Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
G.I.Joe: Czas Kobry

for he's a jolly good fellow...

G.I.Joe: Czas Kobry

G.I.Joe: Czas Kobry (2009) USA

reżyseria: Stephen Sommers  
scenariusz: Skip Woods, Stuart Beattie, Paul Lovett, David Elliot  
aktorzy: Sienna Miller, Channing Tatum, Dennis Quaid, Ray Park, Rachel Nichols, Adewale Akinnuoye-Agbaje, Said Taghmaoui, Byung-hun Lee, Marlon Wayans, Jonathan Pryce, Christopher Eccleston, David Jean Thomas, Jerald Garner, Brittany Alexis Palmer, Jabbaar George, Gunner Wright, Brendan Fraser, Arnold Vosloo, Karolina Kurkova, Brandon Soo Hoo, Gerald Okamura, Luke Massy 
muzyka: Alan Silvestri  
zdjęcia: Mitchell Amundsen  
montaż: Bob Ducsay, Jim May
  

 (9/10)

Zapomnijcie o "Wolverine", "Star Trek", a już w szczególności o "Transformers 2", bo oto do naszych kin zawitał (i mówię to całkiem serio) najlepszy blockbuster tego roku. Najnowszy film Sommersa to totalny odjazd i fantastyczna propozycja dla chłopców małych jak i dużych.  Naprawdę już dawno nie ubawiłem się w kinie tak świetnie jak na „G.I.Joe”.  Przez prawie dwie godziny czułem się znowu jak dzieciak, który może popuścić wodze fantazji i nieskrępowanie bawić się w dobrych i złych, tworząc niemożliwe i zakręcone historyjki.

Nie mam pojęcia dlaczego, ale obraz Sommersa był chyba najbardziej krytykowanym blockbusterem jeszcze na długo przed swoją światową premierą.  Narzekano na to, że jest to kolejna produkcja na podstawie serii zabawek, że wygląda strasznie plastikowo i nieprzekonująco.  Później skrytykowano a'la matrixowe plakaty, oraz zwiastun z (podobno) sztucznymi i niedopracowanym efektami specjalnymi, porównując go do nadchodzącego konkurenta czyli „Transformers”: ROTF(L), który miał być o niebo lepszy od naciąganej produkcji Sommersa.  Film Baya okazał się niestety przydługim, durnym i bezsensownym teledyskiem i dlatego tym bardziej się cieszę, że Sommersowi udało się zrealizować tak swobodny, lekki i udany obraz, który ogląda się jednym tchem.

Akcja "G.I.Joe" rozpoczyna się małym (dość nietypowym) prologiem i pędzi do przodu nie zatrzymując się praktycznie, aż do samego wybuchowego zakończenia.  Dzieje się momentami tak dużo, że może nas aż wgnieść w fotel - np. podczas finału, w którym jednocześnie rozgrywają się aż trzy pojedynki.  O dziwo jednak wszystko do siebie idealnie pasuje, a całość nie rozłazi się nie tracąc przy okazji na prędkości, dzięki perfekcyjnemu montażowi scen.  "G.I.Joe" to film niesamowicie dynamiczny, rozgrywający się praktycznie wszędzie gdzie się da - w powietrzu, w wodzie, na pustyni, w mieście, w lesie itd. Przejścia pomiędzy tymi lokalizacjami są logiczne, płynne i świetnie poprowadzone.  Co najważniejsze film ten ma ciekawą fabułę, momentami nawet zaskakującą, dzięki czemu trzyma nas w napięciu, a seans nie ubiega nam jedynie na obserwacji kolejnych efektów specjalnych.  A jest na co patrzeć.  Może nie są one dopracowane do perfekcji i widać ich nierealność, ale jest ich tu tak dużo i są tak fantastycznie dopasowane do bohaterów i statystów, że naprawdę robią wrażenie.

Sommers radzi sobie praktycznie w każdej scenie.  Czy to filmując walki w Afryce - niesamowity wybuch, czy pojedynki pomiędzy bohaterami, czy pierwsze starcie w lesie.  A już prawdziwą rewelacją jest atak na wieżę Eiffla i pościg ulicami Paryża - całkowity opad szczęki. Nie mam zielonego pojęcia jak twórcy nakręcili tą sekwencję, ale wygląda ona nieziemsko i wgniata w fotel jak niewiele co dotychczas można było oglądać na ekranach kin - a szczególnie w tym roku.  Samochody fruwają w powietrzu, ludzie biegają w popłochu, a Joe ścigają w swoich niesamowitych kombinezonach samochód z uciekającymi członkami Cobry.  Majstersztyk!  Przy tym wszystkim zupełnie nie przeszkadza mi (aż sam się zdziwiłem, bo najczęściej reaguję alergicznie na takie cuda w filmach) niezniszczalność bohaterów, którzy skaczą, biegają i ruszają się kilka razy szybciej niż zwykły człowiek.  Trzeba pamiętać, że przecież całość jest na podstawie serii zabawek, więc i takie zachowania są wytłumaczalne.

Twórcy nie zapomnieli również o elementach humorystycznych, które rozluźniają atmosferę i umilają cały seans.  Nie ma ich co prawda dużo, ale te kilka dialogów i scenek pomiędzy Ripcordem, a Duke'm i Scarlett wypada naprawdę dobrze.  Świetnym pomysłem było także wprowadzenie flashbacków, które sporo wyjaśniają z przeszłości bohaterów, bardziej ich nam przedstawiając, oraz tłumaczą niektóre z ich bieżących zachowań.  Co ciekawe przypominki będąc również wolniejszymi i bardziej spokojnymi momentami filmu, nie spowalniają akcji, nie burzą całego filmu, są za to świetnym dodatkiem do wybuchowej historii.  Ogląda się je tym lepiej iż w tle leci ładna muzyka ilustracyjna Silvestriego, który prócz kilku wolniejszych motywów napisał całkiem zgrabny soundtrack do całego filmu.

Zaskoczyła mnie bardzo liczba postaci (do tego bardzo sympatycznych), jakie twórcy umieścili w tym filmie.  Kogo tu nie mamy?  Bohaterski Duke, zabawny Ripcord, inteligentna Scarlett, drętwy Hawk - to akurat zrozumiałe bo gra go Quaid,.  Po drugiej stronie -  charakterna Baroness (świetna Sienna Miller), niebezpieczny Storm Shadow (super Byung-hun Lee), oraz lekko wkurzający Christopher Eccleston.  Prócz nich Sommers zaprosił do współpracy aktorów, z serialu "Lost" - Mr.Eko i Caesar w zupełnie innych dla siebie rolach (aż dziwnie się ich ogląda) oraz aktorów, którzy już kiedyś występowali w jego filmach, a więc Arnolda Vosloo, oraz Brendana Frasera, który na moment pojawia się na ekranie.  Co ciekawe pomimo tylu postaci przewalających się po ekranie, nie czuć ani przez chwilę przesytu, a każdy z bohaterów ma swoje pięć minut, w których może się zaprezentować.

Mam nadzieję, że "G.I.Joe" poradzi sobie w box-office na tyle dobrze, by producenci zdecydowali się na realizację sequela.  Z wielką chęcią obejrzałbym jeszcze raz pojedynek pomiędzy Joe, a Cobrą, tym bardziej, że Sommers po premierze swojego filmu mówił iż również chciałby jeszcze raz stanąć za kamerą tej opowieści, bo ma trochę pomysłów na dalszą część.  A możliwości na kontynuację tej historii jest naprawdę sporo, bo pomimo prawdziwego zakończenia pozostało wiele otwartych wątków, które można by rozwinąć w nową opowieść.  Co ciekawe pomimo istnienia tylu nie zamkniętych spraw, po seansie nie ma się wrażenia, że film się urwał, czy skończył się za wcześnie.  Po prostu "G.I.Joe" to jedynie fantastyczny wstęp do jeszcze większej zabawy.  Oby wkrótce...

poniedziałek, 10 sierpnia 2009, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: unnami, *.olsztyn.mm.pl
2009/08/11 16:49:27
niezniszczalność bohaterów, którzy skaczą, biegają i ruszają się kilka razy szybciej niż zwykły człowiek.

nie oglądałeś uważnie- te kombinezony dały im to wszystko i to jest jak najbardziej zrozumiałe

a co do filmu - świetny, duzo lepszy od transfomers czy wolverine. ze startrekiem bym polemizował. ode mnie 8/.10 (tak jak star trek)

a sequel bedzie, ale chyba bez sommersa: www.filmweb.pl/Paramount+zgadza+si%C4%99+na+sequel+%22G+I+Joe%22,News,id=53582
-
milczacy_krytyk
2009/08/11 17:46:22
Oglądałem uważnie, a w tym zdaniu miałem na myśli np. Snake Eyes'a, który wyczynia niesamowite rzeczy podczas pościgu po ulicach Paryża, skacząc między samochodami.
Tak czytałem już ten news. Trochę szkoda, choć do końca nie wiadomo jak to z tym Sommersem tam było - podobno na 7 tygodni przed premierą studio odsunęło go od stołka, a za montaż i nadzór nad filmem wziął się ktoś inny. Mam tylko nadzieję, że powrócą scenarzyści - niby zbyt wielkiej fabuły ten film nie miał, ale przynajmniej był śmieszny i jakoś logiczny ciąg zdarzeń przedstawiał, a to już jest coś.

Pozdrawiam.
-
2009/08/11 18:41:49
Zszkokowałeś mnie tą oceną :D Filmu nie widziałem ,a po kilku wczesniejszych recenzjach odeszła mi ochota, ale po tym co przeczytałem powyżej..no cóż :D:D
-
milczacy_krytyk
2009/08/11 18:46:45
Tylko teraz się nie nastawiaj na nie wiadomo co, bo się niechcący rozczarujesz :p
-
2009/08/11 21:48:09
tyż prawda, ale wystarczy jesli będzie lepsze niz transformers 2 :)
-
Gość: MAXcine, 87.205.148.*
2009/08/11 22:36:39
Wow, 9/10! Idę w weekend. Muszę obejrzeć jakąś dobrą rozpierduchę aby zapomnieć o transformersach. Obym się nie zawiódł.. bo wrócę tutaj :P
-
milczacy_krytyk
2009/08/12 01:03:10
do szymalan: Jeśli to wystarczy to jestem spokojny, że Ci się spodoba ten film :)

do MAXcine: Groźby na moim blogu?! No kto by pomyślał ;P
-
Gość: Agniecha, *.net.stream.pl
2009/08/14 17:08:12
hm. No mnie też się ten film podobał, ale chyba nie aż tak bardzo jak Tobie. Akcja była powalająca, efekty też, ale nie każ mi zapominać o Transformerach, bo według mnie nie ma lepszego filmu akcji. G.I. Joe jednak spodobały mi się bardziej niż się tego spodziewałam. Faktycznie początek dość nietypowy, w ogóle zastanawiałam się co ta zajawka będzie miała wspólnego z dalszym tak rozwiniętym technologicznie filmem :D natomiast flashbacki nie za bardzo mi się podobały, czyniły ten film zbyt miękkim. No, ale Siennie zdecydowanie lepiej w ciemnych włosach, nie uważasz? ;
Zapraszam do siebie na nowe dramatyczne notki : Charlize Theron walcząca o prawa kobiet na "Dalekiej północy" oraz niezwykła przyjaźń z "Chłopcem w pasiastej piżamie".
Pozdrawiam ;***
-
milczacy_krytyk
2009/08/14 18:58:55
Kazać nie każę, ale zdania nie zmienię - Transformers: ROTF(L) to najgorszy blockbuster nie tylko tego roku, ale ostatnich kilku lat. Kompletnie Bay'owi się nie udał.

Spoiler:
Oj tak Sienna świetnie wypadła jako czarny charakter - szkoda, że na końcu przeszła na jasną stronę mocy...

Pozdrawiam