Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Spotkanie

na trzy...

SpotkanieSpotkanie (2007) USA

reżyseria i scenariusz: Thomas McCarthy  
aktorzy: Richard Jenkins, Haaz Sleiman, Danai Jekesai Gurira, Hiam Abbass, Marian Seldes, Maggie Moore, Michael Cumpsty, Richard Kind 
muzyka: Jan A.P. Kaczmarek  
zdjęcia: Oliver Bokelberg  
montaż: Tom McArdle
  

 (8/10)

Bardzo spokojny, delikatny i smutny film o człowieku, który na nowo uczy się żyć.  „Spotkanie” to opowieść o wykładowcy akademickim, który zatracił sens swojego życia i  w wyniku pewnego zbiegu okoliczności zaczyna go na nowo odnajdywać.

Film McCarthy'ego jest bardzo oszczędny, niesamowicie wyciszony i chłodny.  O dziwo jednak dostarcza bardzo wielu emocji - momentami śmieszy, momentami wzrusza (ale nie jest przesadnie ckliwy), a co najważniejsze porusza kilka naprawdę ważnych spraw.  Robi to jednak w tak  subtelny sposób, że dla części osób może się wydać zbyt powolny, za bardzo rozciągnięty czy nijaki.  Faktycznie momentami niewiele się tu dzieje, ale nie to jest przecież najważniejsze - najistotniejszy jest nastrój i ogólne wrażenie jakie pozostaje po seansie, a ono jest bardzo dobre.  I choć sam film jest dość pesymistyczny i smutny, to jednak nie jest to obraz szczególnie dołujący czy przygnębiający.

McCarthy w „Spotkaniu” bardzo sprawnie pokazuje, że najważniejsze w życiu to bycie dobrym człowiekiem.  Rasa, kolor skóry, pochodzenie nie ma tak naprawdę żadnego znaczenia, bo liczą się jedynie nasze uczynki, nasze intencje, nasze zachowanie i według nich powinniśmy patrzeć na ludzi.  Rzuca także okiem na Stany - kraj ciągle pamiętający o 11.09, bojący się tak bardzo imigrantów, że strach przed nimi trafia niestety w niewinnych.  McCarthy pokazuje kraj o rozrośniętej do granic możliwości biurokracji, kraj paradoksów (dla przykładu: na ścianie urzędu deportującego nielegalnych imigrantów wisi plakat - "Imigranci - siła Ameryki").  No i wreszcie opowiada o Walterze, który dzięki niezręcznemu spotkaniu z Tarekiem i Zainab - nielegalnymi imigrantami, którzy zamieszkali w jego drugim mieszkaniu w Nowym Jorku, spojrzy inaczej na samego siebie i zacznie znowu prawdziwie  żyć.

Na koniec muszę jeszcze koniecznie napisać o Richardzie Jenkinsie, który rewelacyjnie zagrał Waltera (pozostali aktorzy także spisali się dobrze), oraz o muzyce Jana A.P. Kaczmarka, którą wielu się już zachwyca, a mnie niestety jakoś znowu nie porwała.  Fakt, jest ładna i dobrze pasuje do obrazu, ale taka przecież w dramacie muzyka być powinna.  I tyle...

czwartek, 29 stycznia 2009, milczacy_krytyk

Polecane wpisy