Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Indiana Jones i Ostatnia Krucjata

coś ty narobił...

Indiana Jones i Ostatnia KrucjataIndiana Jones i Ostatnia Krucjata (1989) USA

reżyseria: Steven Spielberg   
scenariusz: Jeffrey Boam, Menno Meyjes, George Lucas, Philip Kaufman   
aktorzy: Harrison Ford, Sean Connery, Denholm Elliott, Alison Doody, John Rhys-Davies, Julian Glover, River Phoenix , Kevork Malikyan, Michael Byrne, Robert Eddison
zdjęcia: Douglas Slocombe   
muzyka: John Williams 
montaż: Michael Kahn, George Lucas

 (9/10)

Pięć lat po premierze źle przyjętej przez fanów, z niewiadomych mi powodów, „Świątyni Zagłady”, Spielberg chcąc się niejako zrehabilitować, nakręcił „Indianę Jonesa i Ostatnią Krucjatę”. Powrócił w niej do klimatu znanego z „Poszukiwaczy zaginionej Arki”, ale stworzył film o wiele bardziej widowiskowy, szybszy i co najważniejsze śmieszniejszy. To niesamowite, ale trylogia o Indianie jest chyba jedyną, której każda następna część okazuje się być lepsza od poprzedniczki.

Film rozpoczyna się prologiem, w którym poznajemy przeszłość Jonesa, dowiadujemy się czemu tak panicznie boi się węży oraz czemu jego strój roboczy wygląda akurat tak, a nie inaczej.  Przypominka dość ciekawa, ładnie połączona z  prawdziwym początkiem filmu i akcją na statku.  Później przenosimy sie na uniwersytet, by obejrzeć scenę, która jest prawie całkowicie kalką tej z „Poszukiwaczy zaginionej Arki”.  Niestety sposób prowadzenia akcji w „Ostatniej Krucjacie” także bardzo przypomina ten znany nam z pierwszej części, a więc pościg - stop - ucieczka – stop itd. Szkoda, bo o wiele bardziej lubię filmy, w których (tak jak w 2 części) to wydarzenia wyprzedały bohaterów, którzy musieli na bieżąco dostosowywać się do sytuacji, przez co film był mniej przewidywalny. 

Zaskoczył mnie trochę naiwny scenariusz - zawierający chyba najwięcej uproszczeń w fabule i naciągnięć w porównaniu do poprzednich części.  Jednakże z drugiej strony ta część obfituje w najwięcej zwrotów akcji i zaskakujących, świetnie zrealizowanych scen.  Ponadto twórcy wpadli na rewelacyjny pomysł wprowadzenia do filmu ojca Jonesa - w tej roli świetny, po prostu fantastyczny Sean Connery - który nie dość, że ciągle poucza Indianę, to jeszcze zupełnie nie jest przystosowany do” pracy” w terenie.  Naprawdę strzał w dziesiątkę, do tego świetnie, w pełni wykorzystany.  Od chwili gdy Connery pojawia się na ekranie film nabiera rumieńców, pojawiają  się komiczne sytuacje, historia gwałtownie przyspiesza, a co najważniejsze staje się zabójczo śmieszna…

9/10 Naprawdę rewelacja, ale tylko dzięki Conneremu, gdyby nie on, byłoby średnio.

niedziela, 18 maja 2008, milczacy_krytyk
Tagi: przygodowy

Polecane wpisy