Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Eagle Eye

you have been activated...

Eagle EyeEagle Eye (2008) Niemcy, USA

reżyseria: D.J. Caruso 
scenariusz: Hillary Seitz, Eli Attie, John Glenn, Travis Wright 
aktorzy: Shia LaBeouf, Michelle Monaghan, Rosario Dawson, Michael Chiklis, Anthony Mackie, Ethan Embry, Billy Bob Thornton, Anthony Azizi, Lynn Cohen, Bill Smitrovich, Charles Carroll, William Sadler, Eric Christian Olsen, G. Larry Butler, Madison Mason
muzyka: Brian Tyler 
zdjęcia: Dariusz Wolski 
montaż: Jim Page

 (7/10)

Miałem wybrać się na ten film do kina, ale po niezbyt optymistycznych recenzjach krytyków w Polsce jak i za granicą (zaledwie 28% na RT), zdecydowałem się jednak nie ryzykować i poczekać aż "Eagle Eye" pojawi się na mniejszym ekranie.  I właściwie nie wiem czy dobrze zrobiłem.  Z jednej strony "Eagle Eye" to jeden z wielu filmów akcji, jakie co roku możemy oglądać w naszych kinach, więc wiele nie straciłem, z drugiej jednak strony na dużym ekranie ten obraz oglądałoby się pewnie trochę lepiej.  Nie jest on również tak kiepski jak z niektórych recenzji można było wyczytać.  To porządnie zrealizowane kino, momentami niestety trochę zbyt przekombinowane, w którym akcja pędzi przez całe dwie godziny z zawrotną szybkością, ale które trochę sypie się w momencie gdy twórcy zaczynają wyjaśniać całą zaistniałą sytuację.

"Eagle Eye" rozpoczyna się jak kino sensacyjne, kilka minut później przechodzi w spokojny dramat, by po tym dość niespodziewanym wstępie, zamienić się wreszcie w film akcji pełną gębą.  Jego największą zaletą jest z pewnością świetne, zagadkowe zawiązanie akcji.  W mieszkaniu głównego bohatera pojawiają się niespodziewanie, któregoś dnia pudła z bronią, a na jego wiecznie pustym koncie bankowym kilkadziesiąt tysięcy dolarów.  Jakiś kobiecy głos ostrzega go przez telefon, że za chwilę zostanie zatrzymany przez FBI.  Ponieważ nie daje on wiary w to co słyszy w słuchawce, kilka sekund później zostaje faktycznie zatrzymany przez służby.  Dzięki pomocy zagadkowego głosu w słuchawce wkrótce udaje mu się uciec i razem z szantażowaną kobietą musi wykonać pewne zadanie.  Sytuacja wydaje się być beznadziejna i bez wyjścia - tajemniczy ktoś widzi wszystkie ich ruchy i kontroluje ich na każdym kroku, a po piętach depczą im ciągle agenci.

Twórcom udało się zgrabnie połączyć niezwykle szybkie sceny akcji ze względnie spokojnymi momentami, przeznaczonymi na krótkie rozmowy bohaterów.  Szkoda tylko, że rozwiązania całej sytuacji nie trzymali dłużej dla siebie i o tym kto stoi za wszystkimi dziwnymi zdarzeniami, dowiadujemy się już w połowie seansu.  Przez takie zbyt szybkie zdradzenie zakończenia, dalsza części filmu nie trzyma już w napięciu, a całość sprowadza się jedynie do obserwacji kolejnych poczynań bohaterów, zbliżających nas do typowego zakończenia.  Co prawda jego pierwsza część mnie całkiem zaskoczyła, bo już myślałem, że szykuje się nietypowa końcówka, ale niestety później przyszedł czas na dalsze schematyczne sceny, wpisujące się idealnie w typowe amerykańskie, lukrowane zakończenie, charakterystyczne dla tego typu produkcji.

czwartek, 11 marca 2010, milczacy_krytyk
Tagi: thriller akcja

Polecane wpisy

Komentarze
2010/03/11 18:57:09
"Eagle eye" zapewnił mi kupę śmiechu. Wprawdzie to nie ten kaliber co "Wanted" z McAvoy'em (otaczam go swoistym kultem), ale dawno dialogi nie przyprawiały mnie o takie ataki śmiechu. Gwoździem do trumny okazał się tekst Thorntona do LaBeoufa, by ten młody ratował świat. Patos bił po oczach. Może i sprawne kino, ale dla mnie okazało się być śmiechowe. ;)
-
maxcine
2010/03/11 19:12:34
Mi też średnio się podobało. Pierwsza część ok - jest intryga i do tego szybkie, dynamicznie i efektownie tempo. Można pokusić się o stwierdzenie, że niecała pierwsza godzina wbija w fotel, kino akcji pełną gębą. Ale druga część to totalny brak pomysłu na zakończenie. Niby dalej pełno akcji, a z nudów można usnąć. 5/10, może 6
-
milczacy_krytyk
2010/03/11 21:24:22
A to ciekawe, mi się naprawdę dobrze oglądało ten film i nie podziałał on na mnie jak komedia ;)
Zakończenie robiłoby wrażenie, gdyby cały film skończył się w Kongresie (czy gdzie to tam było). Późniejsza scena w domu jest kompletnie niepotrzebna i na siłę radosna...
-
szymalan
2010/03/11 21:59:59
Mnie też jednak bliżej do opinii moich poprzedników. Na pewno na plus szybkie tempo, bardzo ładne zdjęcia polaka, po drodze kilka efektownych rozwałek..
ale jednak możliwości organizacji, która ścigała głównego bohatera mnie przerosły- zatrzymać/ cofać pociąg, zmieniać światła, czy załatwić kolesia słupem na środku pustkowia...
poza tym i emocji jakby nie za dużo, zaś Shia zdecydowanie mi nie pasuje do takich ról typu poważny facet, wrobiony w wielką aferę (z drżeniem oglądałem zwiastun Wall Street 2) . Wolałem go w pierwszych "Transformersach"
5/10
-
milczacy_krytyk
2010/03/11 23:20:24
Mnie najbardziej rozwaliła scena na pustkowiu z ożywającymi przewodami elektrycznymi. Wyglądało to nieźle, ale było tak bzdurne, że hej :] W pociągi jestem jeszcze w stanie uwierzyć ;)
Pozdrawiam
-
Gość: unnami, 80.48.198.*
2010/04/04 16:38:35
Smaczny. Świetny Shia. Plus za klimat.