Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Sprawa Kramerów

and i don't love you anymore...

Sprawa Kramerów

Sprawa Kramerów (1979) USA

reżyseria i scenariusz: Robert Benton 
aktorzy: Dustin Hoffman, Meryl Streep, Justin Henry, Jane Alexander, Howard Duff, George Coe, JoBeth Williams
muzyka: Herb Harris, John Kander 
zdjęcia: Néstor Almendros 
montaż: Gerald B. Greenberg 

na motywach powieści: Avery'ego Cormana

 (9/10)

"Sprawa Kramerów" zgarnęła pięć Oscarów - dla Meryl Streep, Dustina Hoffmana (dla obu był on pierwszy w karierze), oraz za reżyserię, scenariusz i najlepszy film roku.  Poza tym na film Bentona spadł deszcz innych nagród i nominacji i nic w tym dziwnego, bo "Sprawa Kramerów" jest świetnie zrealizowanym i poruszającym dramatem.  Opowiada ona historię ojca, który po nagłym i niespodziewanym odejściu żony, musi poradzić sobie z domem i co najważniejsze z pięcioletnim synem, którym do tej pory zajmowała się matka.  A każda, nawet najmniejsza, najbardziej banalna czynność (chociażby zrobienia śniadania czy zakupów) dla nieprzyzwyczajonego do takich zajęć ojca z początku wydaje się być koszmarem nie do pokonania.  Z czasem jednak życie się jakoś zaczyna układać, a między ojcem i synem tworzy się więź, której do tej pory im brakowało.  Lepsze chwile się jednak kończą, gdy po półtora roku nieobecności, żona powraca do domu i chce ojcu odebrać syna...

"Sprawa Kramerów" to koncert dwojga aktorów - fantastyczny Hoffman i niesamowita Streep stworzyli nieprawdopodobne kreacje, które zapadają w pamięć i zasłużenie zostały nagrodzone statuetkami.  Na uwagę zasługuje również młodziutki Justin Henry (miał osiem lat grając w tym filmie i otrzymał za swój występ nominację od Akademii), który równie dobrze poradził sobie ze swoją niełatwą rolą.   Ciągle się zastanawiam jak to jest, że w prawie każdym amerykańskim filmie dzieciaki grają tak dobrze.  Dzięki tak utalentowanej obsadzie film aż kipi od emocji, a także w mistrzowski sposób udało się twórcom pokazać tworzącą się i coraz silniejszą wieź między ojcem i synem.  Każdy gest, każdy ruch czy spojrzenie jest dopracowane do perfekcji i przepełnione uczuciem.

Aż nie do wiary, że ten skromny film powstał trzydzieści lat temu.  Pomimo jednak, że przez  inny niż dziś montaż czy dłuższe sceny widać, że ma już on trochę lat, to jednak wcale te małe różnice nie przeszkadzają w jego oglądaniu.  I praktycznie nie ma się do czego w nim przyczepić.  Prócz gwiazdorskiej obsady na plus trzeba koniecznie jeszcze wymienić rewelacyjnie napisane dialogi - finalne sceny w sądzie - oraz to w jaki sposób Benton poruszył ważny temat opieki nad dziećmi  po rozwodzie rodziców, która najczęściej przypada matce.  Udało się mu bowiem uniknąć tanich zagrań czy zbytniej powagi, skupiając się jedynie na obserwacji, dzięki czemu wnioski wypływają z tej opowieści same.

środa, 05 sierpnia 2009, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
robertlotse
2009/08/05 19:31:15
To chyba był pierwszy z 'tych wielkich' filmów jakie obejrzałem. I to chyba dzięki niemu mam taki filmowy imprinting - wolę kameralne filmy od super, hiper, megaprodukcji.
-
milczacy_krytyk
2009/08/05 19:40:35
Megaprodukcje nie są też znowu aż takie złe. Od czasu do czasu można sobie taki ogłupiacz obejrzeć ;)