Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Źródło

together we will live forever....

 Źródło (2006) USA Ulubiony

reżyseria: Darren Aronofsky
scenariusz: Darren Aronofsky, Ari Handel
aktorzy: Hugh Jackman, Rachel Weisz, Ellen Burstyn
zdjęcia: Matthew Libatique
muzyka: Clint Mansell

 (10/10)

Na najnowszy film Aronoskiego czekałem około rok.  Im bliżej było do premiery, tym coraz bardziej zdawałem sobie sprawę z tego, że "Źródło" nie będzie zwykłym filmem, że będzie czymś więcej.  I nie pomyliłem się.  A nawet więcej.  Nowy obraz twórcy "pi" pochłonął mnie całkowicie, zafascynował, wbił w fotel.... 

"Źródło" wygląda jado dzieło sztuki.  Już od pierwszej minuty zdajemy sobie z tego sprawę.  Wewnętrznie to czujemy i z każdą nastęoną minutą jesteśmy coraz bardziej nim zauroczeni.  Przez całe 90 minut filmu miałem wrażenie, że patrzę na cudowny obraz, że próbuję zrozumieć co autor chciał mi powiedzieć, i choć nie zawsze do końca rozumiałem, to jednak coraz dokładniej wpatrywałem się w ekran, wyszukując kolejne ukryte znaczenia tej historii, szukając odpowiedzi i sensu.  I w końcu znalazłem. 
Trzy przeplatające się historie miłości, które na końcu łączą się w jedną całość.  I to nie byle jakie historie, bo wg mnie są one jednymi z najpiękniejszych opowieści o miłości, jakie widziałem.  Aronofsky nie mówi jednak jedynie  miłości.  Porusza także temat nieuchronnej śmierci, od której nie ma odwołania, z którą nie można wygrać, a trzeba się pogodzić.  I właśnie zderzenie miłości i przerywającej ją śmierci i strach przed tym wydarzeniem jest tematem "Źródła"

Aronofsky nie mówi o niczym w tym filmie wprost.  Posługuje się symbolami, niedopowiedzeniami, wieloma metaforami.  Plącze historię, przeplata ze sobą poszczególne wątki.  Dzięki temu na "Źródle" musimy ruszyć głową by je zrozumieć.  I to co jest w tym filmie najwspanialsze to to, że każdy zrozumie go inaczej.  W zależności, jaki ma humor, gust, pogląd na życie, w jakim etapie życia się znajduje, wyciągnie inne wznioski z tej historii, na co innego zwróci uwagę, co innego go zachwyci.  Co ważne to to, że tylko ci, którzy wzbiją się ponad obraz, ponad dosłowność i poszukają głębiej, zrozumieją "Źródło".  Dla reszty ten film będzie stratą czasu....

Sama historia jednak nie zachwycałaby tak gdyby nie odpowiedni klimat obrazu budowany jednocześnie przez zdjęcia i muzykę.   Wielkie brawa dla Matthew Libatique za rewelacyjnie przedstawione trzy odmienne, ale jednocześnie identyczne miejsca akcji, szczególnie za to rozgrywające się w przestrzeni kosmicznej w XXVI wieku, oraz za drobne smaczki jak drzewo życia czy zwykłe powtórzenia scen.
Jeszcze większe uznanie należy się dla Clinta Mansella za chyba jeden z najlepszych soundtracków ostatnich lat.  Życzę mu z całego serca wygrania Złotego Globu, bo muzyka, którą stworzył jest perfekcyjna.  Może się to wydać dziwne, ale jej doskonałość objawia się w tym iż prawie w ogóle nie słychać jej podczas seansu.  Pasuje idealnie i całkowicie wtapia się w film, a bez niego brzmi tak samo cudownie.

"Fountain" nie byłoby tak doskonałe gdyby nie Rachel Weisz i Hugh Jackman w potrójnej roli.  Nie lubię tego typu określeń, ale wg mnie dla Jackmana rola Tomiego była rolą życia.  Zagrał fantastycznie, był niesamowicie naturalny, przekonywujący, po prostu świetny.  Bardzo się cieszę, że to on grał Toma, a nie Brad Pitt, jak to miało być na początku.
Chciałbym zwrócić jeszcze uwagę na niewielką ale jak dobrze zagraną i wybijającą się rolę Ellen Burstyn.  Niby tylko kilka minut na ekranie, ale jakich!

"Żródło" przypominało mi tematem, klimatem i czasem muzyką "Solaris" Soderbergha.  I właśnie tego typu filmem jest "Fountain".  Powolnym, ale dynamicznym, całkowicie wciągającym widza i wpływającym na niego tak mocno, że nie może o nim zapomnieć przez długie miesiące.
I właśnie od czasu "Solarisa" i "It's all about love" żaden film o miłości tak mocno na mnie nie wpłynął, tak bardzo, aż do łez mnie nie wzruszył.

Kończąc już tę beznadziejną i kompletnie nie oddającą klimatu filmu recenzję, gorąco zachęcam: jeśli możecie, idźcie na "Źródło'.  Na najprawdopodobniej najlepszy film tego roku.

sobota, 13 stycznia 2007, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
2007/01/14 14:58:47
Witam
Muszę przyznać, iż również z wielką niecierpliwością czekam na ten film. W "Pi" i "Requiem dla snu" Aronofsky udowodnił, że jest nietuzinkowym reżyserem. Mam nadzieję, że nie wpadnie w bagienko reżyserów "made in hollywood" i nie zacznie kręcić filmów za wszelką cenę.
I jeszcze "Solaris" Soderbergha. Moim zdaniem bardzo niedoceniony film. A świetny i w pewnien sposób nowy w konwencji kina sf.
Pozdrawiam
-
milczacy_krytyk
2007/01/14 19:57:32
"I jeszcze "Solaris" Soderbergha. Moim zdaniem bardzo niedoceniony film. A świetny i w pewnien sposób nowy w konwencji kina sf. "

Cieszę się, że zgadzamy się co do tego filmu :)
-
2007/08/25 17:11:59
jest już na DVD, ale pewnie już go masz :)
-
milczacy_krytyk
2007/08/25 18:50:42
Tak, tak, już mam, stoi sobie grzecznie na półce i czeka na drugi seans :)

Widze, że sobie trochę poprzeglądałaś mojego bloxa. Bardzo mi miło :)