Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Sen Kasandry

family...

Sen KasandrySen Kasandry (2007) Francja, USA, Wielka Brytania

reżyseria i scenariusz: Woody Allen   
aktorzy: Ewan McGregor, Colin Farrell, Tom Wilkinson, Hayley Atwell, Sally Hawkins, John Benfield, Clare Higgins, Ashley Madekwe, Philip Davis 
zdjęcia: Vilmos Zsigmond   
muzyka: Philip Glass  
montaż: Alisa Lepselter
  

 (8/10)

!Możliwe spoilery!

Gdy rok temu po niespecjalnie udanym „Scoopie” dowiedziałem się, że Woody Allen szykuje kolejny film w klimacie genialnego „Match Point” bardzo się ucieszyłem.  Tamten film uważam za jeden z najlepszych obrazów mówiących o pożądaniu, zdradzie i okrutnym losie, którego nie da się zmienić.  Po „Śnie Kasandry” spodziewałem się czegoś podobnego i… nie zawiodłem się.

Można powiedzieć, że „Sen Kasandry” jest pewną wariacją na temat „Match Point” i tak jak tamten film zawiera sporo odniesień do Dostojewskiego.  Jest kolejną niesamowicie smutną, momentami prawdziwie szokującą i poważną tragedią Allena.  Filmem, który mówi o pożądaniu, miłości, wielkich pieniądzach, hazardzie, niebezpieczeństwie z nim związanym, oraz o jednej z najważniejszych wartości w życiu człowieka czyli o rodzinie.  A dokładniej rzecz biorąc o zobowiązaniach wobec niej (wobec tej dalszej czy bliższej), wobec rodziców czy brata...

Film od samego początku zmierza w dość łatwym do przewidzenia kierunku, ale naprawdę mocno trzyma w napięciu, wciąga i interesuje.  Dzieje się tak dlatego, że Allena nie interesuje samo zakończenie historii, on skupia się na zachowaniach, reakcjach głównych bohaterów.  Na tym co dzieje się w ich umysłach, na tym jakie rozterki przeżywają, jak radzą sobie w nowych, trudnych sytuacjach i jak stopniowo się zmieniają.  Nie ma tu tak jak w przypadku „Match Point” jakiegoś fatum, które wisiałoby nad bohaterami, które nieuchronnie prowadziłoby opowieść do tragicznego końca.  Bohaterowie mają wolną wolę, mogą decydować o swoim losie, ale pomimo to czujemy, że ta historia nie będzie miała happy endu i skończy się źle.  Allen pokazuje nam eskalację zła, pokazuje jak jeden zły ruch potrafi zniszczyć całe życie, jak jeden zły uczynek rodzi błyskawicznie następne.  Mówi o wyrzutach sumienia, o tym, że zwykły człowiek nie potrafi, nie może tak po prostu zapomnieć o wyrządzonym przez siebie złu...

Wszyscy aktorzy zagrali naprawdę naturalnie i bardzo dobrze, ale gigantyczną niespodzianką był dla mnie występ Colina Farrella, który tym razem stworzył naprawdę solidną, prawdziwą i przekonującą postać.  Nigdy w życiu bym nie pomyślał, że właśnie jemu uda się tak dobrze zagrać i przed premierą miałem spore wątpliwości czy poradzi sobie grając obok (jak mi się wtedy wydawało) lepszego McGregora.  Farell całe szczęście spisał się fantastycznie i dorównał (o ile nie przewyższył) swojego filmowego brata.

Od czasu do czasu w trakcie filmu w tle słyszymy bardzo ładną muzykę Phillipa Glassa - brzmienia znane i rozpoznawalne, choć mam wrażenie, że trochę zbyt podobne do poprzednich dokonań kompozytora - i możemy oglądać piękne zdjęcia wspaniałego Londynu.  Szkoda jedynie, że zawodzi trochę zbyt długie i mało emocjonujące rozpoczęcie - całe szczęście później napięcie gwałtownie wzrasta.  Poza tym mam wrażenie, że „Sen Kasandry” jest filmem momentami zbyt teatralnym i za bardzo przegadanym - zdecydowanie bardziej niż „Match Point”.

8/10 - jeśli podobał Wam się „Match Point”, wybierzcie się na „Sen Kasandry”

czwartek, 01 maja 2008, milczacy_krytyk

Polecane wpisy