Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Avatar

outstanding

AvatarAvatar (2009) USA, Wielka Brytania Złota Rolka 2009 - najlepsze efekty specjalne

reżyseria i scenariusz: James Cameron 
aktorzy: Sam Worthington, Sigourney Weaver, Zoe Saldana, Laz Alonso, Joel Moore, Matt Gerald, Sean Anthony, Giovanni Ribisi, Stephen Lang, Dileep Rao, Wes Studi, Michelle Rodriguez
muzyka: James Horner 
zdjęcia: Mauro Fiore 
montaż: Stephen E. Rivkin, John Refoua
 

 (8+/10)

O tym filmie było głośno już kilka lat temu, gdy ruszały prace na planie.  Miał on być wielkim powrotem Camerona na ekrany, po tym jak jego poprzedni film, czyli nakręcony w 1997 roku "Titanic", okazał się niebywałym sukcesem i zawojował światowy box-office tak bardzo, że aż do dziś żaden inny film nie jest w stanie mu dorównać.  W ciągu tych ostatnich 12 lat, gdy Cameron zajmował się realizowaniem dokumentów i rozwijaniem techniki filmowej, oczekiwania widzów wobec jego najnowszego dzieła rosły niebywale.  Nic więc dziwnego, że gdy kilka miesięcy temu świat zobaczył pierwszy zwiastun do "Avatara", spora część osób była zawiedziona.  Film, który miał być rewolucją, wyglądał oględnie powiedziawszy dziwnie.  Szybko posypały się złośliwe komentarze, iż reżyser nakręcił "Smurfy w kosmosie", "Tańczącego z Avatarami", czy futurystyczną wersję Pocahontas.  Ci, którym udało się dostać na dzień Avatara i którzy widzieli w kinach kilkanaście minut z filmu, byli jednak pod wrażeniem.  Później przyszedł czas na kolejne, bardziej zachęcające zwiastuny, a w końcu po długich oczekiwaniach nadszedł dzień premiery, gdy widzowie wreszcie mogli zobaczyć nad czym tak Cameron pracował przez ostatnie kilkanaście lat.  I tu zaczynają się niestety schody.

"Avatar" z pewnością wygrywa ze wszystkimi filmami, jakie nakręcono do tej pory - i jakie zostaną nakręcone przez najbliższe kilka lat - pod względem powalających efektów specjalnych.  I co do tego nie ma żadnej, nawet najmniejszej wątpliwości.  Ten film to arcydzieło i mistrzostwo świata jeśli chodzi o kreację fikcyjnej rzeczywistości za pomocą efektów komputerowych.  Stworzona przez reżysera Pandora to żyjące środowisko, to miejsce, które wygląda tak realnie, że momentami aż trudno uwierzyć, iż żadna z rzeczy jaką widzimy na ekranie nie jest prawdziwa.   Przedziwne zwierzęta, czy rośliny wydają się tak naturalne, tak rzeczywiste, jakby istniały naprawdę.  Żaden film do tej pory nie oferował również tak niesamowitej głębi obrazu, jak "Avatar".  Nie znajdziemy tu wyskakujących z ekranu piłeczek, czy innych tego typu tanich efektów.  W tym filmie to cały obraz wylewa się z ekranu prosto na nas, a my momentami mamy wrażenie jakbyśmy również uczestniczyli w całej akcji, jakby ten świat był na wyciągnięcie ręki, albo i nawet  bliżej.  Właśnie dlatego jedynym miejscem, w jakim trzeba obejrzeć "Avatar" jest kino, koniecznie cyfrowe i  trójwymiarowe.  Żadna zwyczajna kopia, nawet na największym ekranie, żadne kilkudziesięciocalowe kino domowe, nie będzie w stanie tak dobrze pokazać tego filmu.

O niezwykłości efektów nie świadczy jedynie perfekcyjnie wygenerowane otoczenie, które sprawia wrażenie całkowicie realnego, ale również nieprawdopodobnie wyglądający mieszkańcy Pandory.  To ciekawe, ale tak jak na plakatach, czy zwiastunach wyglądali oni śmiesznie i sztucznie, tak na wielkim ekranie to uczucie znika i mamy wrażenie, że te przedziwne niebieskie stwory mogłyby być prawdziwe.  Jeszcze bardziej niezwykłe są natomiast ich ruchy, gesty i mimika twarzy, bo choć z zewnątrz widzimy trzymetrowe koty, to w ich zachowaniu, w scenach gdy przeżywają silne emocje czuć wyraźnie, że zagrali ich aktorzy, że te emocje nie były sztuczne, zaprogramowane, stworzone przez grafików.  Były prawdziwe, ludzkie i to jest gigantyczny przełom, coś niebywałego, czego jeszcze w żadnym filmie nie było i co trzeba koniecznie zobaczyć.  Pod tym względem Cameron miał rację, mówiąc przed premierą, że nie będzie to film animowany, w którym aktorzy podłożą pod swoje cyfrowe postaci jedynie swój głos, a całą resztą zajmą się animatorzy.  W "Avatarze" pomimo iż spora część obsady jest stworzona w komputerze, to zagrali ją ludzie, przekazując swoim cyfrowym bohaterom, swoje ruchy, postawę i co najważniejsze prawdziwe emocje.  I to jest coś prawdziwie fascynującego, co może naprawdę zrewolucjonizować kino.

Z "Avatarem" jest jednak pewien problem.  Otóż oglądając każdy film, nawet zwyczajny blockbuster nie skupiamy się jedynie na samych efektach specjalnych.  Są one tylko jedną z części składowych całego obrazu, będąc tak samo ważne jak muzyka, montaż, zdjęcia no i przede wszystkim scenariusz i poziom aktorstwa jaki jest prezentowany w danej produkcji.  Oczywiście w "Avatarze" największy nacisk kładzie się właśnie na efekty i to one są ważniejsze od tych pozostałych elementów, ale nie minimalizują ich do zera.  I niestety gdy spojrzymy na niektóre z tych elementów, nie da się ich tak wychwalać pod niebiosa, tak mocno i szczerze jak właśnie efekty.  Największy kłopot stanowi (i to jest chyba najgorsze) sama historia, która nie jest ani odrobiny oryginalna.  Poszczególne pomysły takie jak przedziwny warkocz Na'vi, czy właściwości planety oczywiście są oryginalne, ale generalnie cała historia już niestety nie.  Wszystko to już gdzieś tak naprawdę było, wszystko to już gdzieś widzieliśmy, więc z domyśleniem się jak rozwinie się cała opowieść nie mamy żadnego kłopotu.  Oglądając "Avatara" miałem również wrażenie, że oglądam taki mix poprzednich filmów Camerona.  Że poszczególne postaci, niektóre sceny już raz wyszły spod ręki reżysera i w swoim najnowszym filmie chce on jeszcze raz mi je pokazać, oferując mi taką jakby kompilację tamtych filmów.  Być może gdyby Cameron zrealizował „Avatara” kilkanaście lat temu, lepiej by się go pod tym względem oglądało, a historia ta robiłaby większe wrażenie.

Kolejny kłopot to zbyt wyraźnie widoczne cięcia montażowe jak i zdecydowanie za małe wykorzystanie niektórych postaci.  Cameron zawsze miał sporo do powiedzenia w swoich filmach, nigdy nie mieszcząc się w standardowym dwugodzinnym czasie trwania produkcji, rozciągając swe historie do niebywałych rozmiarów, ku przerażeniu producentów, dla których taka trzygodzinna produkcja była przeszkodą w szybszym zarabianiu zielonych.  Mam jednak wrażenie, że w przypadku "Avatara" reżyser mógłby opowiadać nam o swoich bohaterach spokojnie jeszcze z kilka godzin i nadal byłoby mu mało.  Cierpi niestety na tym film, bo brakuje w nim ważnych scen, a opowieść momentami za szybko przeskakuje z jednej sytuacji do drugiej.  Całe szczęście nie pędzi ona w zawrotnym tempie i można się w niej połapać, ale z pewnością dodatkowe kilkanaście minut by się jej przydało.  Może dzięki nim dokładniej pokazana byłaby przemiana Grace i Trudy, jak również zobaczylibyśmy scenę przy ognisku.  Również bohaterowie drugoplanowi mogliby się wtedy bardziej wykazać.  W obecnej formie są oni jedynie zarysem prawdziwych postaci, a po ich występach pozostaje spory niedosyt, bo zdecydowanie za krótko przebywają na ekranie.  Takie gwiazdy jak Sigourney Weaver, Giovanni Ribisi, czy Stephen Lang zasługiwali na zdecydowanie większe role, a przez takie okrojenie czasu ekranowego nie mogą się zupełnie rozwinąć w swoich występach, a także ich niektóre zachowania stają się średnio zrozumiałe.

Zawiodła mnie i to bardzo muzyka Jamesa Hornera, chociaż to może nie być akurat tak wielkim zaskoczeniem, bo po Hornerze czyli jednym z najbardziej powtarzających się kompozytorów w całej branży, nie można się było niestety spodziewać niczego niezwykłego, czy odkrywczego.  Podobno miał on na stworzenie kompozycji do tego filmu cały rok, a Cameron nawet zabronił mu brać się w tym czasie za jakikolwiek inny projekt.  Niestety soundtrack jaki stworzył jest nijaki, mało porywający i nie zapada zupełnie w pamięć.  A szkoda, bo mógłby on dopełnić całą historię, dodać jej życia i energii, bo momentami jest ona trochę za mało ekscytująca i przydałoby się jej dodatkowe wsparcie.  Samej historii pomaga natomiast to, iż oglądamy ją z punktu widzenia głównego bohatera, patrząc na całą sytuację jego oczami, tak jak on, poznając świat Na'vi.  Słyszą jego myśli i wpisy do wideobloga staje się ona dla nas bardziej bliska i osobista.  Jej łatwy odbiór spowodowany jest również i tym, że nie jest ona wielce skomplikowana.  Mówi ona o zachłanności ludzi, ich uporze, poczuciu wyższości, pewności siebie, z którą wybrane jednostki muszą walczyć w obronie sprawy.  To również historia niezwykle ekologiczna.  "Avatar" wpisuje się tu trochę w obecny proekologiczny trend panujący w Hollywood, ponieważ krytykuje działania człowieka w stosunku do naturalnego środowiska.  Dla Camerona jednak to wcale nie nowość, gdyż już "Otchłań" (a przynajmniej jej reżyserska wersja) poruszała tego typu temat.  Całe szczęście w „Avatarze” nie jest on nachalny i da się go przeżyć bez zgrzytania zębami. 

Patrząc całościowo na najnowszy film Camerona trzeba przyznać, że pomimo kilku wad i braku powalającej historii, ogląda się go naprawdę dobrze, momentami nawet bardzo dobrze, ale jednak czegoś w nim brakuje.  Takiej iskry, nieskrępowanej przygody, porywającej widza ze sobą na dobre ponad dwie godziny seansu, w taki sposób by zapomniał o całym bożym świecie.  I niestety problemem nie są tu zbyt duże oczekiwania z mojej strony, bo choć podobał mi się zwiastun kinowy i czekałem na ten obraz, to jednak byłem do niego dość sceptycznie nastawiony i ciągle nie mogłem się przekonać do ogólnego konceptu na tą produkcję.  W związku z tym, nie mając wywindowanych oczekiwań o wiele łatwiej było mnie zachwycić, czy czymś zaskoczyć.  Niestety tak się nie stało.  Nie porwał mnie ten obraz, nie pochłonął mnie całkowicie, a efekty specjalne choć oszałamiające i będące z pewnością przełomem, nie przysłoniły mi pozostałych elementów filmu.  Trochę szkoda, ale co zrobić.

sobota, 26 grudnia 2009, milczacy_krytyk
Tagi: sci-fi

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: maxcine, *.adsl.inetia.pl
2009/12/26 06:03:48
Jedno jest pewne. Bardziej schematycznego filmu jeszcze nie było i na pewno Cameron zbierze za to solidne baty. Zwłaszcza od tych widzów, którzy nie mają żadnego dystansu do kina rozrywkowego i będą chcieli podszlifować swój wyrafinowany gust na najgłośniejszym filmie ostatnich lat..

Zgadzam się również z cięciami - wątki są pourywane, potencjał wielu postaci został zmarnowany, ale i tak spokojnie da się to oglądać. Tak jak napisałem u siebie na blogu, brakowało mi jakiś 2 dodatkowych godzin do pełni szczęścia.

Jeżeli chodzi o efekty - też się zgadzam. Tak jak napisałem u siebie, trzeba być ślepym i głuchym aby ich nie docenić. Najgorsze jednak jest to, że na podobne widowisko przyjdzie nam poczekać, i to pewnie łaaaadnych kilka lat. Ciekawe, jak teraz będzie się nam oglądało inne, widowiskowe filmy..

Muzyka - nie jesteś pierwszy, któremu się nie podobała. Mi soundtrack jakimś cudem przypadł do gustu i to bardzo. Katuje go już kilka dni i czekam na oficjalną wersje cd (lepsza jakość). Póki co moja znajomość soundtracku zatrzymała się na kompilacji "Becoming One Of ''The People'' Becoming One With Neytiri" - jest naprawdę napakowana emocjami i póki co słucham jej na okrągło :)

Natomiast kompletnie nie zgadzam się z tym, że w filmie nie ma tej iskry, nieskrępowanej przygody, porywającej widza na ponad dwie godziny. Wg mnie to wszystko jest i to właśnie dlatego, pomimo kiepskiej fabuły, ten film ogląda się tak dobrze. Przecież same efekty, nawet tak rewolucyjne, nie uratowałyby filmu gdyby nie miał w sobie tej magii. Wątek miłosny - niby oklepany, niby przerabialiśmy to z milion razy, a jednak chemia pomiędzy głównymi bohaterami była gigantyczna (przynajmniej dla mnie), więc nie może być tu mowy o braku iskry :). Krótko mówiąc, ja wyszedłem z kina oszołomiony choć to też może wynikać z tego, że uwielbiam tego typu filmy przez co mają u mnie jakąś tam taryfę ulgową.
W niedzielę wybieram się do kina jeszcze raz i prawdę powiedziawszy nie mogę się doczekać bardziej niż za pierwszym razem :) Co ciekawe, zabieram całą rodzinę, ciekawi mnie jak zareagują rodzice. W końcu starsze pokolenie, w kinie ostatnio byli hen hen dawno temu, a XXI wiek to dla nich wiek zepsucia, degeneracji i takich tam innych rewelacji :P.

Na zakończenie (to chyba najdłuższy komentarz jaki w życiu napisałem) - po cichu liczę na jakąś konkretną wersje reżyserską. Ba, liczę na to, że będzie wyświetlana w kinach (bo co mi po DVD, nawet 52 calowa plazma z konkretnym zestawem kina nie da rady). Myślę, że jest na to szansa, bo Avatar długo nie zejdzie z ekranów kin, a na pewno z ekranów IMAXa. Do tej pory wyświetlane są w nim filmy, które miały premierę kilka lat temu, a że Avatar to pierwszy film, który może rozkręcić modę na IMAXa to czemu nie zorganizować jakiś specjalnych pokazów rozszerzonych? Niech go eksploatują póki nie ma żadnej konkurencji, chętni na pewno się znajdą (zwłaszcza Ci, którym czegoś brakowało :P) Tak było choćby z Władcą Pierścieni, był nawet cały enemef - ponad 12 godzin trwał.
To tyle, czekam do niedzieli ;)
-
milczacy_krytyk
2009/12/26 14:35:41
Mnie zawiodło właśnie to, że historia była tak prosta i oczywista. Cameron przyzwyczaił nas do bardziej ambitnych opowieści, więc tak zwyczajna historyjka wręcz do niego nie pasuje.

Soundtracku osobno nie słuchałem (jedynie krótką zapowiedź kilkanaście dni temu, jeszcze przed premierą), i prawdę powiedziawszy nie mam za bardzo na niego ochoty, bo to co doleciało do mnie podczas seansu wcale mnie nie porwało.

"Avatara" ogląda się dobrze, to prawda, ale mnie ten film nie porwał. Te dwie i pół godziny w kinie nie zleciały mi jak 15 minut, nie zapomniałem o zewnętrznym świecie w czasie seansu, a momentami nawet trochę wierciłem się na fotelu. Jasne, że same efekty nie uratowałyby tego filmu gdyby się go źle oglądało, dlatego całe szczęście historia choć typowa i mało oryginalna jest poprowadzona całkiem sprawnie, ale nie perfekcyjnie. Na takim "Mrocznym rycerzu" popłynąłem z opowieścią bez żadnego kłopotu, kupiłem ten film w całości, choć do niego również można się było przyczepić w niektórych momentach. "Avatar" mnie niestety tak nie pochłonął...

Wątek miłosny mnie również nie zachwycił. Całe szczęście Cameron uniknął żenujących wyznań miłości, czy przesłodzonych scenek, ale znów przez zbytnie cięcia wątek ten wydał mi się jakby niedokończony, było mi go za mało.

Na seansie, na którym wczoraj byłem, siedziało sporo osób starszych i z tego co widziałem po ich twarzach, po skończonym seansie film im się podobał. Poza tym sala jak rzadko oglądała film w ciszy, bez zbędnych, pseudo śmiesznych komentarzy. Albo wiec trafiłem na wyjątkowo normalną publiczność, albo po prostu "Avatar" się spodobał.

Być może tak będzie, ciekawe tylko ile dodatkowego materiału Cameron nakręcił, i ile go nie było w kinowej wersji filmu.
Zastanawiam się również o czym może mówić druga część "Avatara" bo coraz częściej słyszy się głosy, że takowa powstanie. Jakoś nie potrafię sobie teraz wyobrazić o czym by miała ona opowiadać. Jakieś pomysły?
-
Gość: maxcine, 81.219.157.*
2009/12/26 22:49:31
Ja też jakoś nie mogę sobie wyobrazić drugiej części. Wiadomo, Pandora to cała planeta, której widzieliśmy zaledwie niewielki %, więc na pewno byłoby co pokazać.. Tylko co poza tym? Przecież drugi raz taki banał, nawet z takimi efektami, nie przejdzie.. A kina batalistycznego raczej bym nie chciał..
Chyba wolałbym jakiś nowy projekt... Albo może nowy film w świecie Pandory nie mający nic wspólnego z Avatarem (chociaż szkoda byłoby Neytiri - taka fajna kosmitka..) :)
-
milczacy_krytyk
2009/12/26 23:11:48
W wywiadzie, który zamieściłem na blogu Cameron mówi o nadchodzącym "Battle Angel", jak również kilku innych projektach, na które ma pomysł, a których nie przelał jeszcze na papier. Mam nadzieję, że Fox zachwycone sukcesem? (właśnie, ciekawe czy zarobki będą tak ogromne jakby chciało tego studio) "Avatara" nie będzie za nadto naciskać Camerona by zrealizował sequel. Bo nawet nowy film w świecie Pandory wydaje mi się wymuszony. Co byśmy oglądali? Codzienne problemy cywilizacji Na'vi?
-
2009/12/28 00:49:48
CGI i 3D przerasta czyjekolwiek fantazje (moje też) , ale sama historia niestety lekko ssie zbyt często cytując doslownie popkulturowe motywy i schematy. Władca Pierścieni nie był w 3D, i nie miał tak genialnych efektów jak Avatar, a ma się wrażenia obcowania z unikatowym nie tylko miejscem, ale i kapitalnie pociągniętą wielowątkową i wielowarstwową historią.
No i zgadzam sie , muzyka rozczarowuje. Jeszcze jej nie odsłuchałem w wersji poza filmowej, ale w kinie wkurzyła mnie autoplagiatem z Apocalypto (skądinąd sprawdzającym sie jako tako w tym filmie, ale jednak jak kinowa rewolucja, to czemu nie mozna było wymyslic oryginalnej ścieżki?!).
7/10, poszedłbym jezcze raz. Na świeżo ciężko zsumować wszystkie wrażenia. ;)
pozdrawiam
-
2009/12/28 00:58:21
Aha i jeszcze jedno ważne.
Ja tam chciałbym sequela tego filmu. Zresztą Jameron zapowiedział ze ma byc trylogia. Ja sie ciesze, bo będzie więcej miejsca dla hasania po Pandorze, wiecej świeżego powietrza dla miesistej opowieści, niz tylko spłacanie fabularnego haraczu (opowiadanie od podstaw o Pandorze, Navi itd). Owszem wolałbym aby film nie poszedł w stronę kina batalistycznego. Raczej przygodowego. Eksploracja świata, nowe obyczaje, rytuały religijne. moze odkopywanie jakichś tajenic planety, jej historii itd.Widzę potencjał tego świata.
-
milczacy_krytyk
2009/12/28 10:38:28
Gdyby Cameron bardziej postarał się i prócz stworzenia niezwykłego świata Pandory napisał ciekawszą, bardziej oryginalną historię, a Horner wysilił się mocniej i w ciągu tego roku napisał jakąś bardziej interesującą i lepiej brzmiącą kompozycję (to już nawet Zimmer bardziej się natrudził przy soundtracku do "Mrocznego Rycerza"), to "Avatar" byłby prawdziwą filmową rewelacją. A tak rewolucyjne są tylko efekty. Choć to i tak dobrze, bo po zwiastunach nawet w nie wątpiłem...
-
milczacy_krytyk
2009/12/28 10:45:20
Prawdę powiedziawszy ja również też bym się wybrał drugi raz na ten filmy, tylko po to by po prostu jeszcze raz pogapić się tylko na efekty specjalne i wyłapać z obrazu rzeczy, których wcześniej nie dojrzałem. Gdyby jednak fabuła była ciekawsza, pewnie bym popędził do kina już następnego dnia po pierwszym seansie, a tak mam zagwostkę. Bo bilety nie najtańsze, a w styczniu kolejne ciekawe premiery do obejrzenia...

Mnie jakoś ani przygodówka, ani kino batalistyczne nie przekonuje jako sequel. Bo to pierwsze wydaje mi się zbyt nudne, a to drugie będzie powtórką pierwszej części. No ale może Cameron ma jakiś prawdziwe ciekawy pomysł w zanadrzu. Oby, szkoda by było gdyby kolejne części miały się opierać tylko na efektach...

Pozdrawiam.