Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
33 sceny z życia

wyśmiewając śmierć...

33 sceny z życia33 sceny z życia (2008) Niemcy, Polska Złota Rolka 2008 - najlepsza aktorka druoplanowa - Małgorzata Hajewska-Krzysztofik - 33 sceny z życia

reżyseria i scenariusz: Małgorzata Szumowska  
aktorzy: Julia Jentsch, Peter Gantzler, Maciej Stuhr, Małgorzata Hajewska-Krzysztofik, Renata Dancewicz, Roman Gancarczyk, Rafał Maćkowiak, Izabela Kuna, Andrzej Hudziak, Dominika Ostałowska, Robert Więckiewicz
zdjęcia: Michał Englert  
muzyka: Paweł Mykietyn 
montaż: Jacek Drosio
 

 (7/10)

„33 sceny z życia” zostały nieoficjalnie uznane za najlepszy film tegorocznego Festiwalu w Gdyni.  Obraz Małgorzaty Szumowskiej został dobrze przyjęty przez widzów i rewelacyjnie przez krytyków.  Praktycznie do którejkolwiek gazety by nie zajrzeć, tam natrafimy na bardzo pochlebne opinie recenzentów oraz same najwyższe noty.  Ja do tego ogólnego zachwytu podchodziłem trochę z rezerwą, choć przyznam, że byłem zainteresowany tym obrazem i spodziewałem się, że będzie on przynajmniej dobry.

I takie właśnie „33 sceny z życia” są – „tylko” dobre.  Mnie niestety ten film nie zachwycił, nie zrobił na mnie ogromnego wrażenia, ale nie mogę też powiedzieć, że jest to produkcja nieudana.  „33 sceny z życia” to porządnie zrealizowane kino mówiące o śmierci, o ostatnich dniach życia i o ludziach, którzy nie potrafią sobie poradzić z utratą bliskich.  To film o ludziach, którzy nie potrafią się dopasować, dostosować do sytuacji, którzy nie wiedzą jak wpasować się w przyjęte obyczaje, zwyczaje, którzy próbują na własną rękę, po swojemu przeżyć ten jeden z najtrudniejszych okresów w życiu człowieka…

Najbardziej ciekawi mnie dlaczego Małgorzata Szumowska zaangażowała do tego filmu Julię Jentsch – czy nie było żadnych dobrych polskich aktorek na jej miejsce?  Nie mam nic przeciwko Jentsch – uważam ją za świetną aktorkę, ale według mnie totalnym idiotyzmem było zaangażowanie jej do tego filmu i później zdubbingowanie jej głosu przez Dominikę Ostałowską.  Przez ten zabieg połowa talentu Jentsch zagubiła się bezpowrotnie, a jej postać stała się tylko ładnym obrazkiem z źle dopasowanym głosem nie oddającym zupełnie uczuć głównej bohaterki.  Podobny problem jest z Peterem Gantzlerem, którego strasznie zdubbingował Robert Więckiewicz.  Czy nie dało się tego jakoś lepiej rozegrać?  Czy nie można było na przykład całego filmu nakręcić w języku angielskim, skoro napisy początkowe i końcowe są właśnie po angielsku?

Drugi problem filmu Szumowskiej to muzyka, która jest trochę dziwna i z pewnością bardzo  nietypowa dla tego rodzaju obrazu, ale jednocześnie jest bardzo ładna.  Problem jednak w tym, że słyszymy ją jedynie w długich (zdecydowanie za długich) przerwach pomiędzy scenami z życia Julii.  Nie buduje ona klimatu filmu, nie wzrusza, właściwie w tym momencie jest zbędna i film równie dobrze poradziłby sobie bez niej, a w takiej formie niestety jedynym logicznym wytłumaczeniem jej obecności jest informowanie widza, że przedłużający się czarny ekran nie jest jakąś usterką w kinie…

Kolejnym problemem jest sama główna bohaterka, a właściwie to, że była ona dla mnie kompletnie obojętna.  Nie polubiłem jej, a jej kolejne zachowania były dla mnie coraz to bardziej denerwujące i irytujące.  I przez to, tak jak niedawną „Senność” oglądałem z coraz to większym zainteresowaniem, tak „33 sceny z życia” z minuty na minutę coraz bardziej mnie nudziły i denerwowały…

Pomimo jednak tych kilku wad, warto obejrzeć „33 sceny z życia” by zobaczyć popisowy występ Małgorzaty Hajewskiej - Krzysztofik w roli umierającej na nowotwór matki głównej bohaterki czy przeżyć dwie niesamowicie wzruszające sceny rozgrywające się w szpitalu.  Nie jest to co prawda najlepszy polski film ostatnich kilku lat, jak się o nim już mówi, ale można poświęcić na niego czas chociażby po to by zobaczyć, że z naszymi filmami nie jest już tak źle jak było jeszcze kilka lat temu...

piątek, 07 listopada 2008, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

  • Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi

    it's time for the Jedi to end Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi (2017) USA reżyseria i scenariusz : Rian Johnson aktorzy : Mark Hamill, Carrie Fisher, Adam Driver,

  • Blade Runner 2049

    2049 Blade Runner 2049 (2017) Kanada, USA, Wielka Brytania reżyseria : Denis Villeneuve scenariusz : Hampton Fancher, Michael Green aktorzy : Ryan Gosling, Har

  • To

    you'll float too! To (2017) USA reżyseria : Andres Muschietti scenariusz : Gary Dauberman, Chase Palmer, Cary Fukunaga aktorzy : Jaeden Lieberher, Jere

Komentarze
ikroopka
2008/12/23 19:45:20
Chyba sie nie zgodzę, bo :
pierwsze, że uważam, że to właśnie Ostałowska uniosła postać, inaczej mówiąc - połowa sukcesu Julii Jentsch to zasługa dubbingu ! i mówię to z pozycji osoby, która dubbingu nie cierpi wręcz, wolę już głos lektora, z jednym tylko wyjątkiem - głosu faceta z telewizji, który swoim 'namaszczeniem' rozwala najlepszy nawet film;((( - nie pamietam nazwiska.Ostałowska jest świetna aktorką, szkoda, że utożsamia sie ją ostatnimi laty z głupimi serialami;(

dwa: głos Więckiewicza podobał mi się - nie lubisz faceta ?
:)))
zauważyłam, że bardzo rzadko tylko pokazywano równoczesnie usta mówiących i podkładany głos - to zabieg wg mnie techniczny, ale pozwalający uniknąć wrażenia 'cudzego głosu' w wypadku dubbingu;

trzy: też sie zastanawiałam, po co w ogóle tych dwoje 'obcych' aktorów ?
może sie mylę, ale czy nie dla podkreślenia obcości i osobności postaci ? w wymiarze filmu i naszej obyczajowości ?
też dla wprowadzenia ,nazwijmy to, braku skojarzeń ze znanymi aktorami/ich rolami, ich empoi ?
kręci mi sie po głowie myśl, że już ktos tak zrobił właśnie, też w filmie, tylko nie pamietam kto i w czym...
i wreszcie po czwarte: piszesz, że film 'taki sobie'; ale który - jaki w ogóle - polski film o umieraniu był lepszy ?
Zgadzam się, że rola matki, to prawdziwa kreacja !
ojciec też był przekonujący, nie uważasz ?
I na koniec - scenariusz, pokazanie tematu było największym atutem filmu - zgódź się, że to absolutne novum w tym naszym polskim , obłudnym piekiełku !
z poważaniem,ikroopka
;)))))
-
milczacy_krytyk
2008/12/25 15:31:57
1. Uważam, że dubbing jest pewnego rodzaju gwałtem na aktorze i na filmie i nie toleruję żadnego rodzaju podkładania głosów pod filmy (no chyba, że są to animowane bajki dla dzieci - choć i tu czasem dubbing bywa nietrafiony). Skoro w filmie zagrała Jentsch to powinna mówić w swoim języku i powinno być to wyjaśnione w filmie, natomiast jeśli Szumowska od początku chciałą by cały film był w języku polskim, to główną rolę powinna zagrać Polka - chociażby Ostałowska. Jej głos kompletnie nie pasował mi do postaci Julii.
2. Nie mam nic przeciwko Więckiewiczowi, ale jego głos także mnie denerwował.
3. Zabieg o którym mówisz faktycznie miał odwrócić uwagę od dubbingowanego głosu, ale wg mnie przez to niektóre sceny bardzo na tym straciły, bo nie pokazywały tego co powinny pokazywać, czyli twarzy bohaterów. Takie unikanie ukazywania ust postaci denerwowało mnie i było dla mnie sztuczne.
4. Jaki był zamiar Szumowskiej nie wiem (stawiam na to, że chciała mieć w swoim filmie kilka aktorów nie z Polski i nie kryje się za tym coś więcej), ale wiem, że w Polsce jest sporo utlentowanych aktorów, którzy nie kojarzą się jednoznacznie z jakimś serialem i spokojnie można było wybrać do tego filmu właśnie ich.
5. Niestety nie znam lepszego polskiego flmu o umieraniu, ale znam kilka przykładów obrazów zza granicy, które o niebo lepiej poradziły sobie z tym tematem.
6. Fakt, zgodzę się, że pokazanie tego tematu to na naszym rynku absloutne novum, ale wg mnie novum naiwne, nieprawdziwe, udziwnione na siłę, tylko po to by było inaczej niż normalnie, właśnie po to by mówiono, że Szumowska taka odważna i kontrowersyjna. Nie lubię dramatów, które nie chcą pokazywać normalnego życia, dramatów, które udziwniaą je po to by wyróżnić się spośród innych filmów, a niestety "33 sceny z życia" właśnie takie są...
Pozdrawiam,
-
Gość: ikroopka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/12/26 21:08:31
Nie udziwniła, pokazała tylko inny punkt widzenia i odczuwania - inny od 'ogólnie przyjętego';(
W kilku momentach czułam sie tak, jak parę razy w zyciu ;
moja przyjaciółka, której ojciec umierał długo i świadomie powiedziała mi, że dzieki temu filmowi poczuła sie usprawiedliwiona z niektórych swoich zachowań i reakcji, których się nawet wstydziła;
'przyślę Ci ją tutaj' ;)
-
milczacy_krytyk
2008/12/26 23:00:22
Moja babcia już ponad półtora roku odchodzi z tego świata i ani moi rodzice, ani ja, ani nikt z mojej rodziny nie zachował się nigdy tak jak bohaterowie tego filmu. Dlatego uważam, że jest on nieprawdziwy. Myślę, że to trochę rozjaśnia mój punkt widzenia.

Pozdrawiam.
-
makowka9
2008/12/27 20:34:30
To nie chodzi o to aby zachowywać się tak samo jak bohaterowie.Sztuka nie ma być wiernym sfilmowaniem rzeczywistości.Sztuka ma "dać do myślenia".Pozostawić pole do swobodnej interpretacji.Korzystać z przejaskrawień, szokować, ale nie pozostawiać obojętnie.
I ten film taki jest.Chyba trzy lata temu uważałabym też jak milczacy_krytyk.Dopóki nie przekonałam się,że MOŻNA żartować ze śmierci bardzo bliskiej i bardzo kochanej osoby.Nauczył mnie tego mój ojciec, który faktycznie umierał bardzo świadomie.I który sam potrafił z dobrotliwym uśmiechem z własnego umierania żartować.Bardzo mi go brakuje, stale staje mi przed oczami, ale dzięki takiemu podejściu mojego taty uczestniczenie w jego umieraniu i cierpieniu pozostaje w mojej pamięci nie jako przeżycie traumatyczne, lecz wzbogacające.Widzę przed oczami sam moment umierania przy którym miałam SZCZĘŚCIE być.Tak szczęście, bo ja bardzo chciałam być z nim w tym momencie.Mimo,że był na takich dawkach morfiny pod koniec,że już był nieprzytomny.
Gdy była scena z "nosem jak Pinokio" przypominały mi się pewne sytuacje........, czyli czułam się "jak w życiu" jak napisała Kroopka.
A zachowanie najbliższej osoby?W takich sytuacjach najbliżsi zdają (lub oblewają) najtrudniejszy życiowy egzamin.
Czyli (lepiej lub gorzej, bo oczywiście można mieć różne zastrzeżenia) warto robić takie filmy.I warto je oglądać zamiast "zabili go i uciekł"
-
milczacy_krytyk
2008/12/27 23:30:01
Powiem tak: Szumowska zrobiła film całkowicie na poważnie, dramat, który miał pokazywać prawdziwe życie, prawdziwych ludzi, prawdziwe sytuacje i dlatego nie pasowały mi w nim przejaskrawienia. Jak pisałem już wyżej nie lubię dramatów, które udziwniają zwykłe życie po to by szokować, czy zadziwiać. Pewnie mamy inne doświadczenia i to co pokazała Szumowska jest Tobie bliższe niż to co ja widzę dookoła siebie. Dla Ciebie "33 sceny.." były prawdziwe, dla mnie nie, bo pokazywały ludzi, którzy wg mnie nie zachowywali się normalnie, nie sprawiali wrażenia rzeczywistych, prawdziwych. Każdy jest inny i zupełnie inaczej przeżywa różne sytuacje. Ja nigdy nie spotkałem się z tego typu reakcjami jak w obrazie Szumowskiej (tzn. spotkałem się, ale one wyglądały inaczej, mniej prześmiewczo, z większym poszanowaniem dla sytuacji, miały więcej powagi). Oczywiście można się wyśmiewać ze śmierci, ale sposób w jaki pokazała to reżyserka wydał mi się nie do końca rzeczywisty, jakby udawany, udziwniony na siłę... Stąd ta krytyka.

Pozdrawiam.
-
Gość: makowka9, 93.159.132.*
2008/12/28 12:05:45
Oczywiście nikt TAK się nie zachowywał, bo jak już pisałam to jest film, nie reportaż.Ja też miałabym różne zastrzeżenia.Ale sam fakt,że film wzbudza dyskusję i kontrowersyjne opinie jest dla mnie na plus.Oczywiście,że są przejaskrawienia, bo bez tego zrobiłby się nudny, smutny i ciężki(i tak jest ciężki, bo porusza trudny temat, ale ja np nie lubię tzw czarnej komedii).Może faktycznie czego innego spodziewamy się, gdyż wiemy,że film dotyczy konkretnych osób, nie fikcyjnych.
A teraz ja opiszę sytuację z życia umierającego na nowotwór ojca:
Wzywamy lekarza, który jest przydzielony do opieki tzw paliatywnej domowej.Moja mama (lekarz)przyzwyczajona zawsze do działania, nie umiejąca pogodzić się FAKTAMI usiłuje działać.Ojciec jest skrajnie wyniszczony, wychudzony(nowotwór gardła), ale umysł ma sprawny.Mama"panie doktorze, pan widzi jakie on ma zimne ręce, co można z tym zrobić?".Na to z łóżka (z dobrotliwym uśmiechem z takim lekkim politowaniem!)odzywa się mój ojciec(chwilę wcześniej zasłabł i wszyscy myśleliśmy,że już umiera, on też)-"panie doktorze niech pan powie tej pani(tu wskazuje palcem),że ten pan już STYGNIE i to dlatego'.I wszyscy (tata, mama, ja , lekarz) wybuchamy śmiechem.
Tata wtedy jeszcze nie był na żadnych prochach, bardzo dzielnie walczył o życie , prowadziliśmy też poważne rozmowy o tym co go czeka(to on mówił-"najgorsze przed nami!"), bał się śmierci, cierpienia i o tym też potrafił mówić.
Takich sytuacji było więcej- takie jest życie.A śmierć to tak trudny temat,że powinniśmy go jakoś oswajać, aby było łatwiej.Znam osobę, która na wiadomość o śmierci bardzo bliskiej osoby poszła na dyskotekę.
też pozdrawiam
-
ikroopka
2008/12/28 12:49:58
Piszesz:
"Moja babcia już ponad półtora roku odchodzi z tego świata i ani moi rodzice, ani ja, ani nikt z mojej rodziny nie zachował się nigdy tak jak bohaterowie tego filmu. Dlatego uważam, że jest on nieprawdziwy. Myślę, że to trochę rozjaśnia mój punkt widzenia."

Rozjasnia, zgoda, ale jedna uwaga - absolutnie NIE tłumaczy cię z kategoryczności stwierdzenia, że film jest "nieprawdziwy";
jest Ci tylko 'obcy kulturowo' nazwijmy to żartem;)
-
milczacy_krytyk
2008/12/28 14:33:43
Ok, zgadzam się, że jest on dla mnie "obcy kulturowo". Zachowania bohaterów były dla mnie całkowicie obce i przez to wydały mi się jakby udawane...
-
Gość: makowka9, 93.159.132.*
2008/12/28 23:27:53
Jestem pewna,że jeszcze trzy lata temu też uważałabym te zachowania za sztuczne i nieprawdziwe.Dzięki temu filmowi wywiązała się ta dyskusja, z której dowiedziałeś się,że są tacy dla których te zachowania nie są całkiem obce.
-
Gość: kirgizja, *.phils.uj.edu.pl
2009/02/14 13:41:13
Właśnie widziałam ten film. Pierwszy film, o którym nie jestem w stanie powiedzieć, czy był dobry czy niedobry, bo ja tych ludzi, poza montażystą, wszystkich znam, niektórych znałam od trzydziestu paru lat. Spokojnie mogę powiedzieć, że Szumowska raczej wygładziła niż udziwniła niektóre rzeczy (poza urodą mamy - Terakowska była piękną kobietą, tutaj pierwszeństwo miała mieć dziwność/ohyda agonii, raka, myślę sobie, no i niefajnych wrażeń osób bliskich, kontemplujących ją). No i faktycznie, mimo tych trochę obronnych deklaracji Małgośki o zrobieniu filmu "nie o sobie i swoich rodzicach" autobiograficzność mocno w nim widać. Mnie brakowało (wiem, że nie ma na to miejsca w tym obrazie, ale jednak) chwili z matką, przed ta agonią. Pierwowzór był ostatnią osobą, którą podejrzewać można było o śmiertelność ;) Te córki skądś są, jakie są, przeca, więc po takim zabiegu postać bohaterki pewnie wydałaby się spójniejsza autorowi bloga :) Acha, doskonale uzupełnia obraz filmowy Szumowskiej (jeśli przyjąć, że film jednak dość autobiograficzny) któryś z przednich jej filmów: "Mój tata Maciek" i przeczytanie książki Kaśki T.Nowak, siostry Szumowskiej, "Moja mama czarownica". Bo matka, ta realna, barwną postacią była, a i czasy w książce opisane barwne bardzo. ====Reklama nieodpłatna, hihi ==== Przecież o to chodzi - żeby się czegoś o życiu dowiedzieć, tak w ogóle, z tego cudzego. No i, co dużo ważniejsze, móc wciągnąć po ciemku trochę popcornu z colą ;) Pozdrawiam. K.