Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Bękarty wojny

once upon a time...

Bękarty wojnyBękarty wojny (2009) Francja, Niemcy, USA Złota Rolka 2009 - najlepszy film Złota Rolka 2009 - najlepszy aktor drugoplanowy - Christoph Waltz, bękarty wojny

reżyseria i scenariusz: Quentin Tarantino 
aktorzy: Brad Pitt, Mélanie Laurent, Christoph Waltz, Eli Roth, Michael Fassbender, Diane Kruger, Daniel Brühl, Til Schweiger, Gedeon Burkhard, Jacky Ido, B.J. Novak, Omar Doom, August Diehl, Denis Menochet, Sylvester Groth, Mike Myers, Ludger Pistor, Samm Levine, Julie Dreyfus, Michael Bacall, Cloris Leachman, Maggie Cheung, Rod Taylor, Richard Sammel, Léa Seydoux, Martin Wuttke, Anne-Sophie Franck, Christian Berkel, Volker Michalowski, Ken Duken, Arndt Schwering-Sohnrey
muzyka: Ennio Morricone 
zdjęcia: Robert Richardson 
montaż: Sally Menke

 (9+/10)

Trudno mi w to teraz uwierzyć, ale jeszcze kilka lat temu za nic nie chciałem oglądać filmów Tarantino.  Nie pytajcie mnie dlaczego, bo sam tego do końca nie rozumiem.  Wydawało mi się chyba wtedy, że są one nastawione jedynie na szokowanie wymyślną przemocą, a zachwyty krytyków były dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Wiem, ocenianie czegokolwiek bez poznania tego czegoś jest całkowitym bezsensem, ale wtedy po prostu nie chciałem zaznajamiać się w z twórczością Tarantino.  Zmieniło się to w roku 2003 gdy nakręcił on "Kill Bill".  Od chwili gdy zobaczyłem zwiastun do tej produkcji, wiedziałem, że muszę obejrzeć ten film - zachowawczo nie w kinie tylko w tv.  Zachwyciłem się tym obrazem - ciągle nie mogę się zebrać za to za napisanie do niego recenzji - i szybko chwyciłem za vol. 2 - którym się niestety rozczarowałem, oraz „Death Proof” - który podobał mi się i to bardzo.  Na "Bękarty wojny" również chciałem poczekać, aż pojawią się w Canal+ ale całe szczęście kino zwyciężyło.

W „Bękartach wojny” Zachwyciło mnie to, że Tarantino choć całkowicie popuścił wodze fantazji to nie potraktował tematu niepoważnie.  "Inglorious Basterds”" pomimo wielu naprawdę zabawnych scen, to nie komedia, ani film wyśmiewający się z wojny.  A w wielu momentach pokazuje on jej okrucieństwo i powagę o wiele sprawniej niż nie jeden normalny film wojenny.  Po pierwsze niezmiernie podobało mi się, że Tarantino nie zamknął się jak wielu amerykańskich twórców jedynie na język angielski.  Zawsze strasznie mnie w takich produkcjach denerwowało, że wszyscy bohaterowie posługiwali się właśnie tym językiem.  U Tarantino natomiast angielskiego nie ma prawie wcale, jedynie w momentach gdy faktycznie jest on wymagany, a tak w większości słyszymy tu niemiecki, francuski, a nawet przez chwilę włoski.  I jest to fantastyczne posunięcie bo przez to film wygląda na bardziej realny, rzeczywisty.  Po drugie co również zawsze mnie denerwowało - szczególnie w niektórych polskich produkcjach - to sposób przedstawienia nazistów.  Tu nie ma durnych Niemców, naiwniaków, których można łatwo i szybko wykiwać, z których nieporadności można się wyśmiać, a właśnie tego ogromnie się przed seansem obawiałem.

Pewnie sporo osób przyczepi się do zbyt rozciągniętych dialogów, co mnie bardzo dziwi, bo przecież Tarantino w swoich poprzednich filmach również "męczył" nas takimi rozwodnionymi konwersacjami o niczym, prowadzonymi przez swoich bohaterów.  Mnie one zupełnie nie nudzą, wręcz przeciwnie są one hipnotyzujące, inteligentne i rewelacyjnie napisane, przez to nawet jeśli postacie rozprawiają tak na dobrą metę zupełnie o niczym, to i tak  nie mogę oderwać wzroku od ekranu.  Nie mam pojęcia jak ta sztuczka się udaje Tarantino, ale ma on niezwykły dar do pisania takich strasznie długich, statecznych scen, w których napięcie jest budowane przez rozwój rozmowy, a nie efektowne wydarzenia.  Tym dialogom - m.in. pierwsza sekwencja, czy rozmowa w barze - towarzyszy ogromne napięcie pogłębiane przez całkowitą niewiadomą, bo kompletnie nie mamy pojęcia co może się za chwilę zdarzyć.  My widzowie, możemy jedynie przypuszczać co stanie się za chwilę, ale właśnie to oczekiwanie w czasie spokojnej, kulturalnej rozmowy dostarcza niezwykłych emocji, bo nie wiadomo kiedy i w jaki sposób się ona zakończy. 

Chyba największym plusem "Bękartów wojny" jest znakomite aktorstwo prawie całej obsady.  Oczywiście na przedzie wysuwa się powalający Christoph Waltz w roli spokojnego, opanowanego ale brutalnego Pułkownika Hansa Landy.  To co wyczynia on ze swoją postacią jest wprost nieprawdopodobne, zaczynając od biegłego posługiwania się czterema językami, przez niesamowite prowadzenie scen rozmów - znów pierwsza sekwencja, czy np. scena rozmowy przy ciastku, aż po momenty humorystyczne jak np. bingo.  Mam ogromną nadzieję, że jego rola zostanie zauważona - w Cannes już się to udało - i posypie się za niego deszcz nagród.  Pozostali aktorzy automatycznie, pomimo również świetnych ról znaleźli się trochę w cieniu Waltza.  Warto jednak wspomnieć o naprawdę dobrym występie Brada Pitta - fantastyczny akcent, Denisa Menocheta - pojawiającego się na początku filmu, czy  - jak to zwykle u Tarantino - dwóch silnych kobietach: Diane Kruger jako gwiazda niemieckich filmów, czy Mélanie Laurent, która gra żydówkę chcącą zemścić się na nazistach.  Zawodzi jedynie Eli Roth (tak, to ten pan, który stworzył "Hostel"), który jako Donny Donowitz jest wyjątkowo drętwy i mało przekonujący.

Zawiodłem się niestety trochę muzyką, której po pierwsze było mi stanowczo za mało, a po drugie kawałki, które Tarantino dobrał do swojego obrazu jakoś średnio mnie porwały.  Oczywiście takie utwory jak "Green Leaves of Summer" brzmią fantastycznie, ale jednak brakowało mi jakiś niespodzianek, czegoś co by mnie zaskoczyło.  Muzyka w "Bękartach wojny”  jest dobra, ale po fantastycznej składance do "Kill Billa" - a propos jeden utwór znany z vol. 1 pojawia się również w "Inglorious Basterds" - czy "Death Proof" oczekiwałem jednak czegoś więcej.  Nie spodziewałem się natomiast zupełnie i zaskoczyło mnie to totalnie, że najnowszy film Tarantino jest tak przepełniony humorem.  Takie momenty jak gra w knajpie, bezcenna rozmowa przed wejściem na salę kinową, czy bingo bawią autentycznie do łez.  Tarantino jednak nie rozluźnia za nadto atmosfery i potrafi w mistrzowski sposób z tych niezmiernie zabawnych chwil przejść do momentów poważnych i przepełnionych napięciem.

Na "Bękartach wojny" świetnie będą bawić się jednak jedynie ci, którzy całą historię opowiadaną przez Tarantino wezmą w jeden duży nawias i nie będą jej traktować na poważnie, bo inaczej seans okaże się męczarnią.  Z resztą nie wiem jak można by tą produkcję, zaczynającą się od napisu rodem z Gwiezdnych Wojen: "Pewnego razu w okupowanej przez nazistów Francji.." brać całkiem serio.  Tarantino bawi się kinem, całkowicie nieskrępowanie tworzy alternatywny świat, alternatywną wersję historii i wychodzi mu to znakomicie.  W ostatniej scenie, trochę zuchwale, poprzez słowa jednej ze stworzonych przez siebie postaci oznajmia z radością, iż tym razem wyszło mu prawdziwe arcydzieło.  I trudno się z tym nie zgodzić, bo najnowsze dziecko Tarantino jest naprawdę bliskie bycia wielkim dziełem, może nie aż ‘arcy’, ale z pewnością jest to jeden z najlepszych filmów tego roku.  Koniecznie!

środa, 16 września 2009, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: GoRo, *.chello.pl
2009/09/16 12:23:49
Świetna recenzja, świetnego filmu.
Te dialogi dla niektórych mogą być męczące, ale mnie one wciągają tak samo jak autora recenzji.
-
milczacy_krytyk
2009/09/16 13:10:28
Dzięki :) Witam na blogu :)
-
2009/09/16 14:27:17
Nie obraź się, ale przeczytam jak wrócę z kina :) A idę w piątek
aaaaahhhhh nnie moge sie doczekać! :D
pozdrawiam
-
milczacy_krytyk
2009/09/16 18:50:31
Tylko znów, nie nastawiaj się na Bóg wie co, by za wysoko nie podnieść poprzeczki, bo nawet tak dobry film jak "Bękarty" ze zbyt wygórowanymi oczekiwaniami nie da sobie rady :p
-
Gość: maxcine, 77.255.254.*
2009/09/16 22:51:15
Dzisiaj byłem w kinie i nie zawiodłem się. Tarantino ponownie niezdrowo podniósł sam sobie poprzeczkę (no bo innego takiego reżysera nie ma). Poza tym Hans Landa rządzi i... to tyle w tym temacie, resztę ochow i achow zostawiam na mojego bloga :)
PS. szymalan na pewno będziesz marudzić :P
-
milczacy_krytyk
2009/09/17 14:40:48
Nie rozumiem dlaczego szymalan miałby marudzić? :p
-
2009/09/19 11:34:47
Dla mnie to jeden z filmów roku :) A reckę wreszcie przeczytałem już wczoraj i w pełni sie z nią zgadzam, z wyjątkiem wzmianki o muzyce ;)
pozdrawiam
-
milczacy_krytyk
2009/09/19 12:28:42
Jakoś nikt się nie zgadza z tą muzyką. Na Filmwebie także wszyscy mi piszą o tym, że się jej zanadto czepiam :p
-
Gość: unnami, *.olsztyn.mm.pl
2009/09/20 23:54:30
u mnie tez 9 :) geniusz!
-
milczacy_krytyk
2009/09/21 00:20:38
"Bękarty..." to jak na razie chyba najlepiej oceniany film w tym roku. Praktycznie wszyscy wystawiają mu same najwyższe noty.
-
2009/09/28 00:28:40
Istotą filmow Tarantino są dialogi. Jeżeli ktoś nie lubi dialogów u Tarantino to nie lubi kina Tarantino w ogóle.
-
milczacy_krytyk
2009/09/28 01:08:02
A czy ja gdzieś tu napisałem, że nie lubię dialogów u Tarantino? Czy to tylko taka uwaga ogólna o innych widzach??
-
2009/09/28 13:08:25
Jak najbardziej jest to uwaga ogólna, widziałem ze w komentarzach ten temat się przewija, wiec postanowiłem napisać jak widzę tę sprawę :)
-
milczacy_krytyk
2009/09/28 17:42:48
Aha ok. :D Bo już chciałem się wkurzać ;)