Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Siedem dusz

organista...

Siedem duszSiedem dusz (2008) USA

reżyseria: Gabriele Muccino  
scenariusz: Grant Nieporte  
aktorzy: Will Smith, Rosario Dawson, Woody Harrelson, Michael Ealy, Barry Pepper, Elpidia Carrillo, Robinne Lee,  Joe Nunez, Bill Smitrovich, Tim Kelleher, Gina Hecht, Steve Tom, Bojana Novakovic, Madison Pettis, Sarah Jane Morris, Amanda Carlin
muzyka: Angelo Milli  
zdjęcia: Philippe Le Sourd  
montaż: Hughes Winborne
  

 (5/10)

Paweł Mossakowski, recenzent Gazety Wyborczej (którego bardzo cenię i którego gust filmowy często zgadza się z moim) tak pisał dwa tygodnie temu o filmie "Siedem dusz" w piątkowym dodatku "Co jest Grane?": "Irytująco głupi melodramat [...]", "Nie mogę tego szerzej rozwinąć - film wszak opiera się na 'wielkiej tajemnicy' - ale proszę mi wierzyć na słowo: bzdura straszna".  Ja głupek, nie wiedzieć czemu, jednak nie uwierzyłem tym słowom i do kina się niestety wybrałem...

Mój ulubiony kabaret Hrabi miał kiedyś genialny skecz, który zaczynał się mniej więcej tak: "Oni są między nami, oni między nami są.  Nie mają łusek na twarzy, nie mają wystających zębów ale są.  A kiedy dochodzi do spotkania, to to, że są podobni do ludzi, nie czyni z urzędnika skarbowego człowieka".  Gabriele Muccino chyba chciał udowodnić, że jest inaczej, ale zamiast pokazać urzędnika - człowieka czyniącego dobro, wyszedł mu karykaturalny Święty Mikołaj pozbywający się swoich organów...

"Siedem dusz" to pseudointeligentne i płytkie kino. To taki tani wyciskacz łez, który za pomocą smutnej muzyki i cierpiących na ekranie aktorów, próbuje zmusić nas do tego byśmy współczuli głównym bohaterom.  Na dodatek o ile jeszcze pierwsze kilka minut (bardzo dobra scena ze staruszką w szpitalu) zapowiada się w miarę dobrze, to z każdą kolejną minutą ten film staje się coraz bardziej nieznośnym, ckliwym i nudnym romansidłem.  Wkurzające jest tu też ukrywanie faktów oczywistych, bo każdy mądrzejszy widz bez problemu w ciągu pierwszych 15 minut seansu, domyśli się co pchnęło głównego bohatera do zabawy w 'dobrego gościa', co zmierza on tak naprawdę zrobić oraz jak cała historia się skończy.  Reżyser jednak ukrywa te "tajemnice" przez całe dwie godziny by w "szokującym" finale wreszcie je wyjawić.  Tylko, że wtedy nie robią już one żadnego wrażenia, podobnie jak i sam film...

P.s. Czy tylko mi się zdawało, czy na innych kopiach także muzyka w wielu scenach nienaturalnie rozłaziła się, tak jakby płynęła w nie odpowiednim tempie?

wtorek, 24 marca 2009, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
2009/03/24 23:07:13
zdecydowanie się z Tobą nie zgadzam Tomaszu.
-
countersv
2009/03/25 08:23:48
Ja tam sie zdecydowanie zgadzam. Bardzo przecietny film, ktory w nadymany sposob udaje, ze jest ogromna epopeja, a tak naprawde jest tandetnym i niewiarygodnym dramacikiem.
-
Gość: unnami, *.olsztyn.mm.pl
2009/03/25 15:15:26
mi sie podobało, 8