Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Once

once upon a time...

Once

Once (2006) Irlandia

reżyseria i scenariusz: John Carney 
aktorzy: Glen Hansard, Markéta Irglová, Hugh Walsh, Mal Whyte, Bill Hodnett, Danuse Ktrestova, Darren Healy, Senan Haugh, Marcella Plunkett
muzyka: Markéta Irglová, Glen Hansard 
zdjęcia: Tim Fleming 
montaż: Paul Mullen

 (7/10)

Nie lubię musicali, zawsze wydawały mi się one robione na siłę, nienaturalne i sztuczne.  Nigdy nie potrafiłem zrozumieć dlaczego nagle ich bohaterowie zaczynali śpiewać, tańczyć zamiast normalnie, po ludzku się wysłowić.  Oczywiście zdarzają się wyjątki od reguły, czyli filmy w których te przedziwne zachowania są zupełnie naturalne, mają sens bo są wytłumaczone i uzasadnione.  Tak było nie tak dawno z arcydziełem von Triera czyli "Tańcząc w ciemnościach" oraz bajecznym "Moulin Rouge" Baza Luhrmanna.  I tak jest też i z "Once", o którym całe szczęście nie można powiedzieć iż jest typowym musicalem.  To taki spokojny, kameralny dramat ze świetnymi piosenkami, śpiewanymi przez dwójkę głównych bohaterów.

 

On jest ulicznym muzykiem, który by zarobić gra w dzień na gitarze znane utwory, jedynie w nocy odważając się na śpiewanie swoich własnych kompozycji.  Pomaga też swojemu ojcu w pracy, naprawiając zepsute odkurzacze.  Ona jest imigrantką z Czech, która stara się utrzymać siebie, swoją matkę i małą córeczkę sprzątając mieszkania i sprzedając róże na ulicach Dublina.  Umie grać na pianinie, ale nie robi tego często, bo nie ma pieniędzy na kupno własnego, więc grywa od czasu do czasu w sklepie z instrumentami muzycznymi.  Jak nie trudno się domyślić, tych dwoje połączy miłość do muzyki.

 

Największym atutem filmu Carney’a nie są ani bardzo naturalni aktorzy, ani dobrze napisana historia, tylko ładne piosenki.  Nie dość, że brzmią one świetnie, to jeszcze ich słowa odpowiadają przeżyciom głównych, bezimiennych bohaterów, ich uczuciom i myślom, pasując do sytuacji.  Tworzą one momentami niesamowicie melancholijną i piękną atmosferę, budując nietypowy klimat tego filmu.  Dzięki nim ta zwyczajna historia nabiera rumieńców, zostaje wyniesiona na zupełnie inny poziom.  Bo "Once" to bardzo sympatyczna opowieść między innymi o poszukiwaniu własnego miejsca na Ziemi, swojego przeznaczenia.  Prosta ale nie banalna, ciepła ale nie przesłodzona, momentami wzruszająca ale przede wszystkim niezwykle prawdziwa i życiowa.

poniedziałek, 31 sierpnia 2009, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

  • Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi

    it's time for the Jedi to end Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi (2017) USA reżyseria i scenariusz : Rian Johnson aktorzy : Mark Hamill, Carrie Fisher, Adam Driver,

  • Blade Runner 2049

    2049 Blade Runner 2049 (2017) Kanada, USA, Wielka Brytania reżyseria : Denis Villeneuve scenariusz : Hampton Fancher, Michael Green aktorzy : Ryan Gosling, Har

  • To

    you'll float too! To (2017) USA reżyseria : Andres Muschietti scenariusz : Gary Dauberman, Chase Palmer, Cary Fukunaga aktorzy : Jaeden Lieberher, Jere

Komentarze
2009/09/01 10:28:22
O, widzę, że nie tylko ja nie lubię musicali :D
a co do Once to podobał mi się. Przede wszystkim ten Falling Slowly zostaje w głowie na długo... film prosty, ale skuteczny i przekonywujący w kreowaniu emocji. 7/10
-
bhuvan
2009/09/01 22:15:41
A ja musicale uwielbiam. Niektórzy nawet twierdzą, że wystarczy, że w filmie zaśpiewają i już mi się podoba, ale to lekka przesada. ;P Co dziwne, moimi ulubionymi musicalami są oba filmy które wymieniasz - "Moulin Rouge!" (obejrzany 11 albo 12 razy - straciłem już rachubę) i "Dancer in the Dark".
W każdym razie...

"Once" jest dla mnie niedoścignionym wzorem profesjonalnego kina amatorskiego i realizacją małego filmowego marzenia, które snułem kilka lat. ;) Film faktycznie stoi przede wszystkim piosenkami, ale za to jakimi. :D
-
milczacy_krytyk
2009/09/01 22:29:19
do szymalan: Mi się najbardziej podobają dwa utwory śpiewane przez Markete czyli "The Hill" i "If you want me". Jakoś najbardziej mnie ruszają. Choć to prawda - "Falling slowly" chyba najszybciej zostaje w pamięci.

do bhuvan: Czemu dziwne, po prostu wiesz co dobre :p

-
Gość: ajar63, *.internetdsl.tpnet.pl
2009/09/02 18:45:13
"Nie lubię musicali" - już spotykałem się z taką opinią. No cóż, nie wszystko musi się podobać. Ale arcydziełem w tym gatunku jest "Skrzypek na dachu". Każdemu polecam, nawet tym, którzy nie lubią tego gatunku filmowego.
-
milczacy_krytyk
2009/09/02 23:17:12
Skrzypka jeszcze (w całości) nie widziałem, ale znam piosenki z tego musicalu i bardzo mi się podobają. Wkrótce z pewnością go obejrzę, jest na mojej liście ;)

Witam i pozdrawiam.