Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Wykolejony

some people just don't know how to appreciate what they have

WykolejonyWykolejony (2005) USA, Wielka Brytania

reżyseria: Mikael Hafstrom 
scenariusz: Stuart Beattie 
aktorzy: Vincent Cassel, Clive Owen, Jennifer Aniston,  Addison Timlin, Melissa George, RZA, William Armstrong,  Tom Conti, Rachel Blake, Xzibit, Catherine McCord, Denis O'Hare, Georgina Chapman, David Oyelowo, Brandon DeShazer, Giancarlo Esposito, David Morrissey
muzyka: Ed Shearmur 
zdjęcia: Peter Biziou 
montaż: Peter Boyle

 (5/10)

"Wykolejony" to jeden z tych filmów, który chodził za mną już od bardzo długiego czasu.  Najpierw zaciekawił mnie zwiastun do tej produkcji, później przegapiłem ją gdy leciała w kinach, a przez następne lata jakoś nie mogłem jej dorwać w telewizji.  I tak dopiero dwa dni temu udało mi się obejrzeć film Hafstroma i żałuję, że tak długo musiałem czekać na tę chwilę, bo prawdę powiedziawszy... nie było specjalnie na co.  Większą przyjemność sprawiły mi zwiastun jak i samo oczekiwanie na ten seans, niż faktyczne obcowanie z tym filmem.

Największym problemem "Wykolejonego" jest niesamowicie mała ilość napięcia jakie reżyser wytwarza w czasie swojego filmu.  Jak na thriller przystało, przez większą część seansu powinniśmy siedzieć w całkowitym znieruchomieniu, bojąc się o bohaterów i każdy kolejny ich ruch.  W "Wykolejonym" takich scen jest jak na lekarstwo, a jeśli już się pojawiają, to na krótko i są rozdzielone ciągnącymi się w nieskończoność momentami spokoju.  Przez to napięcie skacze co chwila, a reżyser zamiast utrzymywać je w tych spokojnych fragmentach, całkowicie sobie odpuszcza.  Jeszcze większym kłopotem jest to, iż rozwiązanie całej (z założenia zaskakującej) historii, znajduje się od początku seansu na wyciągnięcie ręki.  Tak więc jeśli w czasie filmu nie tylko biernie wpatrujemy się w ekran, ale również myślimy samodzielnie i analizujemy rozgrywające się wydarzenia, to z domyśleniem się o co tutaj tak naprawdę chodzi, nie będziemy mieć żadnego problemu.  Żadnej frajdy z oglądania tego filmu również specjalnie mieć nie będziemy, bo jest on od początku do (no dobra, prawie) samego końca przewidywalny.

Co gorsza pomimo, iż "Wykolejony" nie trwa zbyt długo, to mamy wrażenie, że ciągnie się on w nieskończoność i nie wie kiedy przejść do faktycznego zakończenia.  Przez to momentów gdy akcja zaczyna zmierzać do ostatecznego rozwiązania mamy chyba ze trzy, w związku z czym na zmianę przygotowujemy się do wielkiego rozwiązania, by za chwilę dowiedzieć się, że reżyser jeszcze chce nam coś powiedzieć.  I tak w kółko, aż do upragnionych napisów końcowych.  Wisienką na torcie są natomiast nielogiczne zachowania głównego bohatera, które co widać gołym okiem są rozgrywane na siłę, tylko po to, by popchnąć co chwila zastygającą w miejscu akcję.  Na plus można zaliczyć za to całkiem dobrą muzykę Eda Shearmura, która nie narzuca się i gładko wpisuje się w obraz, oraz (i tu dla mnie ogromne zaskoczenie) Jennifer Aniston, która bardzo sprawnie zagrała Lucindę.

środa, 11 listopada 2009, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
2009/11/11 22:43:56
lol, nic z tego filmu już nie pamiętam, więc to chyba nie jest dobrze.
-
milczacy_krytyk
2009/11/11 23:32:16
To zdecydowanie nie jest dobrze ;)