Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Narodziny

do zobaczenia w innym życiu...

NarodzinyNarodziny (2004) USA

reżyseria: Jonathan Glazer 
scenariusz: Jean-Claude Carriere, Jonathan Glazer, Milo Addica 
aktorzy: Nicole Kidman, Cameron Bright, Danny Huston, Lauren Bacall, Alison Elliott, Arliss Howard, Michael Desautels, Anne Heche, Peter Stormare, Ted Levine, Cara Seymour, Milo Addica, Novella Nelson
muzyka: Alexandre Desplat 
zdjęcia: Harris Savides 
montaż: Sam Sneade, Claus Wehlisch

 (5/10)

"Narodziny" były jednym z tych filmów, które chciałem obejrzeć ze względu na muzykę w nim występującą.  Gdy po raz pierwszy w radiu usłyszałem główną melodię do tego filmu, wiedziałem że muszę go zobaczyć, chociażby tylko po to by przekonać się w jakim dokładnie momencie tej produkcji ją słychać i jak pasuje ona do danej sceny.  Szkoda tylko trochę, że w gruncie rzeczy tylko dla muzyki (no i jeszcze ewentualnie dla niezwykle spokojnej Nicole Kidman) warto poświęcić czas na film Jonathana Glazera, bo to właśnie muzyka Alexandre Desplata jest jego zdecydowanie najsilniejszą stroną.  Tworzy ona ciekawy klimat i stara się budować odpowiednie napięcie, co by rozruszać jakoś tą produkcję i przytrzymać naszą uwagę przez cały seans.

"Narodziny" opowiadają historię Anny, która po nieoczekiwanej śmierci męża, próbuje ułożyć sobie na nowo życie.  Po dziesięciu latach życia bez innego mężczyzny u boku, decyduje się wyjść po raz drugi za mąż za Josepha, który od lat starał się o jej rękę.  Tuż po ogłoszeniu oficjalnych zaręczyn, na przyjęciu urodzinowym matki Anny, pojawia się niespodziewany gość - 10 letni chłopak, który podaje się za Seana... zmarłego męża Anny.  Nikt z rodziny w tym i sama Anna nie wierzy w jego wyznanie, uważając je za dziecięcy wymysł, jednak chłopak nie daje za wygraną i zaczyna nachodzić kobietę, równocześnie odwodząc ją od małżeństwa z Josephem.  Z czasem w Annie zaczynają odzywać się stare uczucia i zapomniane wspomnienia z dawnego życia z Seanem, które stłumiła w sobie po śmierci męża, których starała się pozbyć, by móc normalnie żyć.

 

Film Glazera to jeden z tych obrazów w których zakończenie jest najważniejszym elementem, które jest ogromnie istotne, bo to właśnie od rozwiązania całej intrygi zależy tak na prawdę czy nam się film spodoba czy nie.  Bo choć pomysł na „Narodziny” był niezwykle intrygujący i interesujący, to przez cały seans w powietrzu krążyło pytanie jak twórcy rozwiążą całą tą sprawę, czy wybronią się z tego co natworzyli?  Na końcu wybrali wyjście połowiczne, czyli przedstawienie dwóch możliwości, jednej teoretycznie prawdopodobnej oraz drugiej bardziej fantastycznej.  Problem w tym, że ta pierwsza jest nielogiczna i strasznie naciągana, a w tą drugą nie jestem w stanie uwierzyć i ciężko ją w ogóle zrozumieć.  Twórcy niestety jednak pod koniec swojego filmu bardziej wskazują na to drugie wyjście, które jak dla mnie jest niestety rozczarowujące i nie do przyjęcia.

"Narodziny" to film mówiący o tęsknocie za tym co było, za ty co przeminęło i nie ma możliwości by się jeszcze raz powtórzyło.  Film o tęsknocie tak ogromnej, że gdy pojawia się chociażby najmniejsza szansa na odzyskanie straconej osoby, można uwierzyć nawet w najbardziej absurdalne, najbardziej nieprawdopodobne rzeczy, by odzyskać to co minęło.  Szkoda tylko trochę, że twórcy te myśli podają w zbyt napuszonej formie.  Drażniące są tu w szczególności okropnie długie zwolnienia i sceny pokazujące nam jedynie twarze bohaterów, sceny w których teoretycznie nic się nie dzieje, ale za to widzimy jak bohaterowie myślą, czy przeżywają emocje.  I choć w takim cichym skupieniu się na uczuciach postaci nie ma nic złego, to przeciąganie tego typu scen w pewnym momencie staje się męczące i kompletnie niepotrzebne.  Cały film natomiast sprawia wrażenie przedumanego i na siłę starającego dodać sobie drugiego dna.

sobota, 20 lutego 2010, milczacy_krytyk
Tagi: romans dramat

Polecane wpisy