Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Dogville

włażenie na głowę

 Dogville (2003), Dania , Finlandia , Francja , Holandia , Japonia , Niemcy , Norwegia , Szwecja , USA , Wielka Brytania , Włochy

reżyseria, scenariusz: Lars von Trier
aktorzy: Nicole Kidman, Stellan Skarsgard, Paul Bettany, John Hurt,
zdjęcia: Anthony Dod Mantle   
muzyka: Antonio Vivaldi  

 (9/10)


Możliwe spoilery!!

Długo się przygotowywałem do tego filmu.  Pamiętam moją reakcję na genialne "Tańcząc w ciemnościach".  Pamiętam jak ten film wykończył mnie fizycznie i psychicznie.  Pamiętam jak nie mogłem się podnieść po jego obejrzeniu przez kilka dni.  Przypuszczałem, że Dogville będzie podobnie męcząco-rewelacyjnym filmem i musiałem wybrać odpowiedni czas na jego obejrzenie.  Cieszę się, że taki znalazłem.

Dogville sprawia wrażenie jakby nie było filmem.  Von Trier pokazuje nam jakby teatr, dziwną sztukę, dramat.  Nie widzimy scenografii, nie ma drzew, ścian, gór, roślin.  W tym przedziwnym filmie występują tylko najbardziej potrzebne przedmioty.  Tylko te bez których von Trier nie mógł się obejść.  To zabranie nam scenografii jest umyślne.  Reżyser tym posunięciem pokazał nam, wręcz nas zmusił do tego byśmy śledzili historię, bohaterów, ich uczucia, zachowania, reakcje, a nie podziwiali świat w którym rozgrywa się akcja filmu.  Mamy skupić się na historii Grace i mieszkańców Dogville.  Oryginalny to pomysł i jakże udany.

Kolejnym dziwnym pomysłem von Triera jest narrator, który komentuje, wyjaśnia zdarzenia w tym małym miasteczku, opisuje zachowania mieszkańców, ich uczucia, mówi o tym co myślą, czego pragną.  Oglądając Dogville właśnie przez narratora i co chwila pojawiające się plansze z numerami rozdziałów miałem wrażenie, że nie ogladam filmu, tylko czytam dramat, tragedię.  Że wszystko to co widzę, rozgrywa się jedynie w mojej wyobraźni, że jest jedynie prezentacją opisanych w dramacie zdarzeń, miejsc, sytuacji.  Nigdy się jeszcze z czymś takim nie spotkałem.

Dogville nie jest jednak tak wykańczającym filmem jak "Tańcząc w ciemnościach".  Jest jednak niesamowicie smutny, strasznie smutny.  Po prawie trzech godzinach seansu miałem wrażenie, że wyssał ze mnie wszelkie uczucia, że stałem się obojetny, pusty, jak skała.  Nie znaczy to jednak, że film mnie nie poruszył.  Na pewno przez wiele dni a nawet miesięcy będę go wspominać. 

Dogville jest niesamowitym obrazem, który opowiada o nas samych, o naszej drugiej, ciemnej naturze, o potworności ludzkiego charakteru, która nawet u dobrych ludzi w pewnych warunkach ujawnia się.  Jest filmem, w którym odwracają się pojęcia dobro-zło.  Zmieniają one znaczenie.  Szczególnie w końcowej scenie, w której to co z jednej strony moglibyśmy uznać za zły czyn, po dwóch godzinach seansu traktujemy jako konieczność, prawie jak dobro.  Film w którym widzimy jak cieńka jest granica pomiędzy pomocą, a uległością, życzliwością, a wykorzystywaniem.  Von Trier w fantastyczny sposób pokazał jak dobrymi uczynkami można zmienić ludzi i to nie w tym odpowiednim kierunku.  Pokazał to w niesamowicie prosty sposób.  On jako jeden z nielicznych reżyserów, ma dar poruszania widza za pomocą bardzo prostych zabiegów.  Potrafi on ukazać teoretycznie błachą scenę, która jednak chwyta nas za serce, rozrywa je, która powoduje potok łez.

Nicole Kidman zagrała rewelacyjnie rolę Grace.  Nie myślałem, że tak dobrze uda jej się sprostać tak trudnemu i wykańczającemu zadaniu.  Podobał mi się także Paul Bettany i ... muzyka Antonio Vivaldiego, która jest jedynym znakiem wskazującym na to, że oglądamy film, a nie teatr telewizji.

Jedynym minusem jaki znajduję w tym filmie jest zakończenie, a raczej morał, który próbuje nam pokazać Von Trier.  Jeślibyśmy w niego uwierzyli, musielibyśmy jednocześnie stwierdzić, że nikt z nas, ludzi nie powinien żyć na tym świecie, że powinniśmy nie istnieć.  Ani jedno z nas.  Ale może o to chodziło Von Trierowi.  Może taki był jego zamysł?...

sobota, 26 sierpnia 2006, milczacy_krytyk

Polecane wpisy