Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Aż poleje się krew

i'm finished

Aż poleje się krewAż poleje się krew (2007) USA Złota Rolka 2008 - najlepszy aktor - daniel day lewis - aż poleje się krew

reżyseria i scenariusz: Paul Thomas Anderson   
aktorzy: Daniel Day-Lewis, Dillon Freasier, Paul Dano, Kevin J. O'Connor, Ciarán Hinds, Barry Del Sherman, Colton Woodward, David Warshofsky, Paul F. Tompkins, David Willis
zdjęcia: Robert Elswit   
muzyka: Jon Brion, Jonny Greenwood  
montaż: Dylan Tichenor 

na podstawie: powieści Uptona Sinclaira - Nafta (Oil!)

 (7/10)

Mam problem z tym filmem.  Być może za wiele się po nim spodziewałem z powodu deszczu nominacji i nagród, jaki spadł na "Aż poleje się krew" w ostatnich kilku miesiącach i przez to rozbudził moje oczekiwania.  Nie jest to oczywiście zły film, ale do arcydzieła mu niestety sporo brakuje.

"Aż poleje się krew" jest portretem człowieka, który nie cofnie się przed niczym by osiągnąć swoje cele, by wyjść zwycięsko z kolejnych rywalizacji.  Portret o tyle niezwykły, że im bardziej poznajemy głównego bohatera, tym bardziej czujemy do niego coraz większą niechęć.  Ogromna w tym zasługa Daniela Day-Lewisa, którego kreacja jest naprawdę powalająca i zdecydowanie zasługiwała na zdobytego przezeń Oscara.  Z pewnością gdyby nie Daniel, film ten byłby znacznie gorszy, bo praktycznie w całości opiera się właśnie na jego niesamowitych umiejętnościach aktorskich.

"Aż poleje się krew" jest obrazem ciężkim, masywnym, który o dziwo jednak dość dobrze się ogląda.  Można by co prawda ponarzekać na kilka dłużyzn pojawiających się szczególnie pod koniec seansu, ale nie są one znowu aż tak denerwujące, żeby zniechęcić do filmu.  Brakuje mi natomiast w filmie Andersona jakiegoś uniwersalnego przesłania dla zwykłego widza.  
"There will be blood" jest bowiem filmem przedstawiającym początki przemysłu naftowego w USA, a także (i chyba przede wszystkim) portretem jednego przedziwnego człowieka, którego bardzo trudno rozgryźć, którego postępowanie może być dla nas często niezrozumiałe i naprawdę dziwne.  Człowieka, którego upór i chęć osiągnięcia celów może nam imponować, ale miejscami również nas przerażać.  Dziwnego mężczyzny, który wykorzystuje przygarniętego chłopca do rozkręcenia interesów, ale jednocześnie będącego zdolnym do ludzkich zwykłych zachowań.  Który wiele razy mówi o ogromnej wartości rodziny, a sam nie posiada bliskich i mieć ich nie chce… 

Zabrakło mi w filmie Andersona rozwinięcia konfliktu pomiędzy Danielem – człowiekiem interesu, a Eli'em – człowiekiem wiary.  Ich oddzielne portrety są interesujące, ale z ich konfrontacji zbyt wiele nie wynika.  Myślałem, że w "There will be blood" znajdzie się miejsce na analizę zachowań ludzi rozdartych pomiędzy wiarą, a bogactwem w chwili gdy z ziemi zaczyna tryskać ropa.  Analizę zachowań "uduchowionego", niebezpiecznego, bliskiego szaleństwa tłumu kierowanego przez młodzika w zderzeniu z dorosłymi ludźmi pracy, których celem jest wzbogacenie się...

Na uwagę zasługują całkiem ładne zdjęcia oraz świetna, niespotykana w zwykłych filmach,  przedziwna muzyka Jonny Greenwooda.  Co prawda przez pierwsze kilkanaście minut filmu grała mi okropnie na nerwach, bo prawie wszystkie motywy brzmiały tak, jakby ktoś ćwiczył z orkiestrą tuż przed koncertem i nagrane w ten sposób kawałki zamieścił w filmie.  Z czasem o dziwo jednak przyzwyczaiłem się do takich dźwięków i wg mnie idealnie pasują one do obrazu...

7/10  Dobrze, że nie otrzymał Oscara za najlepszy film.

piątek, 21 marca 2008, milczacy_krytyk

Polecane wpisy