Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Pułapka

"don't do that to yourself"

PułapkaPułapka (2005) USA

reżyseria: David Slade
scenariusz: Brian Nelson
aktorzy: Patrick Wilson, Ellen Page, Sandra Oh, Odessa Rae
zdjęcia: Jo Willems
muzyka: Molly Nyman, Harry Esscott

montaż: Art Jones

 (8/10)


Trudno napisać coś o tym filmie bo można zupełnie przez przypadek zdradzić całą fabułę, a "Pułapka" jest jednym z tych filmów, o który im mniej się wie,  tym lepiej się je ogląda.  Jednakże coś napisać trzeba, by zachęcić do obejrzenia tych którzy jeszcze nie widzieli,  bo film naprawdę jest wart uwagi.

Najbardziej niezwykłe w "Pułapce" jest chyba to, że cały film opiera się wyłącznie na dwójce aktorów - Ellen Page i Patricku Wilsonie.  Oboje zagrali naprawdę rewelacyjnie - Ellen widziałem po raz pierwszy na ekranie i jestem zaszokowany, że tak młoda aktorka stworzyła tak niesamowitą rolę, natomiast Patricka znam już z „Małych Dzieci” i „Aniołów w Ameryce” i w jego formę akurat nie wątpiłem - świetny aktor. 

Akcja "Pułapki" rozgrywa się wyłącznie - prócz krótkiego wstępu - w jednym mieszkaniu, a ogromne napięcie budowane jest przez rozmowy i coraz bardziej napięte relacje tej dwójki bohaterów.  Zadziwiające ale prócz kilku szybszych scen, prawie nic się nie dzieje, bo bohaterowie „jedynie" ze sobą rozmawiają.  Dzięki świetnie napisanym i naturalnym dialogom film ogląda się rewelacyjnie, a 100 minut przed ekranem mija błyskawicznie.  O dziwo udało się też Brianowi Nelsonowi ustrzec od jakichś wielkich nielogiczności i naciągnięć.  Brawa, za naprawdę przemyślany i porządnie napisany scenariusz.

"Hard Candy" mówi m.in. o fałszywym poczuciu bezpieczeństwa jakie mamy korzystając z internetu, o niebezpieczeństwie czającym się po drugiej stronie monitora - i nie chodzi tu jedynie o jedną stronę - oraz o pedofilii w bardzo mocny, szokujący sposób.

Niezwykłe w "Hard Candy" jest też to, że tak do końca nie wiadomo kto jest katem a kto ofiarą.  Nie wiadomo komu mamy współczuć, kogo potępiać, kto jest dobry, a kto zły, komu kibicować, a komu nie.  Te zmieniające się nasze odczucia wobec bohaterów towarzyszą nam do samego końca filmu, a nawet po napisach końcowych nie można jednoznacznie powiedzieć która postać była pozytywna..  

W gruncie rzeczy nie dostrzegam wyraźnych wad tego filmu, mam mieszane uczucia jedynie co do zakończenia.  Podczas seansu nie spodobało mi się bo wydało mi się, że jest wymuszone i nie pasuje do całości filmu.  Jednakże po przemyśleniach doszedłem do wniosku, że było ono jedyną logiczną i najbardziej pasującą ze wszystkich możliwości zakończenia tej historii.  Choć nadal coś mi w nim nie leży...

8/10 Naprawdę mocny film, który na pewno na długo zostanie w pamięci…

niedziela, 30 grudnia 2007, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
aniabuzuk
2008/01/02 21:04:19
Mi tez cos nie lezalo w tym zakonczeniu i skonczylam ogladac z uczuciem lekkiego niesmaku. A Page byla naprawde swietna