Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Nieznajomi

because you were home...

NieznajomiNieznajomi (2008) USA

reżyseria i scenariusz: Bryan Bertino  
aktorzy: Liv Tyler, Scott Speedman, Gemma Ward, Glenn Howerton, Kip Weeks, Laura Margolis 
zdjęcia: Peter Sova  
muzyka: tomandandy 
montaż: Kevin Greutert
 

 (8/10)

"Nieznajomi" to debiut filmowy trzydziestojednoletniego Bryana Bertino.  I to jaki debiut!  Bryan napisał scenariusz oraz wyreżyserował świetny, niestandardowy horror, który pomimo iż nie ocieka krwią, to jest niesamowicie przerażający i brutalny.  Opowiada on historię Jamesa i Kristen, którzy po weselu swoich przyjaciół postanawiają spędzić noc w położonym na odludziu domku rodziców Jamesa.  Jednakże nie będzie dane im spędzić jej miło, bo do drzwi zapukają nieznajomi...

Ten film na dwie wady.  Pierwsza to bardzo duże podobieństwo w fabule do pewnego genialnego francuskiego horroru - "Ils".  Tam też była pewna para, dom na odludziu i grupka ludzi, którzy "bawili" się z głównymi bohaterami.  Bertino co prawda trochę pozmieniał początek, ale i tak główny pomysł na film jest bardzo zbliżony.  Całe szczęście później akcja "The Strangers" zmierza w trochę innymi kierunku niż w "Ils", więc nie ma tu mowy o kalce, ale powstaje pytanie, czy przypadkiem Bryan nie zrealizował nieoficjalnego remake'u tamtego filmu - zapewnienia, że jego obraz powstał na faktach autentycznych są lekko przesadzone.  Drugi minus to zakończenie, które co prawda nie jest happy endem, ale pozostawia możliwość zrealizowania części drugiej (nad którą już pracuje Bertino), co jest typowo amerykańskim, komercyjnym zagraniem…

Do niczego więcej nie mogę się przyczepić.  'Nieznajomi" to naprawdę świetnie zrealizowany film, który straszy i przeraża w trochę inny sposób niż zwykłe horrory.  Nie ma tu typowych jump scenes, które mają spowodować, że podskoczymy na fotelu (ewentualnie można doliczyć się tylko dwóch takich scen), nie ma też hektolitrów krwi, czy odpadających głów.  Ten horror przeraża klimatem, atmosferą i tajemnicą.  Przez większą część filmu nie widzimy napastników, kryją się oni w cieniu, widzimy tylko ich zarys, ich maski.  Słyszymy dziwne odgłosy, uderzenia, pukanie czy szelest liści. Straszą tu małe rzeczy - cienie postaci na dalszym planie, czy zmieniające położenie przedmioty takie jak np. telefon komórkowy.  Podobnie jak w "Ils" także i w  "Nieznajomych" boimy się tego co może nastąpić, boimy się na zapas i praktycznie przez cały czas.  Reżyser utrzymuje napięcie na stałym, może nie ogromnie wysokim poziomie, ale ponieważ większość scen przeciąga w nieskończoność, to nie daje nam ani jednej chwili na odpoczynek czy wytchnienie.

Co ciekawe większość takich bardzo długich scen rozgrywa się w zupełnej ciszy - rewelacyjna scena z Kristen stojącą w pokoju, gdy w cieniu pojawia się nieznajomy.  Takich spokojnych, ale jednocześnie niosących ze sobą ogromny ładunek emocjonalny scen nie widuje się często w horrorach.  Być może niektórzy uznają, że przez to w filmie Bertina za mało się dzieje i że jest on za nudny, ja jednak bardziej wolę gdy twórca pokazuje mi mniej i wolniej, niż żeby miał się rozpędzić za daleko jak to niestety często bywa.  "The Strangers" jest poza tym niesamowicie subtelnym i spokojnym filmem.  Nie emanuje wymyślną przemocą - jedynie końcówka jest dość brutalna i krwawa - jednakże nawet w tym momencie reżyser nie pokazuje nam wszystkiego, zmienia obraz przedstawiając nam widok na dom, na las, czy drogę.  I paradoksalnie właśnie dzięki temu zagraniu, ostatnie sceny są jeszcze bardziej poruszające i wstrząsające.  Widząc mniej, bardziej je przeżywamy.

Nie tylko sposoby straszenia są w tym filmie odmienne.  Także wstęp różni się od typowych horrorów, w których pierwsze pół godziny jest zazwyczaj nudne i trzeba się przez nie przemęczyć.  W "Nieznajomych" wstęp zaciekawia, interesuje i zbliża nas do bohaterów.  Dialogi są dobrze napisane aktorzy grają naturalnie, ale co ciekawe Jamesa i Kristen poznajemy bardziej dzięki ich zachowaniom, a nie rozmowom.  Na uwagę zasługują jeszcze rozedrgane, trochę pomarańczowe zdjęcia Petera Sovy oraz może niezbyt konkretna i oryginalna, ale świetnie sprawdzająca się jako tło, muzyka tomandandy.

8/10 Jeden z najlepszych amerykańskich horrorów ostatnich lat. 

P.s. Nie wiem kto jest odpowiedzialny za polski "tagline" do "Nieznajomych" (Mogą być w każdym domu, Wkrótce będą u Ciebie!) ale wg mnie jest on jednym z najdurniejszych jakie ostatnio się pojawiły na polskich plakatach...

piątek, 03 października 2008, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
countersv
2008/10/03 08:08:32
Musze przyznac, ze odetchnalen z ulga. Spodziewalem sie, ze, tak jak w przypadku The Grudge, znowu bede mial votum separatum, a tymczasem okazalo sie, ze nie tylko mi podoba sie film zjechany praktycznie wszedzie gdzie sie dalo. Znaczy, ze nie tylko ja mam dosc wyskakiwania czegokolwiek zza kadru przy wtorze glosnych dzwiekow :)
-
milczacy_krytyk
2008/10/03 15:01:42
No niestety większość oczekiwała od tego filmu hektolitrów krwi i bezsensownego latania z siekierą po całym domu. Całe szczęście Bertino nie zdecydował się na to i nie nakręcił kolejnego typowego i nudnego horroru w którym praktycznie wszystko da się przewidzieć, bo jest zrobione na jedno kopyto... Ciekawe jaki będzie sequel....