Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.
Punktacja

10 - rewelacja!
9 - koniecznie
8 - warto
7 - dobry
6 - można obejrzeć
5 - OK
4 - da się obejrzeć
3 - beznadziejny
2 - kijem nie tykać
1 - dno dna
fgdfgd





fgdfgd

fgdfgd






   Współpraca:











abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa

magiczna szafa

Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafaOpowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa (2005) USA

reżyseria: Andrew Adamson
scenariusz: Andrew Adamson, Christopher Markus, Stephen McFeely, Ann Peacock 
aktorzy: William Moseley, Anna Popplewell, Skandar Keynes, Georgie Henley, Tilda Swinton, James McAvoy, James Cosmo, Elizabeth Hawthorne, Jim Broadbent, Rachael Henley, Noah Huntley, Sophie Winkleman, Mark Wells,
muzyka: Harry Gregson-Williams 
zdjęcia: Donald McAlpine 
montaż: Jim May, Sim Evan-Jones

na podstawie: książki C.S. Lewisa "Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa"

 (6-/10)

Pamiętam z dzieciństwa tytuł tej powieści C.S. Lewisa.  Wiem również, że leży ona gdzieś w stosie wielu innych książek, ale nie potrafię sobie przypomnieć czy ją kiedyś czytałem.  Oglądając film Andrew Adamsona miałem wrażenie, że chyba jednak nie, bo przynajmniej część wydarzeń w trakcie seansu bym sobie przypomniał, a z tej historii nic nie wydało mi się być znajome.  Wychodzi więc na to, że tą opowieść o czwórce rodzeństwa, które uciekając przed okropnościami wojny, trafia przez przypadek i za sprawą starej szafy, do magicznej krainy Narnii, oglądałem po raz pierwszy.

Nie wiem czy to wina okropnego polskiego dubbingu, czy to przez średnio składny scenariusz, ale nie porwała mnie ta opowieść.  Nie uległem magii przedziwnej krainy Narnii, nie popłynąłem bezproblemowo z opowiadaną przez twórców historią.  O ile jeszcze pierwsze sceny, powolnego (nawet trochę zbyt wolnego) odkrywania zaśnieżonego lasu mnie jako tako ciekawiły, to już dalszy ciąg wydarzeń wydał mi się naciągany, przewidywalny i co najgorsze nudny.  Dziwnie mi się oglądało kolejne rozmawiające zwierzęta, nawołujące do wojny, budujące armię przeciwko Białej Czarownicy i mówiące o proroctwie, które ma się spełnić.  A już sam pomysł na to, by kilkunastoletnie dzieciaki brały udział pod koniec filmu w ogromnej bitwie, tak jak przed seansem wydawał mi się być średnio trafionym, tak w samym filmie wyszedł jeszcze gorzej, niż mogłem tylko przypuszczać.  Niestety nie wzięła mnie ta opowieść.  Być może na kartach powieści wszystkie te wydarzenia miały jakiś większy sens i były bardziej porywające, ale niestety w filmie raczej nie robią większego wrażenia, a część z nich wyszła mało przekonująco.

Jest jednak w tym filmie coś, co zdecydowanie zasługuje na większą uwagę i dla czego w gruncie rzeczy zdecydowałem się obejrzeć ten obraz.  To świetna muzyka Harry'ego Gregsona-Williamsa, która cały czas towarzyszy bohaterom podczas ich wędrówki, tworzy niezwykłe tło dla ich przygód i stara się wytworzyć nietypowy, prawdziwe magiczny klimat.  I udaje jej się to idealnie.  Buduje ona niesamowitą atmosferę, jest momentami porywająca, po prostu piękna.  Zaskoczyło mnie w filmie Adamsona również to, iż główną bohaterką jest najmłodsza z rodzeństwa czyli  Łucja.  Przed seansem wydawało mi się, że będzie z goła na odwrót i jej rola zostanie ograniczona prawie do minimum.  Warto również w tym obrazie zwrócić uwagę na dobrą rolę Tildy Swinton jako Białej Czarownicy.  Reszta niestety rozczarowuje.

sobota, 23 stycznia 2010, milczacy_krytyk
Komentarze
2010/01/23 23:53:25
O tak, muzyka jest cudowna. Zwłaszcza "Evacuating London"...
Mnie też film nie porwał, ale jakoś specjalnie się nie zawiodłem.
Do plusów dodałbym jeszcze Jamesa McAvoya. :)
-
2010/01/24 12:14:46
Mnie jakoś McAvoy nie zachwycił w tym filmie. Prawdę powiedziawszy jeszcze w żadnej produkcji nie powaliła mnie jego gra aktorska. Ale może kiedyś się do niego przekonam...
-
2010/01/24 14:09:59
Dla mnie mocne 6/10 - da się oglądać, choć koniecznie bez dubingu. Do muzyki dodałbym niezłe efekty specjalne i królową lodu, czyli Tilde - była boska, jej charakteryzacja strasznie mi się podobała.
Czekam na recke części drugiej. Wielu uważa, że jest gorsza od jedynki, ale dla mnie jest o wiele lepsza (choć też momentami przynudza)
-
2010/01/24 15:50:12
O Tildzie pisałem, bo (z resztą jak zwykle) zagrała świetnie. ;)
Recki drugiej części raczej nie będzie, bo pierwsza część mnie nie porwała, i tak jak piszesz większość uważa, że sequel jest gorszy od pierwszej części, więc nie mam specjalnie ochoty na oglądanie go. Chociaż być może jeśli mi się on napatoczy kiedyś w telewizji i akurat nic innego nie będę miał do oglądania, to może go obejrzę.

Pozdrawiam.
-
2010/01/26 12:05:06
Oglądałem Narnię jeszcze jak pokazywali ją w formie serialu, puszczanego w zimowe ferie i wtedy ta opowieść mnie urzekła, do tego stopnia, że przeczytałem całą serię książek, będąc już dwudziestoparoletnim facetem. I jednego się nauczyłem - tak jak trzeba być dzieckiem, żeby do Narnii móc się dostać (w kolejnych częściach bohaterowie właśnie dlatego, że są zbyt dorośli, nie mogą już do Narni wrócić), tak trochę trzeba mieć w sobie postawę dziecka, oglądając film. Możliwe, że filmy o Harrym Potterze podniosły poprzeczkę obrazom tego typu, ale w Narnii jest inaczej. W tym filmie liczy się opowieść i jej sedno - opowieść o poświęceniu, o tym, że nawet zdrada nie może zabić braterskich uczuć. Może właśnie dlatego przypomina mi bardzo dawne dzieciństwo, które kojarzy się z możliwością przeniesienia się przez ekran poza granice dostępne w rzeczywistości, niezależnie od wykorzystanych efektów specjalnych. W tej opowieści chodzi przede wszystkim o chrześcijański jej kontekst. Pewnie nie odkryję Ameryki jeżeli powiem, że Lewis z takim właśnie przeznaczeniem pisał "Opowieści ...". Mamy w niej bowiem przeniesione żywcem z Biblii prawdy - zdrada jednego z braci, żądną krwi Wiedźmę i ofiarę niewinnego Aslana, który poświęca swoje życie na Kamiennym Stole. A ponieważ on sam jest bez winy ma moc, by powstać z martwych i poprowadzić Narnijczyków do zwycięstwa. Myślę, że bitwa jest też symbolem walki dobra ze złem. I pewnie wiele mógłbym jeszcze napisać - swoją drogą to fajny temat na moją pisaninę blogową mi podsunąłeś :). A muzyka ... hmm cóż - rzadko spotyka się soundtrack, którego można słuchać godzinami ... :) Pozdrawiam
-
2010/01/26 23:14:56
Mam być dzieckiem by zrozumieć jakiś obraz? Nie ma problemu. Tak podchodzę do każdej kolejnej części Harrego, tak oglądałem "Charliego i fabrykę czekolady", "Wall.e" i sporo innych filmów. Tak również podszedłem do "Narnii" ale kompletnie nie wciągnął mnie klimat tej opowieści. Paradoksalnie dla mnie ta opowieść miała w sobie więcej magii gdy rozgrywała się w realnym świecie, niż gdy bohaterowie przenieśli się do tej niezwykłej krainy.
Chrześcijański kontekst, o którym piszesz prawdę powiedziawszy tylko przeszkadzał mi w oglądaniu tego filmu. Był on wg mnie wciśnięty na siłę, a przynajmniej za bardzo eksponowany. Nie mam nic przeciwko nawiązaniom do Biblii - dla mnie kultowy "Matrix" ma ich od groma, ale tam mnie one nie raziły - tutaj wyszły jednak jakoś tak dziwnie. Być może źle zrobiłem i powinienem wpierw przeczytać książkę, przed obejrzeniem ekranizacji. Może wtedy bardziej by mnie wzięło.

Pozdrawiam.
-
2010/01/27 22:06:01
Pamiętam, że obejrzałam dla Jamesa McAvoya, którego zaliczam do plusów jak i dziewczynkę grającą Łucję. Tilda Swinton jest poza konkurencją, idealna do roli. Raz się wzruszyłam, ale nie powiem by historia mnie wciągnęła na amen. Książki na pewno kiedyś przeczytam, nie należą do grubych.

Oglądanie z dubbingiem uważam za zło. Dlatego ominęłam szerokim łukiem "Mikołajka".
-
2010/01/28 23:01:28
A ja bardzo bardzo lubię i się nie wstydzę :P
Siedziałem w kinie i nie mogłem uwierzyć, że w blouckbusterze za ponad 100 zielonych baniek najbardziej niesamowitą, magiczną dla mnie sceną całego filmu był moment w którym mała Łucja wychodzi z szafy i z roździawioną buzią po raz pierwszy patrzy na spadające płatki śniegu i zalążek niezwykłej dla niej krainy.
Adamson ("syn Adama" hehe) wiernie trzymał się mitologii zawartej w książce (prostej, bo prostej ale jednak) i jak dla mnie bez zbędnego ciężaru dla narracji przeniósł wszystkie chrześcijańskie aluzje.
Pewnie, że film idealny nie jest: efekty specjalne są ok , ale chwilami zdrzają się zgrzyty (irytujące zastosowanie blue boxu, niektóre animowane postacie jak Lew, wydają się pozbawione charakteru), narracyjnie film nie zawsze trzyma tempo, dubbing dobry (Dialogi BOBRÓW!)ale bez szału itd itd.
Ale jak dla mnie "lew, czarownica itak dalej" to produkcja szczera, uczciwa i przebijająca swój książkowy oryginał. Choćby same aktorstwo imo jest tu bardzo dobre: dzieci, Tilda, McAvoy, Broadbent..
Taki LOTR Junior. :)
A co do 'Księcia Kaspiana" to nie umiałbym porównywać. "Dwójka" to już rasowe kino batalistyczne, w którym 2/3 scenariusza to rycerskie łubu-du. Aktorsko słabiej, ale za to efekty już są znakomite, a sama historia nie jest już tak dziecięco naiwna. Obydwa filmy właściwie bardzo lubię i z radością wybiorę się na 3 częśc do kina tego roku.
pozdrawiam
PS zgadzam się w pełni co do muzyki :)
-
2010/01/29 20:39:25
Ja również oglądanie filmów z dubbingiem uważam za zło, ale niestety tylko taką wersję wyemitowała tvp :/
-
Gość: Ola, chello087206146208.chello.pl
2010/02/02 15:51:47
toteż i dlatego ci sie nie podobał:P
było obejrzeć w orginale ;)
a MCAvoy jest powalający zawsze i juz:D