Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Infiltracja

krety

InfiltracjaInfiltracja (2006) Hongkong, USA

reżyseria: Martin Scorsese 
scenariusz: William Monahan
aktorzy: Leonardo DiCaprio, Matt Damon, Jack Nicholson, Martin Sheen, Vera Farmiga, Mark Wahlberg, Anthony Anderson, Ray Winstone, Alec Baldwin, Todd Peterson, Nellie Sciutto, David Conley, Robert Wahlberg, David O'Hara,  Peter Mullan, Steve Flynn, Kristen Dalton, Amanda Lynch
muzyka: Howard Shore 
zdjęcia: Michael Ballhaus 
montaż: Thelma Schoonmaker

na podstawie: filmu "Infernal Affairs"

 (7/10)

Oglądając "Infiltrację" kolejny już raz zdałem sobie sprawę, że nie przepadam za filmami o mafii, gangsterach i oczywiście policji, która musi sobie jakoś z nimi radzić.  Po prostu nie kręcą mnie kompletnie takie filmy i się na nich nudzę.  Dlatego z reguły omijam obrazy o tego typu tematyce, żeby po pierwsze nie tracić na nie czasu, a ponadto by później nie narzekać, że kolejny tego typu film mi się nie podobał.  "Infiltracją" zainteresowałem się jednak z dwóch powodów.  Po pierwsze jest to obraz, który w 2004 roku został obsypany Oscarami, w tym i tym najważniejszym za Najlepszy film, a po drugie zagrało w nim tyle znanych i dobrych aktorów, że tragiczny być nie mógł.  I taki też nie jest, ale również nie widzę powodu by się tą produkcją Martina Scorsese za nadto zachwycać.

"Infiltracja" zaczyna się jako obraz składający się z dwóch, oddzielonych od siebie wątków, które na początku prawie nic nie łączy.  Przez pierwsze pół godziny średnio wiemy co tak naprawdę się dzieje, kto jest kim i dla kogo pracuje.  Każda kolejna nowa postać, pojawiająca się na ekranie, to kolejna wielka gwiazda filmowa.  W pewnym momencie ma się wrażenie, że tych znanych nazwisk jest wręcz za dużo, bo aż końca nie widać w pojawianiu się tylu popularnych twarzy.   W miarę upływu minut cała sytuacja zaczyna się robić coraz bardziej klarowna i już wkrótce oglądamy zmagania dwóch głównych młodych bohaterów: Billa i Colina.  Ten pierwszy jest wtyczką bostońskiej policji u boku lokalnego gangstera Franka Costello, ten drugi jest natomiast wtyczką tego samego gangstera w policji. Obserwujemy jak kryją się oni w swojej pracy, by zdemaskować tego drugiego i samemu przez przypadek nie wpaść.

Choć w większości "Infiltracja" oparta jest na dialogach i nie ma w niej zapierającej dech w piersiach akcji, to i tak ten film ogląda się całkiem dobrze.  Nie porwał mnie on, ale muszę docenić, że został zrealizowany naprawdę sprawnie.  Wszyscy aktorzy zagrali porządnie - najbardziej zaskoczył mnie Mark Wahlberg, w którego umiejętności srogo powątpiewałem.  "Infiltracja" może pochwalić się również kilkoma naprawdę dobrze trzymającymi w napięciu scenami - rozmowa telefoniczna pomiędzy głównymi bohaterami czy też scena z odnalezioną kopertą w biurze Colina.  „Infiltracja” to naprawdę dobry, poważny film, który jednak moim zdaniem nie zasługiwał na tyle wyróżnień.  No chyba, że ten Oscar to statuetka przeprosinowa Akademii za nie przyznanie Martinowi Scorsese nagrody za inne, wcześniejsze jego filmy.  Tylko, że wtedy szkoda innych obrazów z tamtego roku, które już statuetki nie otrzymały, a na nią zasługiwały.

piątek, 29 stycznia 2010, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
2010/01/30 16:44:51
"zdałem sobie sprawę, że nie przepadam za filmami o mafii, gangsterach i oczywiście policji, która musi sobie jakoś z nimi radzić"

No to tak jak u mnie, o czym zresztą wspomniałem w swojej recenzji Ojca Chrzestnego.
Ale "Inflitracja" , z czym się zgadzam, daje radę. Ma świetny montaż i świetnych aktorów- a to już sporo. Trochę za długi (oryginał z ..Korei(?) trwał 40 minut krócej), trochę przeszarżowany w końcówce- ale w sumie się ogląda jakoś. 7/10
No i fakt- Oscar to nic innego jak przeprosiny Akademii za wczesniejsze filmy Scorsesego. Choć ja i tak "Chłopców z ferajny" i tym podobnych jakoś nie lubię, więc mi to ani ziębi, ani parzy :]
pozdrawiam
-
milczacy_krytyk
2010/01/30 20:36:21
Ja "Ojca chrzestnego" niestety ale przerwałem w połowie (czego prawie nigdy nie robię). Zupełnie nie przekonał mnie ten film i niestety zrezygnowałem. Klasyk, no ale co zrobić. Nie bierze mnie takie kino.
A co do Scorsese to również nie jestem fanem tego reżysera, choć na jego "Shuter Island" czekam z niecierpliwością :)

Pozdrawiam.
-
2010/01/31 17:57:35
Mam problem innego rodzaju, widziałam "Infernal affairs" i nie czuję potrzeby oglądania filmu Scorsese. Tony Leung Chiu Wai i Andy Lau zagrali kapitalnie. Sama historia wyłączyła mnie ze świata na dobre.
Wiem, że filmów nie ocenia się przed obejrzeniem i przestrzegam tej reguły (no dobra, bardzo się staram), ale wizja zobaczenia "Infiltracji" zwyczajnie mnie odpycha.
-
milczacy_krytyk
2010/01/31 22:05:39
Wcale się nie dziwię, że nie ciągnie Cię do tego filmu. Ja za to z chęcią obejrzę oryginał, co by zobaczyć jak bardzo Amerykanie zepsuli tą historię ;)
-
countersv
2010/02/01 10:18:34
Ja oglądałem oryginalną wersję kilka lat przed remakiem. I oglądając Infiltrację, łapałem się za głowę, jak można było zmienić oryginalne sceny, które były najmocniejszą stroną filmu. Scena przekazywania informacji w oryginale przez stukanie w parapet morsem i odbieranie tego wzmacniaczem dźwięku została zmieniona na prymitywne wysyłanie smsa. Gdyby nie Wahlberg i DiCaprio, ciężko byłoby mi wytrwać do samego końca.
Nawet końcowy twist nie robił na mnie wrażenia, bo byłem znudzony seansem. Polecam obejrzeć oryginał. Powstały do niego później jeszcze dwie kontynuacje, ale już ich nie zmęczyłem, mimo że obsada i twórcy ci sami.
Ale oryginalna chińska produkcja jest rewelacyjna. Tyle, że jak obejrzałeś Infiltrację, to będziesz znał fabułę, i mimo że będzie różna w szczegółach, to generalnie będzie chodziło o to samo, więc nie wiem, czy nie będziesz się nudził i obniżysz przez to ocenę.
-
milczacy_krytyk
2010/02/01 19:20:30
Kiedyś na Canal+ leciały wszystkie trzy części Infernal Affairs, ale ich nie obejrzałem, bo nie przepadam za kinem gangsterskim, więc kompletnie mnie nie interesowały. Teraz żałuję, bo miałbym już porównanie do Infiltracji, no i najpierw widziałbym oryginał, a nie remake...
Z pewnością kiedyś nadrobię tą zaległość, którą sam sobie na własne życzenie zrobiłem . A co do oceny to bez stresu, zastosuję odpowiednią skalę, co by nie zaniżyć za bardzo oceny ;)

Pozdrawiam.