Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Moon

clean energy

MoonMoon (2009) USA Złota Rolka 2009 - najlepsza muzyka - Clint Mansell - moon Ulubiony

reżyseria: Duncan Jones 
scenariusz: Nathan Parker
aktorzy: Sam Rockwell, Kevin Spacey, Dominique McElligott, Kaya Scodelario, Malcolm Stewart, Robin Chalk, Matt Berry, Benedict Wong
muzyka: Clint Mansell 
zdjęcia: Gary Shaw 
montaż: Nicolas Gaster

na podstawie: historii wymyślonej przez Duncana Jonesa

 (7/10)

Bliżej nieokreślona przyszłość.  Sam Bell jest astronautą, zamkniętym na trzy lata w księżycowej stacji Sarang.  W czasie swojego pobytu na srebrnym globie, nadzoruje wydobycie cennego surowca jakim jest gaz Helium 3, który jest najlepszą alternatywą dla brudnej energii, wykorzystywanej na Ziemi.  Jego jedynym kompanem w tej długiej misji jest komputer Gerty (głos Kevina Spacey'a), którego zadaniem jest służenie pomocą głównemu bohaterowi, w każdej sytuacji.  Film rozpoczyna się pod koniec misji, na dwa tygodnie przed powrotem bohatera na Ziemię.  Pojawia się jednak pewien problem - Sam zaczyna widzieć ludzi, którzy z całą pewnością nie mogą być na stacji i na pewno nie są oni wynikiem jego halucynacji.

Długo czekałem na ten film i bardzo żałuję, że nie znalazł się żaden dystrybutor, który zdecydowałby się na wprowadzenie tego obrazu na nasze ekrany.  Z pewnością "Moon" nie jest obrazem, który zawojowałbym box-office, ale jest to produkcja warta zobaczenia, bo wyróżnia się na tle, nie tylko filmów jakie mogliśmy obejrzeć w tym roku w kinach, ale również jest to powrót do sci-fi, które nie opiera się jedynie na efektach specjalnych.  A takie kino osobiście uwielbiam najbardziej.  Spokojne, niespieszące się w rozwoju wydarzeń, nastawione na dialogi i przedstawienie postaci, ich myśli, problemów i rozterek.  Sci-fi unikające efekciarstwa, skupiające się na historii.  Trzeba powiedzieć, że pomysł na "Moon" był naprawdę intrygujący, a sam film pomimo niespiesznej narracji całkiem dobrze trzyma w napięciu i interesuje.  Cały czas bowiem zastanawiamy się o co w tej niecodziennej sytuacji (o której pisać nie będę żeby za dużo nie zdradzać) naprawdę chodzi.  Czy to co widzi Sam jest prawdziwe, czy nie jest to jakaś wielka zmyłka reżysera.  Szkoda tylko, że samo rozwinięcie jest momentami trochę za bardzo naciągane i w miarę upływu akcji pojawia się coraz więcej nieścisłości.  Nie są to co prawda błędy niewybaczalne, ale trochę psują one seans.

"Moon" jest filmem niecodziennym również ze względu na to, iż występuje tu praktycznie tylko jeden aktor - Sam Rockwell.  Pojawiające się raz czy dwa, jego filmowa żona i córka to tylko chwilowe dodatki, widziane na ekranie monitora.  Również urokliwy komputer Gerty wyświetlający na swoim monitorze emotikony w zależności od sytuacji, choćby z niepowtarzalnym głosem Spacey'a jest również jedynie małym przerywnikiem.  Najważniejszy w tej produkcji jest bowiem Rockwell i to na jego barkach oparty jest cały film.  I choć nie dał on w tej produkcji niesamowitego popisu aktorskiego, to jednak poradził  on sobie ze swoją rolą naprawdę dobrze.  Pomimo małego budżetu i ogólnej małej spektakularności tego obrazu, zachwycające są tu również sceny rozgrywające się na powierzchni księżyca.  Nie ma ich co prawda sporo, ale widok małej osoby w białym kombinezonie, stojącej na szarej pustyni, otoczonej bezkresną pustką, robi naprawdę spore wrażenie.  Szkoda, że nie dane mi było widzieć tego na wielkim ekranie.

Jednak najlepszym elementem "Moon", dla którego koniecznie trzeba zwrócić uwagę na ten film, jest przepiękna muzyka napisana prze Clinta Mansella, która nie tylko tworzy niezwykły nastrój i atmosferę tego obrazu, ale również dodaje energii, emocji i siły do każdej sceny w tej produkcji.  To dzięki niej ten film żyje.  Zachwycałem się nią gdy tylko pojawił się soundtrack i jestem nią oczarowany również po seansie filmu Jonesa.  Mansell jest bowiem jednym z nielicznych twórców, których kompozycje brzmią rewelacyjnie z obrazem jak i osobno.  Tak było z wykorzystywanymi tysiące razy fragmentami soundtracków do "Pi", "Requiem dla snu", "Źródła" i tak pewnie też niedługo stanie się z muzyką z "Moon".  Jest ona bowiem - i tu nie boję się użyć tego słowa - wybitna. 

Trochę szkoda, że do debiutanckiego filmu Duncana Jonesa, jakim jest "Moon" już tego przymiotnika użyć nie mogę.  Mam bowiem lekki niedosyt po seansie.  Może jest to spowodowane długim oczekiwaniem na ten obraz albo tym, że jednak mi w tej produkcji czegoś zabrakło?  Takiej iskry, która czyni film niezwykłym, dzięki której produkcje jakie oglądamy prawdziwie nas zachwycają.  A może zabrakło mi więcej emocji, albo to wina małego ekranu na którym wszystko wydaje się słabsze i robi mniejsze wrażenie?  Nie wiem.  Z pewnością jednak obejrzę „Moon” jeszcze raz, bo zdecydowanie za mało mi było tej historii, za szybko minął mi ten film…

PS Dla tych, którzy jeszcze nie widzieli, a nie mogą się doczekać "Moon":  film jest dostępny za free, na stronie tvshack (oczywiście tylko w wersji oryginalnej).

poniedziałek, 30 listopada 2009, milczacy_krytyk
Tagi: dramat sci-fi

Polecane wpisy

Komentarze
2009/11/30 22:30:19
Oceniam dokładnie tak samo. Na siódemkę. Wielki, wielki niedosyt. Miała być nowa Odyseja Kosmiczna, miało być skromnie, poruszająco, oryginalnie. I bam. Okazalo sie zaledwie "dobrze".
To, że film nie trafił dotąd na duży ekran to faktycznie skandal, ta polska dystrybucja jest zwyczajnie do d..!!
"Moon" ma niestety, jak dla mnie kilka niepotrzebnych ujęć, ma potwornie rozchwianą narrację, która sprawia, że film nie trzyma napięcia oraz tempa. Z kolei cała ta Wielka Tajemnica, będąca trzonem merytorycznym filmu, mnie zwyczajnie dobiła. Dopóki film był opowieścią o samotności człowieka na księżycu- bylo znakomicie, ocierał sie o wielkość. Potem już mnie rzecz przestała fascynować.
Pozostaje wiec znakomity Rockwell i soundtrack (godny arcydzieła).
pozdrawiam
-
milczacy_krytyk
2009/11/30 22:40:47
Wg mnie było skromnie, poruszająco i całkiem oryginalnie, choć to jednak trochę za mało od tego co mógłbym sobie życzyć. Już bardziej zachwycił mnie "Solaris" Soderbergha niestety. Nie rozczarowała mnie natomiast sama tajemnica, która wydała mi się naprawdę intrygująca, choć już sposób jej poprowadzenia pozostawia trochę do życzenia - tak jak piszesz narracja momentami kuleje. No ale co zrobić, jak na debiut i tak wyszło całkiem przyzwoicie. :)
Co do soundtracka to od kilku miesięcy nie mogę się go nasłuchać. Mam nadzieję, że zgarnie jakieś nagrody bo jest niezwykły!

Pozdrawiam.
-
2009/12/01 00:08:41
Jak na debiut, to racja. Ale np. Dystrykt 9 to też debiut, a jaki, ha!
W sumie mnie sie Moon podobał, ale nie ukrywam, że liczyłem nie tyle na cos wiecej., ale na coś zupełnie innego, niż to co dostałem.
Acz jeden pomysł kapitalny: postać komputera- totalne odwrócenie trendu zapoczątkowanego "Odyseją Kosmiczną" Stanleya Kubricka, że komputer jest "tym złym"- w tym filmie maszyna jest sympatyczna i w pełni pozytywna :) . Polecasz "Solaris"? to z chęcią obejrzę (bo generalnie uwielbiam kino s.f.) , choć ciekawi mnie tez wersja Andreia Tarkowskiego. :)
-
milczacy_krytyk
2009/12/01 15:08:24
Tak, polecam, bo to świetny, melancholijny obraz również z przepiękną muzyką i fantastycznymi zdjęciami. Co prawda mający bardzo mało wspólnego z powieścią Lema, ale jako opowieść o miłości sprawdza się naprawdę dobrze.
Wiedziałem, że napiszesz o Dystrykcie :p
O tak, komputer w "moon" był świetny. Bardzo fajnie, że udało się pozyskać Spacey'a do podłożenia głosu pod Gertiego.

Pozdrawiam.
-
Gość: unnami, *.olsztyn.mm.pl
2009/12/12 18:27:57
A dla mnie chyba nawet 8:) Podobało mi się