A jest czego bronić, bo ma on nieprawdopodobne zdolności - za jego pomocą można bowiem cofać czas...

Nie porwał mnie niestety ten film.  Nie potrafiłem się wciągnąć w opowiadaną przez twórców historię, nie potrafiłem z nią w pełni popłynąć.  Zaczynam się powoli zastanawiać, czy to ten rok jest taki słaby, czy po prostu znudziły mi się już takie historie i oglądanie ich nie sprawia mi już takiej przyjemności jak chociażby rok temu.  Nie mogę oczywiście powiedzieć, że "Książę Persji" to zły film, bo w porównaniu do na przykład tragicznego "Starcia Tytanów" sprawdza się on całkiem dobrze, ale jednak czegoś mi w tej produkcji zabrakło, dlatego choć w czasie seansu zębami nie zgrzytałem, to już po jego zakończeniu odczuwałem całkiem spory niedosyt.  Całe szczęście w produkcji tej bardzo dobrze czują się praktycznie wszyscy aktorzy, nie tylko ci pierwszoplanowi, ale także ci, którzy pojawiają się jedynie w kilku scenach, dzięki czemu postacie nie są denerwujące.  Warto zauważyć, że jak na blockbuster "Książę Persji" ma naprawdę ładną obsadę, w skład której wchodzą aktorzy, których normalnie w takim kinie nie uświadczymy. Mam tu na myśli oczywiście Bena Kingsley'a grającego wujka głównego bohatera, Alfreda Molinę wcielającego się w trochę komediową rolę Szejka Amara oraz znanego z fantastycznego serialu "Coupling" Richarda Coyle'a jako jednego z braci Dastana. 

Jake Gyllenhaal w roli lekkomyślnego i trochę naiwnego Dastana sprawdza się nadzwyczaj dobrze, w co ciężko było wierzyć przed premierą, bo dotąd aktor ten grał zupełnie inne role. Bardzo dobrze wypadła również partnerująca mu Gemma Arterton (właściwie to tylko z jej powodu zainteresowałem sie tym filmem), bo jej rola nie ogranicza się tyko do ładnego wyglądania na ekranie.  Tamina jest charakterna, temperamentna i całkiem ważna dla rozwoju akcji (choć jej ciągłe dopowiadanie kolejnych informacji na temat tego co trzeba zrobić ze sztyletem, w pewnym momencie staje się odrobinę denerwujące).  Początkowo jej dość ostra relacja z Dastanem i ciągłe docinki między nimi dodają energii i życia do tej opowieści.  Bardzo ładnie udały się też twórcom sceny cofania czasu, podczas których obraz zwalnia, następnie przyspiesza, a kamera oblatuje bohaterów pokazując ich ruchy w odwrotnej kolejności.  Niestety z pełnych plusów to by było na tyle, bo pozostałe elementy składowe tej produkcji są bardziej lub mniej rozczarowujące.   Zabrakło mi w tej opowieści humoru, bo niestety prócz słownych utarczek głównych bohaterów, za wiele go tutaj już nie ma.  Jeśli już pojawiają sie jakieś żarty, to są one jakby nie dograne do końca, nie w pełni wykorzystane, przez co albo przemijają prawie niezauważone, albo nie śmieszą tak bardzo jakby mogły.

Zabrakło mi również trochę więcej emocjonującej akcji, bo bardziej spektakularne sceny rozgrywają się dopiero pod koniec filmu, gdy po prawie dwóch godzinach nazbyt przegadanej i w efekcie momentami meczącej opowieści, nie za bardzo zależy już nam na bohaterach.  Ponadto filmowi nie służy zupełnie niesamowita zdolność sztyletu jaką jest cofanie czasu.  Wiemy bowiem, że bohaterowie w (prawie) każdej chwili mogą wcisnąć magiczny klejnot na jego końcu i cofnąć się na tyle w przeszłość, by uniknąć zagrożenia.  W związku z czym od początku wiadomo, że nic złego się im nie stanie, przez co kolejne potyczki, walki i ucieczki są mało emocjonujące i oglądamy je ze średnim zainteresowaniem.  Nic nas tutaj również nie zaskoczy, bo akcja biegnie dość liniowo, a to kto jest głównym złym charakterem wiadomo już z samych zwiastunów, a i w samym filmie można się tego prawie od razu domyślić, więc rewelacji nie ma.  Twórcy nie ustrzegli się również wielu typowych i bolesnych schematów, choć na początku bardzo sprawnie starali się ich unikać.  Mamy więc i obowiązkowe poświęcanie się dla dobra sprawy i obronę głównego bohatera przez konającego towarzysza podróży, który ostatkiem sił wypowie również kilka ważnych słów, a także publiczne przyznawanie się do błędu .  Całość kończy się natomiast przesłodzonym, trochę naiwnym i zbyt ckliwym zakończeniem.  Można, ale niekoniecznie.

sobota, 22 maja 2010, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
szymalan
2010/05/23 20:17:00
No cóż, moją opinię już znasz :) Co ja pocznę, wspaniale mi się oglądało w kinie , a dobry humor utrzymuje mi się do tej chwili. Dokładnie tego oczekuję od wysokobudżetowych produkcji z Hollywood. Może i ma ten film swoje słabości mniejsze lub większe, ale za cały luz ekipy i dystans rezysera, wybaczam. 7.5/10
pozdrawiam
-
maxcine
2010/05/24 13:12:05
A mi się podobało i to bardzo. Dynamiczna, widowiskowa rozrywka. Przy Straciu Tytantów to niemalże arcydzieło wśród odmóżdżaczy :) Zachyt może tez wynikać z tego, że byłem na pokazie cyfrowym (po raz pierwszy) - obraz i dźwięk wbijały w fotel.
-
milczacy_krytyk
2010/05/26 15:53:10
W porównaniu ze "Starciem tytanów" prawie każdy film jest arcydziełem ;)
Filmy 3D również są wyświetlane na projektorach cyfrowych, więc już wcześniej miałeś okazję zobaczyć jaka to jakość ;) No chyba, że miałeś na myśli 2d cyfrowe.

Pozdrawiam.
-
ratyzbona
2010/05/31 21:12:30
mam bardzo podobne odczucia - tzn. niby nie ma się do czego przyczepić ale film nie porywa - ja np. nie mam zupełnie ochoty obejrzeć go jeszcze raz - taki produkt jednorazowego użytku. Tym co mi naprawdę przeszkadzało to ...mina Gyllenhaala - nie wiem dlaczego przez 3/4 filmu ma spojrzenie bitego szczeniaczka a przez 1/4 wygląda tak jakby przez jego głowę nigdy nie przemknęła nawet jedna inteligentna myśl. Szkoda bo to przecież dobry aktor
-
milczacy_krytyk
2010/06/06 13:55:03
Podobno taki był też bohater samej gry - zagubiony i lekko gapowaty, więc tak też zagrał go Gyllenhaal. Szkoda tylko, że na ekranie wyszło to tak dziwnie.
Pozdrawiam.