Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Sierociniec

cień...

SierociniecSierociniec (2007) Hiszpania Meksyk

reżyseria: Juan Antonio Bayona   
scenariusz: Sergio G. Sánchez   
aktorzy: Belén Rueda, Fernando Cayo, Roger Príncep, Mabel Rivera, Montserrat Carulla, Andrés Gertrúdix, Edgar Vivar , Óscar Casas, Geraldine Chaplin
zdjęcia: Óscar Faura   
muzyka: Fernando Velázquez  
montaż: Elena Ruiz
 

(6/10)

Dziwą mnie czasami opinie krytyków, którzy całkiem przeciętne filmy potrafią wychwalać pod niebiosa, a inne warte zauważenia i  obejrzenia, przyjmują dość chłodno.  O ile jeszcze z recenzjami dramatów, czy filmów obyczajowych dość często się zgadzam, to w przypadku horrorów różnice w opiniach są dość częste.  I tak, po obejrzeniu „Sierocińca”, kolejny już raz nie mogę się nadziwić, jak tak zwykły film mógł zebrać tyle pochlebnych opinii...

Według mnie słabość „Sierocińca” leży w tym, że film ten chce być wszystkim po trochu, przez co w rezultacie jest dość nijaki.  Po pierwsze „Sierociniec” stara się być horrorem (tak jest przynajmniej reklamowany), ale zapomina, że dwie średnio przerażające sceny i pokazanie chłopczyka z dziwną maską na głowie to trochę za mało by wystraszyć widza.  Zawodzi klimat, którego po prostu nie ma, podobnie jak i powoli i mało konsekwentnie budowane napięcie.  Po drugie obraz Bayona stara się być dramatem, ale przecież historie o matkach poszukujących zaginionych w dziwnych okolicznościach dzieci, poruszane były już wiele razy, a umieszczenie tego tematu w filmie bez ciekawego rozwinięcia nie wystarcza na stworzenie wciągającego, ciekawego obrazu.  Ponadto „Sierociniec” ma ambicje by pokazać siłę matczynej miłości i to jak wiele matki są w stanie poświęcić dla swoich pociech.  Problem jednak w tym, że robi to w mało angażujący i bezbarwny sposób, przez co ten temat nie ma siły by mocno trafić do widza.  Na koniec „Sierociniec” mniej więcej w połowie seansu skręca w kierunku baśni, ale całe szczęście tylko na chwilę, pokazując w mało przekonujący sposób, że świat realny i świat duchów przenikają się wzajemnie…

Szkoda także, że film nie skończył się na scenie w piwnicy.  Wtedy przynajmniej zakończenie byłoby oryginalne, niespodziewane i przytłoczyłoby niespecjalnie udane i nudne poprzednie półtorej godziny.  Niestety twórcy niepotrzebnie ciągną film dalej, oferując nam po części przesłodzony happy end, którego wydarzeń można się domyślić już po kilkunastu minutach seansu.  Denerwuje także zbyt mocne, za bardzo ekspresyjne aktorstwo Belén Ruedy, szczególnie w scenach tuż po zniknięciu syna oraz brak muzyki w chwilach, w których powinna się ona pojawić.

6/10 Nie wiem skąd wzięło się porównanie „Sierocińca” do „Innych” czy „Labiryntu Fauna”, bo obraz Bayona nawet nie zbliża się do poziomu tych filmów, co dopiero mówić o ich przewyższaniu.

czwartek, 15 maja 2008, milczacy_krytyk
Tagi: horror dramat

Polecane wpisy

Komentarze
countersv
2008/05/16 08:20:44
Zgadzam sie w pelni. U mnie zreszta film ten mial jeszcze nizsza ocene. Typowy przecietniak. Juz 30 lat temu robiono filmy w tym stylu, z o wiele lepszym klimatem. Nie ma sie czym zachwycac, a pochlebne opinie krytykow sa dla mnie niezrozumiale.
-
milczacy_krytyk
2008/05/16 12:58:21
Czytałem Twoją reckę i byłem zadziwiony, że przy tak dobrych opiniach krytyków wystawiłeś tylko 4. No ale niestety muszę przyznać, że miałeś rację...
-
2008/05/16 13:53:32
Witam
Wyjście poza schemat zawsze będzie budziło skrajne emocje. Ten film przede wszystkim jest dramatem matki tracącej dziecko. I wplecione w to elementy horroru tylko nadają temu dramatowi tragizmu. Co do "Innych" i "Labiryntu...", proszę uważniej na sierociniec popatrzeć, by zobaczyć, że efekt opowiadania uzyskuje się za pomocą cudownie skomponowanego kadru, przemyślanych ruchów kamery a przede wszystkim idealnie dobranej scenografii. Zgodzę się tylko co do końców, jest przesadnie wydłużona i jednoznaczna. Ale w zalewie tandety dla popkornowych nastolatków(Piły czy głupiutkie Projekt Monster), Sierociniec jest nawiązaniem przepięknym nawiązaniem do klasycznych ghost stories. Warto uważnie popatrzeć na ekran, by dostzrec nie tylko zniuansowane motywacje bohaterów, lecz także przepiękną wasrtwę formalną filmu.
Pozdrawiam
-
countersv
2008/05/16 16:04:12
Irekg1: Pierwsze Twoje zdanie tyczy sie chyba innego filmu. Z jednej strony nie sposob sie z nim nie zgodzic, z drugiej Sierociniec wlasnie jest filmem schematycznym, tylko probujacym wyjsc poza rutyne. W scenie z dzieckiem w worku na glowie to sie udaje. Ale to tylko jedna scena. Napiecie jest budowane w sposob nieumiejetny. Technicznie nie mam filmowi wiele do zarzucenia, chociaz "idealnie dobrana scenografia" tez mi nie pasuje w Twojej wypowiedzi. Bo co to znaczy idealnie dobrana i jak to sie przeklada na jej idealnosc stricte? Moim zdaniem wcale - jest sobie wielki dom i tyle. Rownie dobrze mogloby to byc krecone w innym domu, bo ten niczym sie nie wyroznia.
-
2008/05/16 17:41:14
No to lecimy moi drodzy...
Dlaczego nie schemat? Dlatego, że dotąd w standardowych horrorach mielibyśmy ot sobie rodzinkę i wypruwające jej flaki przez duchy mieszkające w starym domu. To było już w Amitiville, nieprawdaż countersv? Tam był trzeszczący schemat, tu mamy dramat. Matka wracająca do sierocińca, w którym była wcześnie, a wiec motyw zmierzenia się ze swoją trudną, sierocą przeszłością. Dla mnie, jako człowieka mającego już dzieci, motyw sieroctwa jest już wystarczającym czynnikiem, by budować napięcie (kwestia wrażliwości i rozumienia otaczającej nas rzeczywistości?) Kobieta była więc nieszczęśliwa, teraz chce dać szczęście innym dzieciom. Jej synek, Simon, jest dzieckiem adoptowanym i co gorsza bardzo chorym. Małżeństwo nie może mieć swojego dziecka, z wielkiego serca adoptuje chore. I nagle życie tego dziecka, skarbu najdroższego, zostaje zagrożone. Gdyby to było zagrożenie z tego świata... Przeciwnikami okazują się jak najbardziej namacalne upiory mające swoje źródło w ogromnej tragedii w przeszłości. Opowieść nie tylko piękna, bo mająca swoje źródło w micie o Demeter, lecz także zatrważająca, bo na wielu płaszczyznach opowiadająca o ludzkich cierpieniach, tragediach i dramatach.
Stary, bardzo stylowy dom, położony gdzieś na wybrzeżu, które kiedyś pięknie oświetlała latarnia, to fantastyczna sceneria nie tylko do rozegrania horroru, ale jak się okazuje również rodzinnego dramatu oraz prawie mitycznej tragedii, ponieważ chłopiec z masce to przecież reminiscencje z mitu o Minotaurze. Dom ze swymi poziomami i tajemnicami to ogromna kopalnia znaczeń. Jeśli piszesz recenzje, to na pewno byłeś dobrym uczniem w liceum i słyszałeś o C.G. Jungu. A słysząc o nim, z osłupieniem przyjmuję tekst: "Moim zdaniem wcale - jest sobie wielki dom i tyle. Rownie dobrze mogloby to byc krecone w innym domu, bo ten niczym sie nie wyroznia." Kolejnym ważnym elementem scenografii jest przecież jaskinia z czającą się w niej tajemnicą, dostępną tylko wybranym (kolejne budowanie znaczeń o wybranym, który swoją śmiercią uwolni cierpiące dotąd dusze).
Piękny, wieloznaczny i niepokojący film ze... skopanym zakończeniem godnym hollywoodzkiego produkcyjniaka a'la Transformersy czy Szklane pułapki.
Szczerze polecam do uważnego obejrzenia i głębszej refleksji nad czymś, co specjalnie zostało z budowane nie tylko z takich klocków, które widać tylko i wyłącznie gołym okiem.
Pozdrawiam
-
milczacy_krytyk
2008/05/16 18:19:26
No nie wiem, ja tu wyjścia poza schemat nie widzę. To wszystko przecież już było. Stary dom, dziecko, które widzi duchy, wyimaginowani przyjaciele, matka walcząca o dziecko, ojciec, który niczego nie widzi, tragedia z przeszłości... Jedynymi nowościami są zabawy w babę jagę i w skarby - o ile ta pierwsza zostaje wykorzystana do całkiem niezłego nastraszenia widza, o tyle już ta druga momentami jest za mało poważna.

Dla mnie w Sierocińcu jest za mało dramatu. Twórcy nie wiedzieli na co się zdecydować i wyszedł film nijaki. Tak oczywiście, mamy dramat matki poszukującej swojego syna, oraz stawianie czoła przeszłości, ale to wszystko jest gdzieś na trzecim planie, za mało zaakcentowane, pokazane bez siły, bez mocy. Czy widać, że dla Laury powrót do Sierocińca jest trudny? Nie. Podobnie utrata synka została przedstawiona w tak mało angażujący sposób, że film po prostu oglądamy, a nie przeżywamy. Przecież od początku wiadomo, że matka będzie musiała stawić czoła duchom i odzyska dziecko - nie wiadomo tylko jak to dokładnie się odbędzie. Za mało mi też horroru - raptem dwie sceny, do tego mało straszne, a przez cała resztę filmu nie dzieje się prawie nic. Trudno oglądać taki film, tym bardziej jeśli nie trzyma on w napięciu, i nie tworzy odpowiedniego klimatu.

P.s. Dla mnie świetnym horrorem w starym stylu, który do tego jest przepiękną, wzruszającą i straszną historią o matce, dzieciach i tym co dzieje się z nami po śmierci, są Inni i o stokroć bardziej wolę ich niż Sierociniec.