Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Cube Zero

ple,ple,ple

 Cube Zero (2004), Kanada

reżyseria i scenariusz: Ernie Barbarash
aktorzy: Zachary Bennett, David Huband, Stephanie Moore, Jasmin Geljo
zdjęcia: François Dagenais
muzyka: Norman Orenstein

 (4/10)

Z reguły jest tak, że sequele nie dorównują poziomem do pierwszych części.  Rzadko kiedy takie produkcje ogląda się z takim zaciekawieniem, zainteresowaniem, w takim napięciu jak oryginał.  Co może jednak wyjść z trzeciej części, która powstaje po okropnej kontynuacji?  Nic lepszego....

Na początku części Zero twórcy raczą nas kolejnym prologiem by podnieść napięcie.  Zabieg ten jest oczywiście bezcelowy, bo dokładnie wiemy co się zaraz stanie.  Jedyną nowością w stosunku do 2 jak i 1 jest sposób w jaki pokazano pierwsze sceny.  Są one obrzydliwe, wstrząsające i przesadzone.  Aż mi się niedobrze zrobiło gdy je zobaczyłem.  Zero jest najmocniejszą częścią trylogii o Kostce.  Każda kolejna pułapka jest coraz bardziej makabryczna, coraz bardziej krwawa.  Niestety w pewnym momencie zamiast straszyć, zaczyna to bawić.

Plusem jak i minusem Zero jest pokazanie co się dzieje poza Cube'm.  Dzięki temu dowiadujemy się kilku istotnych informacji, które wyjaśniają nam zagadki sześcianu - to ma swoje dobre jak i złe strony - całe szczęście tych informacji nie ma aż tak wiele, dzięki czemu scenarzysta nie okradł nas ze wszystkih pytań i niewiadomych co by było największą zbrodnią jaką możnaby wyrządzić pierwszej części.  Wątek w bazie jest całkiem ciekawy i jako tako trzyma w napięciu.  Poprowadzony jest w miarę sprawnie, są emocje, nowości, niewiadome i wreszcie coś się dzieje.  W przeciwieństwie do wydarzeń rozgrywających sie w Sześcianie.  One niestety okazują sie nielogiczną i nie budzacą żadnych emocji kalką poprzednich dwóch części.  Barbarash wprowadza całe szczęście w miarę ludzkie zachowania więźniów - czego nie było w dwójce - ale często robi to nielogicznie, zmieniając charaktery swoich bohaterów w zależnosci od potrzeby i "widzi mi się".  Do tego dodaje - o zgrozo - elementy komediowe. Ciekawe tylko po co?  By rozluźnić atmosferę?  Ale w takim filmie?  

Całe szczęście w Zero zrezygnowano z białych jasnych sześcianów, a stworzono o wiele prostsze - choć patrząc dokładniej na późniejsze wydarzenia, to chyba jednak najbardziej rozwinięte - sześciany.  Słabo oświetlone, bardziej klaustrofobiczne, przypominające klatkę, celę.  Niestety, ponieważ akcja rozgrywa się przed pierwszą częścią, zagadek matematycznych w Zero prawie wogóle nie ma.  Zamiast tego twórcy próbuja przemycić do prequela jakieś ważniejsze, głębsze myśli, jak chęć zastanowienia się nad tym całym "eksperymentem", chęc rozważenia postawy ludzi stojących na wysokich stanowiskach.  Niestety myśli te zostały jedynie zaznaczone w filmie, a nie rozwinięte.  Szkoda, bo w Zero jak i dwójce brakuje psychologii tak obecnej w oryginale.

Im bliżej finału tym film coraz bardziej sam się pogrąża.  Mam tu na myśli choćby "kod zabijania" - bzdury pseudo sf, które psują w miarę dobre odczucia widza.  Kolejnymi takimi "perełkami" są wydarzenia z Haskellem i wyczyszczenie, które scenarzysta wprowadził jedynie po to aby było efektownie.  Zapomniał jednak niestety, że nie dysponował wysokim budżetem, przez co znów wyszło nie za dobrze. 

Całe szczęście Cube Zero nie jest gorszy od Hypercube (chociaż niewiele brakowało), ale nie jest niestety od niego wiele lepszy.

wtorek, 19 września 2006, milczacy_krytyk

Polecane wpisy